Szczupła, drobna, a przy tym energiczna i uśmiechnięta. Jak biegnie po Tomaszowie, każdy wie, kto to jest.
Wanda Panfil, słynna polska lekkoatletka, która w 1991 r. zdobyła tytuł mistrzyni świata w Tokio w maratonie z czasem 2:29:53. Jest jedyną Polką, której udała się ta sztuka. Teraz biega po naszych ulicach, nie z zawodowcami, ale miłośnikami tego sportu, amatorami. 15 listopada minie pięć lat od pierwszego treningu Wanda Panfil Team.
To był jedyny człowiek, który się mną zainteresował
Wanda Panfil w Tomaszowie spędziła młodość i tu zaczęła swoją przygodę z bieganiem, by po latach zdobyć to, o czym większość sportowców może tylko pomarzyć - tytuł mistrzyni świata. Poza tym dokonała jeszcze innej niezwykłej rzeczy - zwyciężała w prestiżowych maratonach w Londynie, Nowym Jorku i Nagoi, a wszystkie odbyły się w ciągu jednego roku! Triumfowała też w Bostonie w 1991 r. Czas uzyskany w tym ostatnim wyniósł 2:24:18, co sprawia, że Wanda Panfil jest na czele listy najszybszych polskich maratonek w historii.
Teraz zapisuje inną historię - historię biegania z amatorami, mieszkańcami swojego miasta, Tomaszowa, dokąd wróciła z Meksyku, gdzie przez lata żyła, trenowała i odnosiła sukcesy. - Nie było mnie w Polsce 28 lat. Po tak długiej przerwie wróciłam i spotkałam w Tomaszowie prezydenta Marcina Witko i to był jedyny człowiek, który się mną zainteresował. Powiedział, że bardzo by chciał, bym rozbiegała swoje miasto, Tomaszów - wspomina Wanda Panfil. - To było dla mnie bardzo miłe. Na początku się bałam, że będzie mało osób, a tymczasem zainteresowanie było i jest duże. Nasze treningi zdają egzamin. Widać, że ludzie chcą biegać i u mnie na treningach się nie nudzą. Mam wspaniałe osoby i znakomicie nam się współpracuje - cieszy się mistrzyni świata.
Pierwszy trening odbył się 15 listopada 2016 r., a więc Wanda Panfil Team obchodzi swoje pięciolecie. Jednym z biegaczy, którzy są w tej grupie od początku, jest Wojciech Jaskuła, który o inicjatywie biegania z Wandą Panfil usłyszał na Biegu Malinowskiego. - Myślałem początkowo, że to będą treningi dla dzieci i młodzieży. Ucieszyłem się, że to jest formuła open i każdy może przyjść - opowiada tomaszowianin, dla którego bieganie nie jest chwilową modą, ale wielką pasją.
Gdy biegałam, to na mnie gwizdali
Pasję do biegania i do lekkoatletyki ma też rzecz jasna Wanda Panfil, choć kiedy ona zaczynała, bieganiem zajmowało się znacznie mniej osób, a już kobiety były rzadkością. - Moja przygoda z bieganiem zaczęła się w Zespole Szkół Zawodowych nr 1 w Tomaszowie. Tam ówczesny dyrektor Jan Dorociak czekał na mnie, aż skończę lekcje i zaprowadził mnie na Lechię. Było kilku chłopaków, ja z dziewcząt byłam jedna. Pamiętam, jak mieliśmy treningi w terenie, nad Wolbórką, biegaliśmy nad torami w stronę Sługocic. To dla mnie straszne i nigdy tego nie zapomnę, jak na mnie gwizdali, kiedy przebiegałam z Lechii przez ulicę Nowowiejską. Musiałam się chować, żeby nie zobaczyli, że biegnie dziewczyna. Teraz na szczęście kobiety mają w tym komfort - uważa maratonka. Każdy może wyjść i pobiegać, choć Wandzie Panfil nie podoba się, że ludzie biegają ze słuchawkami w uszach, bo to niebezpieczne. W jej teamie tego nie ma. Jest za to od 20 do 40 osób, które "robią" formę razem z nią. Dużo jest osób, które są tam od początku istnienia grupy oraz nowych. Są to osoby o różnym stopniu zaawansowania. - Mam takich, którzy są naprawdę mocni i oni robią co innego, niż ci z grupy średniej czy truchtającej. Nie daję wszystkim jednakowych treningów, tylko podchodzę indywidualnie.
Lepsze wyniki i historia wielkiego sportu
Część, zaczynając biegać z mistrzynią świata, miała lekką tremę, nawet jeśli mieli za sobą sukcesy w bieganiu. Wśród mocnych biegaczy teamu jest Krystian Urbaszek, który dawniej trenował w MKS-ie Tomaszów Mazowiecki. - Kiedy poszedłem do pani Wandy, od razu była inna motywacja oraz poprawa wyników. Jestem bardzo zadowolony - twierdzi mężczyzna. Wojciech Jaskuła podkreśla zaś, że dla niego fascynujące było to, że na pierwszych treningach Wanda Panfil nie tylko z nimi biegała, ale też opowiadała o wielkich maratonach w Bostonie, Nowym Jorku czy Londynie. - Dzieliła się z nami swoją historią z największych biegów. To była lekcja historii wielkiego sportu - zauważa biegacz.
Wraz z nimi w teamie biegają różne osoby, są w różnym wieku, od dwudziestu kilku do 60 lat. Kto chce, może przyjść. Nie ma już nastolatków. Oni na początku biegali, ale poszli na studia, do pracy. - Młodzi ludzie od razu chcą dojść do wyników. A tak w lekkoatletyce nie ma. To jest praca, praca i jeszcze raz praca. Trzeba to polubić. Z bieganiem jest tak, że na początku trzeba przychodzić regularnie przez dwa miesiące i potem już nikt nas od tego nie odpędzi, bo to po prostu polubimy - tłumaczy W. Panfil. Motywacje w teamie są różne, jedni biegają dla wyników, inni dla czystej rekreacji. - Ja też zaczynałam od zera, wiem, jak to jest i wiem, jak trenować innych. Prowadziłam w Meksyku bardzo dużą grupę. Było to 60 dzieciaków. Mieliśmy wyniki, pomimo że ludzie byli różni, z różnymi problemami, np. narkotykami. Dałam sobie z nimi radę. Tu, w Tomaszowie, ludzie też zauważyli, że będziemy wszystko robić małymi krokami, a nie od razu ciężką pracą, żeby się zniechęcić. I te osoby przychodzą do dziś. Każdy jest inny i wiem, kogo na ile stać - wspomina maratonka. Według niej biegać może każdy, ale należy podejść do tego spokojnie i poznać siebie.
Jak wyjechała do Meksyku, nie miała swojego trenera, tylko właśnie słuchała swojego organizmu. - Na początku byłam przerażona, bo to było wysoko w górach, na poziomie 2600 metrów. Przez pierwsze dwa miesiące tylko truchtałam 20 minut, 30 minut, dłużej nie mogłam wytrzymać, oddychać - opowiada Wanda Panfil. Dodaje, że żadnego treningu nie powinno się biegać na sto procent, od tego są zawody.
To coś, co zostanie po nas na dłużej
Te z nią odbywają się we wtorki i piątki o godz. 18 na Lechii. Każdy dostaje swój trening. Świetne sukcesy ma Krystian Urbaszek, który ostatnio zajął drugie miejsce w biegu "Biegnij Warszawo". W ciągu roku treningów z mistrzynią świata w Tokio poprawił swój wynik w maratonie o 19 minut. Obecnie jego życiówka to 2 godziny 40 minut. Panu Krystianowi, zdaniem jego trenerki, w jeszcze większych "życiówkach" przeszkadza praca na trzy zmiany. Oprócz sukcesów indywidualnych są też sukcesy grupowe. - Wanda Panfil Team stawał na podium m.in. w Biegu Fabrykanta w Łodzi, SGH w Warszawie i w Biegu Mikołajów w Toruniu. Jeździmy po całej Polsce i promujemy Tomaszów i Wandę Panfil, bo jesteśmy grupą znaną już w Polsce - cieszy się Wojciech Jaskuła.
Biegacze zajmują się też prowadzeniem zawodników na czas. Jest to tzw. zającowanie. Na przykład W. Jaskuła i K. Urbaszek w dużych biegach prowadzą grupę na czas. Ale bieganie to nie wszystko. - Nasz największy sukces ma charakter niesportowy. W 2017 r. zmieniano nazwę ulic w Tomaszowie i mamy teraz w Tomaszowie ulicę Wandy Panfil. Pomysł był mój, ale nasza grupa wspólnie do tego dążyła. Zgłosiliśmy pomysł i zbieraliśmy ankiety. Mieliśmy najwięcej ankiet z wszystkich propozycji. Nawet jeśli kiedyś nasza grupa zakończy swój żywot, ta nazwa zostanie po nas dłużej, to będzie ślad działalności, to, że grono biegaczy upamiętniło najsłynniejszą biegaczkę związaną z Tomaszowem - mówi W. Jaskuła. Po tej ulicy biegacze często biegają.
90 procent sukcesu jest w głowie
Biegacze, z którymi trenuje mistrzyni świata, doceniają, że Wanda Panfil Team to nie tylko sport, ale też wspólne kontakty towarzyskie, które nawiązali. Spotykają się nie tylko na treningach. Są różni, ale zwyczajnie się lubią. W teamie są nauczyciele, urzędnicy, wojskowi, osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, jest nawet saper... Bieganie jest dla każdego. Według Wandy Panfil nawet maraton nie jest ciężki, trzeba się tylko do niego z głową przygotować. - Zawsze trenowałam tylko pięć tygodni, a szósty tydzień to był start. Maraton to jest jak egzamin w szkole. 90 proc. sukcesu jest w głowie - ocenia słynna biegaczka.
Według naszych rozmówców udział w Wanda Panfil Team daje nie tylko lepszą sprawność fizyczną i odstresowanie się od codziennych problemów, ale również możliwość zwiedzania, poznawania nowych miejsc i ludzi. W 2019 r., w swoich charakterystycznych żółtych koszulkach, pojechali na maraton w Wilnie. Zajęli drugie miejsce, a na drugi dzień po zawodach poznawali historię, zwiedzając. Tomaszowscy biegacze przekazali swoje puchary na rzecz znajdującej się tam polskiej szkoły. Puchary będą wręczane startującym tam dzieciom. Grupa zbierała też koszulki z biegów i wysyłała na akcje charytatywne. Czasami dochodzi też do zabawnych sytuacji. Na koszulkach biegacze mają wydrukowane wszystkie najlepsze czasy osiągnięte przez Wandę Panfil. Kiedyś Krystian Urbaszek biegł półmaraton i wyprzedzał pewną grupę. - Jakaś dziewczyna mówi o mnie, zobaczcie jakie ma wyniki. Potem mnie pytali, czy moje, bo byli nimi zachwyceni. Kiedy im powiedzieli czyje są, byli w szoku i mówili: wow, czy to jest ta Wanda? - śmieje się tomaszowianin. Ostatnio na "Biegnij Warszawo" jakiś mężczyzna biegł za Wandą Panfil i nie mógł jej dogonić. Dopiero kiedy wbiegł na metę, a konferansjer powiedział, że wbiegła Wanda Panfil, to zrozumiał dlaczego i opowiadał o tym innym.
Najpiękniejsze jest słyszeć hymn swego kraju
Wojciech Jaskuła wymyślił także ideę sztafetowej pielgrzymki biegowej pamięci mjra Hubala. Pokonują trasę z Anielina, poprzez Kraśnicę i Przedbórz, na Jasną Górę. To 150 kilometrów w ciągu jednego dnia. Żeby biec sztafetę, trzeba umieć współpracować. I ta atmosfera jest. Biegaczom brakuje jednak w Tomaszowie stadionu tartanowego. - Jak pada deszcz, to nie da się pobiegać na Lechii. Tartan to jest moje marzenie, może wtedy byłoby też więcej biegającej młodzieży. Taki stadion ma i Piotrków, i Łódź - mówi W. Panfil. Marzy też o tym, by grupa się wciąż rozwijała i miała coraz lepsze wyniki. Ona sama wierzy, że tak się stanie, tak jak kiedyś wierzyła w swój sukces. Wyjeżdżając do Meksyku, postanowiła sobie, że będzie mieć wyniki światowe. Sama zarobiła na wyjazd pieniądze. W Berlinie swój pierwszy maraton pobiegła na minimum olimpijskie. - W ogóle nie byłam przygotowana. Miałam jechać na Puchar Europy na 10 km i trzy tygodnie przed powiedzieli mi, że nie jadę. Postanowiłam więc spróbować w maratonie. Potem mój dyrektor Tomkowski za Bronisławem Malinowskim mi powiedział, że jak chcę naprawdę szybko biegać, to muszę jechać na treningi do Meksyku. Nie miałam na co czekać, jako biegaczka z małego miasta miałam tylko wrogów. Nie liczyli się ze mną - wspomina maratonka. I sukcesy się zaczęły. Najlepiej wspomina maraton w Nowym Jorku, gdzie było 50 tys. ludzi, maraton w Bostonie, najstarszy na świecie i równie prestiżowy w Londynie. Jest dumna ze złota na mistrzostwach świata, gdzie warunki były ciężkie: 34 st. ciepła i 100 proc. wilgotności. - To jest najważniejsze dla zawodnika, że się słucha swojego hymnu, a to było jeszcze przy pełnych trybunach - wspomina W. Panfil. Teraz swoim doświadczeniem dzieli się z tomaszowianami.
Joanna Dębiec




Komentarze