"Niech milczenie przemówi" to tytuł trzeciego już protestu tomaszowskich nauczycieli, który odbył się w niedzielę, 6 lutego na placu Kościuszki.
Przed godz.15.30 zebrało się kilkadziesiąt osób, w tym obecni i emerytowani nauczyciele, członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego, rodzice i inni mieszkańcy miasta, sprzeciwiający się ustawie "lex Czarnek".
W ostatni piątek, 4 lutego, Senat w całości odrzucił tę nowelizację. 9 lutego, niespodziewanie ustawa wróciła do Sejmu, który odrzucił sprzeciw Senatu. Jeśli uzyska podpis prezydenta rozpocznie się wszechwładza kuratorów.
- Dziękuję tym, osobom, które protestują z nami od początku, jak i nowym twarzom. Jeśli co tydzień spotyka się ok. 50 osób, to wcale nie jest mało - mówiła Aneta Bartosiak, nauczycielka z Tomaszowa.
Milczący protest ma być "krzykiem" w imię godności i etyki zawodowej. - Nauczycielom zabrania się wypowiedzi, ale mamy prawo do wyrażania sprzeciwu. Pomilczmy razem, niech milczenie będzie wymowne - zachęcały organizatorki spotkania.
Opozycja zaczęła kontrolować, ile skarg wpłynęło do kuratoriów na działalność organizacji pozarządowych w szkołach. Okazało się, że bardzo niewiele. W sześciu z 16 województw przez ostatnie sześć lat rodzice ani razu nie poskarżyli się na działalność organizacji pozarządowych w szkołach. W innych częściach kraju zdarzało się to incydentalnie. - To, co mówi rząd i minister Czarnek, jest więc kłamstwem - mówiła Renata Szadkowska z tomaszowskiego oddziału ZNP. Niepokoi ją to, że wielu rodziców nie ma raczej pojęcia, co wiąże się z "lex Czarnek". - Nie wiedzą, jaka szkoła będzie, gdy wejdzie ta ustawa - uważa nasza rozmówczyni. - Liczę, że z każdym tygodniem będzie nas więcej - dodała.
Joanna Dębiec



Komentarze