Od razu na wstępie wyjaśniam, że nie chodzi o podziemie polityczne, walkę, bo nie zamierzam z nikim walczyć.
Podziemie, czyli coś w rodzaju piwnicy, takiej jak ta pod domem na Kaczce. Za moich czasów służyła do przechowywania ziemniaków, była wyposażona w półkę na weki. Wcześniej, w dniach wyzwolenia przez Rosjan, stanowiła też kryjówkę dla moich sióstr.
Tłumaczę się, bo niedawno, na lotnisku w Funchal, przeszłam kontrolę, która miała na celu wykrycie kontaktu z materiałami wybuchowymi. Podejrzenie o terroryzm zapewniło mi dobry humor na czas przelotu. Cóż, może ktoś pomylił Pegaza z Pegasusem? I te chorobliwe objawy telefonu, w którym wymieniłam kartę SIM... Nie należę do elity, może jednak ktoś uznał mnie za ważną osobę? Wątpliwości się mnożą. Wiem, nadzieja matką głupich.
W ubiegły czwartek jechałam do Łodzi. Przesiadka w Koluszkach, pociąg opóźniony, a tu rozszalała się burza śnieżna. Wraz z innymi pasażerami schroniłam się pod zadaszonymi schodami, wiodącymi do podziemnych przejść. Co by było, gdyby nadal z peronu na peron wiodła napowietrzna kładka? Dworzec Fabryczny, podziemny gigant, ziejący ogromem pustki, nasunął mi myśl, jak można odblokować miasto. Jechałam niedawno z siostrzenicą wąską uliczką Tomaszowa i samochód ledwo się mieścił między obustronnie zaparkowanymi pojazdami. - Patrz - mówi siostrzenica - nowy blok i nikt nie pomyślał o podziemnym parkingu... Moglibyśmy się nauczyć wykorzystywania terenu pod budowlą od ludzi pejoratywnie postrzeganego średniowiecza. Władcy budowali podziemne korytarze (Sandomierz), lochy, tunele (Książ), a zwykli ludzie - piwnice. Bloki "plomby" powinny być obowiązkowo wyposażone w podziemne parkingi, warto też pomyśleć o modernizacji starych budowli. Wrócę przez moment do Funchal - tam każdy większy obiekt, nawet stare budynki, ma podziemne miejsca parkingowe, a cała Madera przypomina ser szwajcarski, dzięki tunelom wydrążonym pod górami. Można? Można! Rozwiązanie leży w gestii architektów i urzędów zezwalających na budowę. W perspektywie - zamiast miejskiej ciasnoty, kurczących się terenów zieleni, widoku wszechobecnych aut, przestrzeń zabarwiona w trzech porach roku widokiem kwiatów, krzewów. Może doczekamy, że z okna znów zobaczymy zieloną trawę, a nie rzędy samochodów? Już wyobrażam sobie spacer po Tomaszowie: pięknym, zadbanym, kolorowym.
Emilia Tesz



Komentarze