Tylko przez ostatnie dziewięć miesięcy na terenie nadleśnictw Smardzewice i Spała zostało odstrzelonych ponad tysiąc dzików. Jednak ciągle jest ich za dużo. - Mają nawet po trzy mioty w roku. Młode wydają na świat już nawet "nastolatki", czyli nieco ponad roczne samice - mówi Mateusz Grabarz, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Smardzewice. Dziki nie boją się ludzi, ale ludzie boją się dzików.
Stada dzików spacerujących w pobliżu zabudowań już nikogo nie dziwią. - Idą tam w poszukiwaniu pożywienia. Mają łatwy dostęp do resztek pokarmu wyrzucanych przez ludzi, a niekiedy są nawet dokarmiane.
Tego nie wolno robić. Raczej powinniśmy je odstraszać, jeśli podchodzą do naszych domostw - mówi Piotr Szałas, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Spała.
W Konewce czy Nowym Glinniku dziki stały się ulubieńcami mieszkańców, którzy je dokarmiali. Jednak z czasem zrobiły się natrętne i zaczęły budzić strach. Wręcz dominować. Któregoś dnia mieszkanka osiedla czekała na autobus na przystanku (jechała do pracy). Wtedy zjawiło się stado dzików domagających się jedzenia. Przestraszona zaczęła rzucać im kanapki, które miała zrobione do pracy. Jednak w końcu kanapki się skończyły, a dziki nadal były głodne... Na szczęście przyjechał autobus. Pani zdążyła wsiąść.
Dzików mają też już dosyć mieszkańcy Smardzewic. - Strach wyjść na spacer. Są dosłownie wszędzie. W ogóle się nie boją, wręcz przeciwnie - lgną do ludzi. Przecież to niebezpieczne zwierzęta, nie wiadomo jak się zachowają - mówi młoda kobieta spacerująca z psem.
- W Smardzewicach błąka się stado ośmiu dzików (tzw. przelatków). Ich matka zginęła pod kołami samochodu kilkanaście dni temu, niedaleko tamy. Są oszołomione, biegają jak szalone, nie boją się ludzi. Minie jeszcze kilka dni i zaczną normalnie funkcjonować. Są na tyle duże, że już sobie poradzą - odpowiada M. Grabarz.
Strzelają na potęgę
Na terenach zabudowanych, w pobliżu domostw, nie można strzelać do dzików. Zgodnie z prawem łowieckim, myśliwi prowadzą odstrzały na obszarach administrowanych przez nadleśnictwa i koła łowieckie. Tam mogą strzelać do dzików bez ograniczeń. Prowadzą odstrzały redukcyjne (związane z gospodarką łowiecką) i sanitarne. Te drugie ciągle są związane z zagrożeniem afrykańskim pomorem świń (ASF). - W obecnym sezonie łowieckim, od 1 kwietnia ub.r., tylko na terenie naszego Ośrodka Hodowli Zwierzyny zostało odstrzelonych już ponad 230 dzików. Podobną liczbę odstrzelili myśliwi na terenie kół łowieckich w naszym nadleśnictwie - wyjaśnia zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Smardzewice.
Na terenie nadleśnictwa Spała odstrzałów w ostatnich dziewięciu miesiącach było jeszcze więcej. - Od kwietnia ub.r. na terenie naszego OHZ już ponad 300 sztuk. Drugie tyle na terenach kół łowieckich - mówi zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Spała.
Czyli tylko na terenie tych dwóch nadleśnictw odstrzelono grubo ponad tysiąc dzików.
Rodzą już "nastolatki"
W lasach trwają kolejne polowania zbiorowe. - Musimy dalej ograniczać populację dzika. Na terenie naszego nadleśnictwa ma pozostać nie więcej niż 25 osobników. Nie ma zagrożenia dla gatunku. W miejsce odstrzelonych pojawiają się nowe. Populacja szybko się odbudowuje. Łagodne zimy powodują, że rozmnażają się w zawrotnym tempie. Mają nawet po trzy mioty w roku. Rodzą już nawet "nastolatki". Jeden z myśliwych musiał czekać z odstrzałem aż odyniec zejdzie z nieco ponad rocznej loszki - mówi M. Grabarz.
- Nie muszą martwić się o pożywnie, mają go pod dostatkiem. W sezonie żerują na polach kukurydzy, której uprawa w ostatnich latach stała się coraz bardziej popularna. Mają dostęp do diety wysokobiałkowej. A to, że coraz częściej podchodzą do zabudowań, jest też związane z obecnością wilków - dodaje P. Szałas.
Łapanie dzików w mieście
Coraz więcej dzików jest też w mieście. Ulice Nowy Port, PCK, Nowowiejska, Wysoka, Piaskowa, Wspólna, Dworcowa, Luboszewska, Krańcowa. Dziki spacerowały też po Warszawskiej i św. Antoniego. Siały postrach na ul. Radomskiej i Sosnowej (często zaglądają do parku na Michałówku). - Podjechałam samochodem na parking i podeszły do mnie. Bałam się wysiąść. Odczekałam kilkanaście minut i dopiero sobie poszły. Najadłam się strachu - mówi jedna z mieszkanek miasta.
W mieście nie można strzelać do dzików, ale można je odławiać.
- Od kilku lat prowadzimy takie działania. Ze względu na zagrożenie ASF jest odłów z uśmiercaniem, około 20 sztuk rocznie. Te prace zlecamy specjalistycznej firmie, która zajmuje się też utylizacją. Jednak to nie takie proste. Wszystko musi poprzedzić postępowanie administracyjne, zakończone zgodą starosty. Do tej pory takie pozwolenia były wydawane na konkretny teren, w północnej czy południowej części miasta. Nie mogliśmy prowadzić działań poza obszarem wyznaczonym przez służby starosty. A dziki się przemieszczały i był problem z ich odławianiem. W tym roku wystąpimy do starosty o pozwolenie na całe miasto, bez wskazywania konkretnej lokalizacji - wyjaśnia Krzysztof Kukliński, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Monitoringu Urzędu Miasta.
Wszystkich dzików nie da się wyłapać. Co zrobić, jak się je spotka? - Na pewno nie panikować. Nie podchodzić blisko, tylko spokojnie obejść miejsce, w którym żerują. Jeśli natkniemy się na lochę z młodymi, to trzeba tym bardziej uważać. Jeśli locha wyczuje zagrożenie i ruszy w naszym kierunku, to musimy ratować się ucieczką - mówią leśnicy.
ag



Komentarze