Z bmw, którym kierował 25-letni mężczyzna, został tylko wrak. Kierowca miał jedynie niegroźne zadrapania i uciekł z miejsca zdarzenia. W momencie zatrzymania przez policję był pijany.
Do zdarzenia doszło w sobotę, 6 listopada około godz. 21.45 w Kolonii Olszowej (gm. Ujazd). Z ustaleń policji wynika, że kierujący bmw zjechał z jezdni i uderzył w przydrożne drzewo, a następnie dachował.
Z pomocą ruszyli mu strażacy (z OSP w Ujeździe i PSP w Tomaszowie). - Na miejscu zdarzenia widok był szokujący. Auto rozpadło się na kawałki. Mimo tak dużych uszkodzeń pojazdu nikogo nie było w środku, również w pobliżu - relacjonują ratownicy.
Okazało się, że kierujący uciekł z miejsca zdarzenia. W ślad za nim ruszyli policjanci i strażacy. - W trakcie poszukiwań natknęliśmy się na kobietę, która nie brała udziału w zdarzeniu, ale znała właściciela pojazdu. Później na kolejnych ludzi, którzy doprowadzili nas do kierującego. Okazał się nim 25-letni mężczyzna, który miał na twarzy widoczne zranienia powypadkowe - wyjaśnia st. asp. Grzegorz Stasiak, rzecznik tomaszowskiej policji.
Trafił do szpitala. Lekarze stwierdzili, że jego obrażenia nie zagrażają życiu i zdrowiu. Został zwolniony do domu. W momencie zatrzymania był w stanie nietrzeźwości. Miał w organizmie 2 promile alkoholu. - Przyznał się, że kierował bmw. Za spowodowanie zdarzenia został ukarany mandatem w wysokości 500 złotych. Został też pobrany materiał do badań retrospekcyjnych, żeby ustalić, czy mężczyzna w momencie prowadzenia pojazdu był w stanie nietrzeźwości czy nie. Wyniki tych badań zdecydują o dalszych czynnościach wobec 25-latka - mówi rzecznik tomaszowskiej policji.
Strażacy pracujący na miejscu zabezpieczyli teren. Podnieśli wrak bmw na koła i pozbierali jego części rozrzucone wkoło. Usunęli też płyny eksploatacyjne z jezdni.
25-latek miał mnóstwo szczęścia. Ratownicy mówią, że to cud, że wyszedł z tego zdarzenia praktycznie bez szwanku. Może teraz będzie bardziej szanował zdrowie i życie swoje, i innych uczestników ruchu drogowego.



Komentarze