Szczęście. Ostatnio rzadko używane słowo.
Jakoś tak zmalało, skurczyło się, schowało za inne, bardziej użyteczne. Gdyby zapytać kogoś, czy pragnie szczęścia, odpowie zapewne: - A kto go nie pragnie? - A czy jesteś szczęśliwy? O, tu już problem. Mało kto odpowie twierdząco.
Bogdan Sobański, ojciec Mariusza, wyszukał ostatnio w archiwum informację, że na początku lat siedemdziesiątych, a więc prawie pięćdziesiąt lat temu, miałam w Arkadach spotkanie zatytułowane "Co to jest szczęście?". Dzięki niemu otworzyłam szufladę pamięci. Prowadziłam w "budowlance" koło reporterskie. Biegaliśmy z uczniami po mieście, zadając przechodniom jakieś jedno wyszukane pytanie. Najciekawsze okazały się odpowiedzi, nagrane na kasetowy magnetofon, określające pojęcie szczęścia. Jedni widzieli je w wygranej w totolotka, inni w miłości, w rodzinie, jeszcze inni w zdrowiu. Nikt nie mówił o podróżach w dalekie kraje, bo nawet marzenia w peerelu miały swoje granice.
Przed koncertami, w ramach piątego Love Polish Jazz Festival, na telebimie pojawiały się wypowiedzi różnych osób na temat tego, co w ich życiu stanowi najwyższą wartość. Najbardziej uniwersalna definicja padła z ust prezydenta Tomaszowa: miłość. To prawda - cóż warte jest życie bez miłości?
Szczęście ma różne wymiary, nie zawsze jest wielkie i trwałe. Są chwile niezwykłe i chociaż mają urok płatka śniegu, warto je chwytać. W czasie pierwszego koncertu przeżyłam taką chwilę: aranżację piosenki "Tomaszów" w wykonaniu Yumi Ito. My, tomaszowianie, mamy szczęście - Tuwim, Zygmunt Konieczny, Ewa Demarczyk, Yumi Ito...
Dla tych, którzy są wciąż na etapie dążenia do..., mam aforyzm: Szukasz szczęścia? Kup sobie wędkę albo idź na grzyby. Sezon w pełni. Każdy może znaleźć swoje małe szczęście.
Emilia Tesz



Komentarze