- Młodzi ludzie stąd uciekną. Każdy, kto ma energię, ambicje i chce coś osiągnąć w życiu, nie ma zamiaru tutaj zostać - mówi tegoroczny maturzysta jednej z tomaszowskich szkół.
Dlaczego tak bardzo chcą wyjechać z Tomaszowa? Co skłoniłoby młode pokolenie do pozostania w rodzinnym mieście?
Z ankiety, którą przeprowadziliśmy wśród tegorocznych maturzystów jednej z tomaszowskich szkół ponadpodstawowych, wynika, że aż 90 procent z nich planuje kontynuować naukę. Zdecydowana większość - 85% - chce studiować poza miejscem zamieszkania. Najpopularniejszym wyborem jest Warszawa (31 procent), Łódź (15 procent), Kraków (15 procent) i Wrocław (13 procent). Czy istnieje coś, co mogłoby zatrzymać młode pokolenie w mieście?
Najczęstszym argumentem, który podawali ankietowani, był brak zadowalających kierunków studiów na tomaszowskiej uczelni. - Najlepszym rozwiązaniem byłoby wybudowanie nowej uczelni, która zrobiłaby małą konkurencję - mówi Karolina, uczennica ZSP nr 8. - Jestem zdania, że w Tomaszowie na studiach zostaną te osoby, które zmusiły do tego powody osobiste, finansowe bądź za szybko nie chcą się usamodzielniać - dodaje.
"Co mogłoby mnie przekonać do pozostania w rodzinnym mieście? Jeśli miałabym do wyboru nową uczelnię w Tomaszowie, na której byłoby więcej kierunków i faktycznie mogłabym wybrać coś dla siebie, na pewno bym tutaj została. Miałabym wszystko: mieszkanie, rodzinę, pracę. Nie traciłabym czasu na jazdę w korkach czy wyjeżdżanie godzinę wcześniej z domu, aby jechać przez całe miasto i zdążyć na uczelnię. Naprawdę lubię Tomaszów, jednak dla mnie, jak i moich rówieśników nie jest to przyszłościowe miasto. Tutaj nie ma gdzie zjeść dobrego jedzenia, a co dopiero mówić o zdobyciu dobrego wykształcenia" - odpowiada Olga, przyszła studentka prawa.
Drugim powodem, dla którego uczniowie chcą jak najszybciej opuścić miasto, jest brak perspektyw na dalszą przyszłość. - Młodzi ludzie stąd uciekną. Każdy, kto ma energię, ambicje i chce coś osiągnąć w życiu, nie ma zamiaru tutaj zostać. Ponadto w dużych miastach ludzie bardziej akceptują "inność", nie wnikają w czyjeś życie, nie jest się ocenianym przez każdą napotkaną osobę. Z czystą kartką można zacząć nowy etap. W większym mieście są ogromne możliwości rozwoju: wszelkiego rodzaju kursy, szkolenia, warsztaty. Ponadto oferta jest bardzo szeroka, każdy, kto chce zdobyć dodatkową wiedzę lub kwalifikacje, ma otwartą drogę - komentuje Michał.
W większych miastach raczej nie ma problemów ze znalezieniem zatrudnienia, niezależnie od wykształcenia i kwalifikacji. Dodatkowo zawsze mile widziany jest status studenta, co również jest ogromnym ułatwieniem dla młodzieży. Duża liczba mieszkańców oznacza potencjalnie większą konkurencję na rynku pracy, jednak tegoroczni maturzyści twierdzą, że wystarczy trochę cierpliwości, a i tę przeszkodę uda się pokonać. - Jeśli w Tomaszowie szukają osób do pracy, to albo chcą zatrudnić cię na czarno, albo wymagane jest od ciebie 20-letnie doświadczenie - śmieją się uczniowie. Niestety rynek pracy nie jest łaskawy dla nastolatków. Mimo ich szczerych chęci, w Tomaszowie ciężko jest znaleźć dorywczą pracę.
Całkowity brak miejsc rozrywki również jest powodem do ucieczki. "Jestem typowym ekstrawertykiem, brakuje mi kawiarni czy fajnych knajp. Miejsc, w których można spędzić czas ze znajomymi. Nie chodzi nawet o kluby - w Tomaszowie nie ma ani jednego, ale ostatnio z rodziną nie mieliśmy miejsca, do którego możemy się udać na niedzielny obiad. Ze znajomymi zawsze mamy trzy opcje: pizza, w weekend wyjazd do Łodzi lub zostanie u któregoś ze znajomych w domu. W tym mieście nie ma co robić. Cieszymy się chociaż z tego, że możemy udać się do kina".
Młodzież z mniejszych miast marzy o życiu, jakie jest w dużym mieście: o samorealizacji, spełnianiu marzeń, spotkaniach z przyjaciółmi czy o stabilnej pracy. Z ich odpowiedzi wynika, że w Tomaszowie nie są w stanie się realizować i żyć na dobrym poziomie. Z drugiej strony, ile można siedzieć w małym mieście i czekać, aż coś się zmieni? A zmienić się musi, bo bez powrotu młodych, wykształconych ludzi miastu grozi zapaść i regres.
Nikola Stępień



Komentarze