Od blisko 4 lat trwa rozruch technologiczno-produkcyjny spółki EkoFerrum. Zakład w sposób bezodpadowy utylizuje tworzywa sztuczne. Firma nie może jednak rozpocząć działalności na pełnych obrotach. Problemem jest polskie prawo.
Firma EkoFerrum ma swoją siedzibę w Wyknie w gm. Ujazd. Cały proces utylizacji odpadów tworzywowych odbywa się w naszym mieście, w zakładzie przy ul. Spalskiej. Prace nad inwestycją rozpoczął w 2011 roku prezes spółki Sławomir Posiadało. Już wtedy nie obyło się bez problemów.
Trafiono bowiem na mocno zabetonowany teren. Żeby postawić fundamenty, inwestor musiał skuć ponad 2000 m3 betonu. W 2017 roku rozpoczął się rozruch technologiczno-produkcyjny, który trwa nadal.
Jak to działa?
Najprostszą i najbardziej pożądaną z punktu widzenia ochrony środowiska metodą utylizacji odpadów jest segregacja. Jak przyznaje prezes spółki, najlepiej by było, żeby tworzywo sztuczne mogło wrócić z powrotem do produkcji po uprzednim rozdrobnieniu. W praktyce niestety nie można tego zrobić z uwagi na to, że tworzywa są często zabrudzone i dostarczane w postaci kompozytów, z którymi niewiele można zrobić. Inną metodą pozbycia się odpadów jest spalanie w spalarniach. Niestety tego typu inwestycje są drogie i szkodliwe dla środowiska. Kolejnym, mało ekologicznym, rozwiązaniem jest pozostawienie odpadu na wysypisku. Tworzywo degraduje się w sposób naturalny. Niestety trwa to ponad 400 lat.
Jakie jest więc rozwiązanie? EkoFerrum ma swój pomysł. Jest pierwszą w Europie firmą, która przeprowadza degradację odpadów metodą tzw. pirolizy. Polega ona na rozrywaniu długich łańcuchów wiązań węgla i wodoru. Pod wpływem wysokiej temperatury łańcuch ten się rozpada. Jak dokładnie przebiega proces? Odpady tworzywowe na samym jego początku rozdrabniane są za pomocą odpowiedniego urządzenia. Następnie rozkładane są na dużej powierzchni i większość energii dostarczana jest w postaci promieniowania cieplnego. W sposób ciągły odpowiedni podajnik zrzuca do komory rozdrobnione tworzywo. Cały proces przejścia przez komory grzejne trwa zaledwie 12 min. W tym czasie odpad tworzywowy ulega zdegradowaniu. Tworzywo przechodzi w mieszaninę gazową o temp. 400 st. C.
Powstaje gaz i olej
Kolejny etap to schładzanie mieszaniny. Przy ok. 350 stopniach C skraplają się tzw. frakcje olejowe, a przy 200 stopniach frakcje gazowe. W ten sposób z wymieszanych różnego rodzaju odpadów powstają trzy paliwa. Pierwszym z nich jest mieszanina propan-butanu. Co się z nim dzieje? Ten produkt degradacji służy firmie do dalszego procesu degradacji odpadów tworzywowych - zasila bowiem agregaty prądotwórcze, które wytwarzają energię elektryczną zasilającą grzałki będące źródłem energii cieplnej.
Założeniem inwestycji było to, żeby z tworzyw sztucznych powstawały użyteczne mieszaniny olejowe. I taka właśnie mieszanina - podobna do oleju opałowego - powstaje w wyniku procesu technologicznego. Zdaniem prezesa firmy, produkt jest nawet lepszy od oleju opałowego, bo nie zawiera siarki i chloru. Frakcje ciekłe są dla EkoFerrum produktem handlowym, który firma sprzedaje bezpośrednim odbiorcom. Stoi jednak na stanowisku, żeby te ciekłe mieszaniny olejowe trafiały do koncernów naftowych typu Orlen czy Lotos.
Trzecim produktem, powstałym w wyniku degradacji odpadów, jest tzw. koksik popirolityczny. Jest to mieszanina węgla bezpostaciowego (sadzy), która ma wartość bardzo dobrego węgla brunatnego. W stosunku do masy wsadowej odpadu powstaje około 10% tego produktu. Prezes "EkoFerrum" przewiduje, że ten materiał może w niedalekiej przyszłości posłużyć elektrowniom i elektrociepłowniom.
Prawo niekorzystne dla ekologicznych przedsiębiorców
Firma doskonale radzi sobie z prototypową inwestycją. Wciąż jednak znajduje się na etapie rozruchu technologicznego i nie może uruchomić działalności na pełną skalę. Dlaczego? Mimo że jej głównym rodzajem działalności jest utylizacja odpadów, to przy okazji powstają produkty będące paliwami. To z kolei wiąże się z koniecznością wykupienia koncesji, która kosztuje 10.000.000 złotych.Prezes spółki uważa, że regulacje prawne w tym zakresie są wadliwe.- Tu nie chodzi o to, żeby z tworzywa wyprodukować paliwo napędowe. Jest to błąd w założeniu. Paliwa muszą mieć określone parametry. Z takich odpadów nie wyprodukujemy oleju napędowego czy benzyny. Produkt może jednak służyć jako olej opałowy - twierdzi S. Posiadało. - Jesteśmy traktowani jak producent paliw. To musi ulec zmianie, bo my jesteśmy zakładem utylizacji odpadów, a nie koncernem paliwowym. Nie obracamy przecież milionami ton benzyny i to nie jest nasze główne źródło przychodu.
Firma zmaga się z problemem od 4 lat. W tym czasie S. Posiadało zwracał się z prośbą do wielu instytucji, m.in. do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Niestety bez rezultatu. Ustawodawca zamiast wspierać proekologicznych przedsiębiorców, chce ich karać 10-milionową koncesją.
Problem nie tylko nie został rozwiązany, ale powstały kolejne. W ubiegłym miesiącu prezes spółki chciał zawrzeć umowę z firmą ze Śląska produkującą baterie. Jej przedmiotem miała być utylizacja odpadów poprodukcyjnych. Każdy odpad ma swój kod i żeby umowa mogła dojść do skutku, potrzebne było zezwolenie na utylizację konkretnego odpadu. - Powstał spór kompetencyjny. Urząd Marszałkowski twierdzi, że pozwolenie powinien wydać starosta powiatowy, a starosta, że Urząd Marszałkowski. Zastanawiam się już nad wystąpieniem na drogę sądową - mówi S. Posiadało. - Wszystko to powoduje, że trudno jest nam funkcjonować. Obecnie firma działa na skraju jakiejkolwiek opłacalności - dodaje.
Prezes EkoFerrum twierdzi, że jego spółka jest w stanie degradować 16 tys. ton odpadów tworzywowych rocznie. Z danych, jakimi dysponuje, wynika, że w Polsce co roku produkowanych jest ich aż 600 tys. ton. Wystarczyłoby 38 tego typu firm na terenie naszego kraju, a problem odpadów tworzywowych zostałby rozwiązany. Niestety - jak pokazuje przykład EkoFerum państwo nie jest takim przedsiębiorcom przychylne.
K. Krasnodębski



Komentarze