W takich warunkach mieszka pani Małgorzata z chorym na stwardnienie rozsiane mężem.
Zajmują lokal w kamienicy administrowanej przez TTBS. Mieszkanie powinno zostać docieplone, a podłogi zaizolowane już kilka miesięcy temu. - Do tej pory tego nie zrobili. Zostawili dziurę w ścianie i nie usunęli zniszczeń po naprawach instalacji, a spod drzwi ciągnie zimno. Podłogi są nasiąknięte wilgocią jak gąbka - mówi lokatorka.
Wracamy do tematu, który poruszyliśmy wiosną br. Pani Małgorzacie przyznano lokal przy ul. Wschodniej 22, gdzie wcześniej były komórki, magazyny i pomieszczenia gospodarcze. Później zaadaptowano wnętrza na mieszkalne. Na początku 2019 r. do mieszkania (43 metry kwadratowe, pokój z kuchnią) wprowadziła się pani Małgorzata i jej chory mąż.
Pierwsza fuszerka
Po kilku miesiącach w mieszkaniu zaczęło śmierdzieć wilgocią. Panele położone na podłogach w kuchni i korytarzu zaczęły się "podnosić". Wiosną br. w kamienicy doszło do awarii sieci wodociągowej. Wtedy okazało się, dlaczego w niedawno wyremontowanym mieszkaniu pod nr 15 jest taki odór. Żeby usunąć usterkę, trzeba było rozkopać sporą część podwórka. Również zerwać podłogę w korytarzu mieszkania pani Małgorzaty, ponieważ tam przebiegały instalacje.
Po zerwaniu nasiąkniętych wilgocią paneli i płyt okazało się, że pod podłogą znajduje się zawilgocona piwnica, w której leżało pełno śmieci (i odpadów budowlanych). Grasowały tam szczury. "Fachowcy" pracujący tutaj pod koniec 2018 r. i "adaptujący" ten lokal na mieszkalny nawet nie oczyścili ze śmieci piwnicy. Nie zerwali starych legarów i nie położyli warstwy izolującej styropianu od gruntu (powinni to zrobić w całym mieszkaniu). Tylko "zakleili" podłogi płytami paździerzowymi, które chłonęły wilgoć.
Druga fuszerka
Awaria wody ujawniła fuszerkę. Jej usuwanie zajęło kilka tygodni. Ekipa budowlana pracująca na zlecenie TTBS-u wykonała betonową wylewkę w korytarzu, nie izolując jej wcześniej styropianem od gruntu. Na to położono płytki. Po kilku miesiąca widać kolejne efekty pracy "fachowców". Na ścianach w korytarzu pojawiła się wilgoć i grzyb. Podłogi w mieszkaniu są zawilgotniałe. Spod nieszczelnych drzwi i pozostawionej dziury w ścianie wieje zimnem. - Zakleiłam dziurę taśmą, bo nie dało się wystać w kuchni. Mieli docieplić ten ganek. A tak w korytarzu jest zimno przez nieszczelne drzwi. Nie naprawili też uszkodzonych przy naprawie tych instalacji płytek w łazience. Bojler z gorącą wodą też ledwo się trzyma - denerwuje się pani Małgorzata.
Firma pracująca na zlecenie TTBS powinna naprawić swoje błędy. Docieplić ganek i korytarz, ale również podłogi w całym mieszkaniu. Zerwać zawilgocone panele, odpowiednio zaizolować i zrobić wylewkę. Dopiero wtedy ułożyć płytki czy panele w pokoju. Wszystkie prace (również te w zniszczonej łazience) powinny zostać wykonane na koszt zarządcy nieruchomości.
- Pieniądze włożone przez nas w remont mieszkania poszły na marne. Teraz mamy znowu się zadłużać i robić kolejne remonty. To niesprawiedliwe. Mąż jest w coraz gorszym stanie. Wymaga ciągłej opieki. W takich warunkach nie da się żyć - mówi lokatorka mieszkania przy ul. Wschodniej.
- Rozumiemy trudną sytuację i rozgoryczenie lokatorów, ale nie jesteśmy odpowiedzialni na stan podłóg czy i innych elementów mieszkania. Przecież prace wykończeniowe w mieszkaniu były robione przez mieszkańców we własnym zakresie. Zakładany przez nas zakres prac w tym lokalu został wykonany. Została zrobiona wylewka betonowa w korytarzu i na to położone płytki. Kolejne będą prowadzone w miarę możliwości finansowych - odpowiada Wacława Bąk, prezeska TTBS.
ag



Komentarze