Jeszcze kilka lat temu Tomaszów był stolicą turystyki kajakowej w regionie. Teraz nie można w naszym mieście nawet wypożyczyć kajaka na spływ. Trzeba pojechać do Spały, Inowłodza albo Zakościela.
- Do Tomaszowa nie da się dojechać. Zamknięta Spalska, Białobrzeska... A nowa przystań to miejsce do spacerów, a nie turystyki kajakowej. Tam nawet nie ma jak wymanewrować autem - mówią właściciele wypożyczalni, którzy wyprowadzili się z miasta.
Turystyka kajakowa przez ostatnie dziesięciolecia była znakiem rozpoznawczym naszego miasta i powiatu. Na spływy Pilicą przyjeżdżali turyści nie tylko z kraju, ale również ze Stanów Zjednoczonych, Czech czy Niemiec. Latem do kajaków na przystani przy ul. PCK w Tomaszowie wsiadały dziennie setki osób.
Piękna przystań bez kajaków
Jednak w ostatnim czasie ruch kajakowy przeniósł się kilkanaście kilometrów w dół rzeki. Przekonała się o tym para młodych ludzi, która przyjechała do naszego miasta. - Poszliśmy na przystań. Wszystko tutaj piękne i nowe. Place zabaw, boiska, plaża. Super! Jest też ogromny budynek przystani kajakowej, przy nim pomosty. Poszliśmy wypożyczyć kajak, a okazuje się, że kajaków nie ma! W niedzielę, w piękny, ciepły dzień w mieście, które firmuje się jako stolica tej formy turystyki, nie można zwodować kajaka! To przecież w każdej wsi nad rzeczką czy nad jakimś jeziorkiem są wypożyczalnie kajaków - denerwują się młodzi turyści.
Okazuje się, że spływy z Tomaszowa organizowane są już sporadycznie. - Po prostu przejazd przez miasto w obecnych warunkach drogowych zajmuje co najmniej 40 minut. Nie ma możliwości przejazdu ul. Spalską, a zamknięta jest też ul. Białobrzeska. Czasami decydujemy się na rozpoczęcie spływu w okolicach oczyszczalni, tam gdzie Wolbórka uchodzi do Pilicy. Jednak zazwyczaj startujemy ze Spały i tutaj też zapraszamy turystów indywidualnych do naszej wypożyczalni - mówią właściciele jednej z firm, zajmującej się turystyką kajakową.
Spływy zaczynają się w Spale
Jednak zdaniem przedsiębiorców nie tylko utrudnienia drogowe spowodowały, że wyprowadzili się z Tomaszowa. - Pewnie byłbym tutaj do dzisiaj, gdyby miasto nie wypowiedziało mi umowy. Aż ciężko mi o tym mówić... Poświęciłem temu miejscu wiele lat życia. Włożyłem mnóstwo pracy i pieniędzy. Powstał ośrodek, gdzie rozwijało się kajakarstwo. A teraz, po dwóch latach od mojego odejścia, nie ma po nim śladu - mówi Andrzej Ambroziak, prowadzący przez lata Ośrodek Wypoczynkowy "Przystań".
- Szkoda tej bazy noclegowej, domków, które przez lata służyły młodzieży i nie tylko. Tam wszystko porasta wysoką trawą i niszczeje. Było znakomite miejsce do wodowania kajaków, ale nie jest wykorzystywane. Co prawda są pomosty przy budynku przystani, ale dojazd do nich jest wąski i bardzo trudno tam wymanewrować dużymi samochodami. To nie tylko moja opinia. Wielu organizatorów spływu wybiera inne miejsca do wodowania niż "Przystań" w Tomaszowie, która jest dobrym miejscem do spacerowania, ale nie uprawiania turystyki kajakowej - dodaje.
Ambroziak przeniósł się kilkanaście kilometrów w dół rzeki. Jest dzierżawcą przystani gminnej w Inowłodzu. Ma też bazę w Zakościelu. - Polecam turystom bardzo urokliwy i mniej uczęszczany odcinek rzeki za Zakościelem do Mysiakowca i Domaniewic. Jest tam wiele wysepek, które można opływać z obu stron. Piękne widoki, nie można się nudzić - mówi.
Przystanie jak grzyby po deszczu
Podobnie jak A. Ambroziak zrobiło wielu przedsiębiorców z tej branży. Na odcinku od Spały przez Teofilów, Inowłódz do Zakościela naliczyliśmy aż 12 przystani, na których działa prawie dwa razy tyle firm zajmujących się turystyką kajakową. Na największych gminnych przystaniach w Spale i Inowłodzu są dzierżawcy, którzy dbają tam o porządek.
- Na budowę nowej infrastruktury w tych miejscach wydaliśmy 2,2 miliona złotych. Place zabaw, boiska, siłownie plenerowe, miejsce do wodowania kajaków, pola biwakowe i na ogniska. Chcemy, żeby to wszystko jak najdłużej służyło mieszkańcom i turystom. Dlatego już na umowie dofinansowania zastrzegliśmy sobie, że część terenów zostanie wydzierżawiona. Szybko znaleźliśmy takich przedsiębiorców. Ze Spały (większy teren) opłata jest 10 tys. zł rocznie, z Inowłodza około 6 tys. zł. Dzierżawcy dbają tam o porządek, a możliwość korzystania z przystani mają wszyscy turyści - wyjaśnia Bogdan Kącki, wójt gminy Inowłódz.
Na początku sezonu pojawiły się pewne tarcia pomiędzy organizatorami spływów. - Firm organizujących spływy jest coraz więcej i ciężko było pogodzić pewne racje. Jeszcze wiosną na spotkaniach ustalaliśmy szczegóły współpracy. Dzierżawcy przystani pobierają tzw. opłaty śmieciowe. 2 złote od każdego kajaka, który korzysta z terenu, na którym dbają o porządek - mówi B. Kącki.
- To dobre rozwiązanie. Jak przyjeżdża autobus z turystami, to organizator spływu płaci z góry i jest OK. Chociaż jak ojciec z dzieckiem przypłyną, to nie będę od razu za nim biegał, żeby zapłacił. Każdy musi mieć świadomość, żeby po osobie posprzątać. Przecież wszystkim nam zależy, żeby co roku na wiosnę nie wyciągać z Pilicy kolejnych ton śmieci - dodaje A. Ambroziak, dzierżawiący przystań w Inowłodzu.
Urzędnik nie zna się na turystyce
Gospodarzami (zarządcami) przystani muszą być ludzie, którzy czują tę branżę, zjedli na niej zęby. Władze gminy Inowłódz już to zrozumiały, dlatego turystyka kajakowa kwitnie tam w najlepsze. "Przystanią" w Tomaszowie zarządza miasto, czyli właściciel. Bezpośredni nadzór nad całą infrastrukturą sprawuje Wydział Obsługi Administracyjnej i Informatycznej. O przystań w Smardzewicach też dbają sami urzędnicy.
- No i mamy tego efekty. W Tomaszowie czasami trudno doprosić się o otwarcie kłódki na bramce wjazdowej. Takimi przystaniami powinni zawiadywać ludzie, którzy pracują przez 24 godziny na dobę i znają się na tym, a nie urzędnicy zza biurka - mówi jeden z przedsiębiorców.
ag



Komentarze