Pandemia czwartego rzutu rośnie w siłę, ale ludzie żyją zdecydowanie mniej ostrożnie.
Maseczki? Coraz mniej osób w miejscach publicznych osłania usta i nos. Ci, co zasłaniają, często wyjmują maseczki z brudnych kieszeni, torebek i toreb. Płyn do dezynfekcji rąk? Albo jest w pojemniku (w sklepie, urzędzie, przychodni), albo "wyszedł". Rękawiczki foliowe lub gumowe? Bywają w miejscach jak wyżej, jednak nie zawsze z nich korzystamy.
A przecież uchwyty koszyków w marketach, poręcze schodów w urzędach i w "naszym" wielorodzinnym bloku, uchwyty w autobusach, pociągach i taksówkach noszą na sobie więcej wirusów, bakterii, zarazków niż nasza domowa deska sedesowa. Obsługa sklepów przestała już zwracać uwagę nienoszącym maseczek, obmacującym produkty spożywcze, np. owoce, pieczywo, warzywa. Wolą się nie narażać na pyskówkę z klientem, bo i dostać można cios od co bardziej krewkiego gościa (bywają takie zdarzenia, o czym donoszą media).
Bójmy się nie tylko koronawirusa SARS-CoV-2, bo już przecież sezon grypowy, a i inne zarazy nie próżnują (żółtaczka, odra). Zniknęły chusteczki do nosa wykonane z tekstyliów, w użyciu są tylko jednorazowe papierowe. Czy w nie kichamy i kaszlemy? A jak często kasjerki, bileterzy dezynfekują ręce lub pracują w rękawiczkach? A szczepienia? Ile procent populacji jest zaszczepiona, podają środki przekazu - do 100 proc. ciągle jeszcze sporo brakuje. Ale co się dziwić, skoro nawet medycy, pierwsza linia frontu, też lekceważą szczepienia. Na początku listopada były wizyty na cmentarzach, 11 listopada mamy Święto Niepodległości, z imprezami masowymi, w czasie których nie zachowujemy dystansu, a jeśli już - dystansujemy się od... zdrowego rozsądku. Abyśmy w zdrowiu doczekali Bożego Narodzenia, czego życzę czytelnikom.
PS. Ponoć policja sprawdza miejsca, w których noszenie maseczek jest obowiązkowe. Bywam w takich miejscach i nie spotkałem kontrolujących.
.
J. Pampuch



Komentarze