Dzień Edukacji Narodowej nie dla wszystkich jest wesoły. Nauczyciele protestują przeciwko indoktrynacji w szkołach, brakowi szacunku dla ich grupy zawodowej i niskim płacom. W ogólnopolskiej pikiecie udział wzięli też tomaszowianie.
W sobotę, 9 października w Warszawie zorganizowano kilka protestów. Przed Ministerstwem Edukacji i Nauki swoje postulaty przedstawiali nauczyciele.
Przed Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej manifestowali inni pracownicy budżetówki, którzy domagali się podwyżki płac. Protest nauczycieli organizował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Nie był to jeszcze strajk, ale pikieta. Odbywała się pod hasłem:" "Dość arogancji i braku szacunku dla nauczycieli". Przyjechali nauczyciele z różnych stron Polski. Mieli ze sobą transparenty z napisami: "Edukacja nie indoktrynacja", "Czarnek nie będzie nam pluł w twarz", "Czarnek! Przegięliście!" Wśród pikietujących byli też pedagodzy z Tomaszowa i powiatu, którzy przyjechali autokarem i prywatnymi samochodami. Udział w manifestacji zorganizował tomaszowski oddział ZNP, na którego czele stoi Renata Szadkowska. Protestowali przeciwko ogłoszonym w połowie września przez Ministerstwo Edukacji i Nauki propozycjom zmian w ustawie Karta nauczyciela. - Deklarowana przez ministra Przemysława Czarnka "podwyżka" płac kosztem zwiększenia pensum, wprowadzenia nowych "godzin karcianych" i odebrania niektórych dodatków, a także zmniejszenie odpisu na fundusz socjalny, oznacza, że nauczyciele sami sfinansują pozorny wzrost wynagrodzeń - informuje Renata Szadkowska. - Wszystkie te proponowane zmiany, które faktycznie nie podnoszą prestiżu zawodu nauczyciela, tylko w niego uderzają, są oczywiście proponowane przed Dniem Edukacji Narodowej, kiedy to składa się nam życzenia i gratulacje - dodaje. Tłumaczy, że nauczycielom grożą zwolnienia i ograniczenia etatów.
Wśród pikietujących w tomaszowskiej delegacji była m.in. nauczycielka Aneta Bartosiak (na zdjęciu), która jak mówi, nie tylko pojechała na pikietę, ale swój protest prowadzi też regularnie w mediach społecznościowych. Na Facebooku publikuje cykl pn. "zapraszam #ministerCzarnek do nicnierobienia! Zamieszcza tam zapis swoich obowiązków. - W poniedziałek spędziłam przy tablicy godziny od 7.35 do 12.35. Popołudnie nicnierobienia składało się z dwóch godzin udziału w zebraniu, kolejnych dwóch z udziału w szkoleniu oraz następnych dwóch na przygotowaniu się do lekcji i zajęć wspomagających, odczytaniu wiadomości od rodziców, usprawiedliwień, zgody na samodzielny powrót do domu z powodu odwołania zajęć, zaznaczenia, które dziecko powinno pozostać na świetlicy, podliczenia wpłat za zdjęcia, zredagowania notatki w sprawie interwencji wychowawczych i rozmowy telefonicznej na temat zachowania uczennicy - mówi A. Bartosiak. Podzieliła się również tym, że siódma godzina to "w ramach relaksu" według wskazówek ze szkolenia i szukania sposobu odstresowania się było jej malowanie stolika do pokoju nauczycielskiego. - W czwartek znalazłam ładowarkę od laptopa w lodówce, w ramach zachowania równowagi umysłowej postanowiłam odpocząć i ruszyć w sobotę na pikietę - napisała na Facebooku nauczycielka i faktycznie na pikiecie się pojawiła. Bo z taką wizją szkolnictwa jaki proponuje MEN się nie zgadza - tak jak wielu innych tomaszowskich nauczycieli.
J.D.



Komentarze