- W tym roku to jest jakaś plaga. Albo śpią na klatkach i nie dadzą się dobudzić, albo zasypiają pod sklepem. Nie ma dnia, żeby nie podjeżdżała karetka albo Straż Miejska - mówi pani Alicja, mieszkanka ul. Szarych Szeregów. - Z jednej strony żal mi tych ludzi. Są wycieńczeni, ledwo chodzą. Niestety najczęściej są po prostu pijani. Karetek brakuje, a ratownicy muszą zajmować się osobami, które nie wymagają pomocy medycznej - dodaje.
Informacje o rosnącej liczbie interwencji wobec osób bezdomnych potwierdzają nam strażnicy miejscy. - Najgorzej było pod koniec października. Zdarzały się już dosyć chłodne dni, a ogrzewalnia na Luboszewskiej była jeszcze nieczynna. A to jedyne miejsce, w które można zawieźć bezdomnego, który jest pod wpływem alkoholu - mówi jeden ze strażników miejskich. - Mieliśmy wiele interwencji, gdzie taka osoba nie kwalifikowała się do wezwania pogotowia, bo nic jej nie dolegało. Jeżeli leży, możemy ją spionizować. Jeżeli ktoś dzwoni, że śpi na klatce schodowej, to wieziemy takiego bezdomnego w inny rejon miasta. Oczywiście z pełną świadomością, że pójdzie spać do innej klatki schodowej - dodaje.
Odkąd ogrzewalnia dla bezdomnych została otwarta (początek listopada), po interwencji Straży Miejskiej trafił tam tylko jeden bezdomny. - Od 1 października do 9 listopada br. strażnicy miejscy przeprowadzili 49 interwencji wobec osób bezdomnych. W siedmiu przypadkach na miejsce interwencji wezwano zespół pogotowia ratunkowego, który przejął osobę bezdomną - informuje Sławomir Wieruszewski, komendant tomaszowskiej Straży Miejskiej.
Przypadki, w których do bezdomnych przyjeżdża pogotowie, występują jednak znacznie częściej. - Wynika to z tego, że ludzie dzwonią na numer alarmowy 112, często panikując i wyolbrzymiając stan, w jakim rzekomo jest osobowa bezdomna. Dyspozytorowi ciężko jest ocenić sytuację przez telefon, dlatego często wysyłane jest pogotowie ratunkowe - mówi jeden z ratowników medycznych. - Przyjeżdżamy i najczęściej okazuje się, że facet śpi, bo jest pijany. Kiedy jednak mam jakiekolwiek wątpliwości co do stanu takiego pacjenta, to zabieram go na szpitalny oddział ratunkowy. Czasami jest konieczność zrobienia badań, np. w przypadku podejrzenia urazu głowy. Lekarze zazwyczaj mają pretensje, jak przywozimy "leżaka". Ale to my odpowiadamy za jego życie, jeśli coś mu się stanie na ulicy - dodaje.
Służby apelują, aby nie być obojętnym na los ludzi bezdomnych. Jeżeli widzimy osobę wychłodzoną, należy poinformować Straż Miejską, dzwoniąc pod nr 986, lub policję, a w przypadku zagrożenia życia, wybierając numer alarmowy 112.
(kk)
Komentarze