W minioną niedzielę, 26 września przeprowadzono liczenie wiernych w całym kraju. W powiecie tomaszowskim frekwencja wyniosła około 35 procent. - Byłaby wyższa, tylko tego dnia organizowany był odpust w Studziannej i wiele osób tam pojechało. Jednak najważniejsze, że znowu więcej ludzi chodzi do kościoła po przerwie spowodowanej pandemią - mówią proboszczowie.
Akcja organizowana jest od ponad 40 lat, co roku (w ubiegłym roku ze względu na pandemię nie była prowadzona) w około 10 tysiącach parafii w całej Polsce. Proboszczowie liczą wiernych na niedzielnej eucharystii i zebrane dane przekazują do Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (instytucji naukowo-badawczej zajmującej się zbieraniem danych na temat Kościoła katolickiego w Polsce i prowadzącej badania socjologiczne w tym zakresie).
Na ich podstawie wylicza się dwa wskaźniki: dominicantes, czyli odsetek wiernych uczęszczających na niedzielną mszę i communicantes, czyli przystępujących do komunii. Oficjalne wyniki liczenia z minionej niedzieli poznamy dopiero za półtora roku.
Jednak proboszczowie parafii z naszego powiatu ujawnili nam już swoje obliczenia.
- W minioną niedzielę na msze święte w naszym kościele przyszło prawie 40 procent wszystkich parafin, około 500 z nieco ponad 1300 wiernych. W sezonie turystycznym byłoby pewnie więcej, szczególnie gości spoza parafii. Ponad 20 lat temu w nabożeństwach uczestniczyło więcej osób, ale było też znacznie więcej mieszkańców. Po prostu ludzi ubywa - mówi ks. Dariusz Łosiak, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Spale.
Spalska parafia (podobnie jak te w Inowłodzu, Żelechlinku, Rzeczycy czy Lubochni) należy do diecezji łowickiej, gdzie frekwencja w kościołach wynosi nieco ponad 30 procent.
Nieco więcej wiernych uczęszcza na niedzielne msze w diecezji radomskiej (około 40 procent), do której należą parafie w Ludwikowie, Smardzewicach i Białobrzegach. - U nas w tym roku było nieco poniżej średniej, bo trzydzieści kilka procent. To nie był najlepszy dzień na liczenie wiernych w kościołach w powiatach tomaszowskim i opoczyńskim. Wiele osób pojechało na odpust ku czci św. Michała Archanioła do Studziannej. Tam frekwencja chyba była z 500 procent. Jednak najważniejsze, że po przerwie związanej z pandemią ludzie znowu wrócili na niedzielne nabożeństwa - zauważa ks. Zbigniew Kowalczyk, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tomaszowie (osiedle Ludwików).
W tomaszowskich parafiach (św. Antoniego, NMP Królowej Polski, NSJ, św. Jadwigi Królowej) należących do archidiecezji łódzkiej frekwencja na niedzielnych mszach wynosi około 32-34 procent. W kościele św. Rodziny jest nawet kilka procent wyższa (ponad 40 procent). Na nabożeństwa do filipów przyjeżdżają też katolicy spoza Tomaszowa, a nawet spoza powiatu. - Głównie na wieczorne msze "ostatniej szansy". Cieszymy się, że wierni wrócili do kościołów i możemy się razem spotykać i modlić - mówi ks. Grzegorz Chirk, proboszcz parafii św. Rodziny.
Wskaźnik dominicantes w regionie łódzkim jest jednym z najniższych w kraju. Wynosi zaledwie około 25 procent (przy średniej krajowej około 38 procent). Od lat najbardziej pobożni są katolicy w południowej i południowo-wschodniej Polsce: w diecezjach tarnowskiej, przemyskiej i rzeszowskiej, tam na niedzielne msze święta uczęszcza od 60 do 70 procent wiernych.
ag



Komentarze