Sinice atakują! Toksyczne związki skaziły wodę w zalewie. Zielona jest też Pilica. Na brzegach gromadzi się śmierdzący osad. Sanepid ostrzega przed wchodzeniem do wody.
W tym roku woda w zalewie była czysta wyjątkowo długo. Nawet czerwcowe i lipcowe upały nie spowodowały gwałtownego rozwoju sinic. Ruszyły dopiero w ostatnich dniach. Turyści, którzy w miniony weekend przyjechali nad zbiornik, byli rozczarowani. - Chciałam trochę poplażować i skorzystać z kąpieli. Jednak zapach odstrasza. Nie mam zamiaru wchodzić do zielonej wody - powiedziała jedna z nich.
- Stanowczo odradzamy wchodzenia do wody skażonej sinicami. Wytwarzają toksyczne związki, które mogą wywołać alergię lub uczulenie. To nie tylko problemy skórne. Napicie się nawet niewielkiej ilości takiej wody może spowodować również dolegliwości pokarmowe. Toksyny są niebezpieczne zwłaszcza dla małych dzieci - ostrzegają inspektorzy tomaszowskiego sanepidu. Taka woda może być groźna nie tylko dla ludzi. Eksperci odradzają pojenie nią psów, koni czy innych zwierząt hodowlanych.
Najwięcej zielonych zakwitów jest w Smardzewicach przy plaży, w rejonie "Omegi" i molo, ale też w Treście, Karolinowie i po drugiej stronie zbiornika. Sinicowe kożuchy przemieszczają się po zbiorniku w zależności od kierunku wiatru. - Istotne są też opady deszczu. Po ulewach zbiornik się oczyszcza z sinic. Ostatnio nie padało i zakwity utrzymują się - mówią pracownicy Nadzoru Wodnego w Smardzewicach.
Sytuacja na zalewie wpływa na jakość wody w Pilicy. Rzeka jest zielona na wysokości Tomaszowa, ale też w Spale i w Inowłodzu. Chociaż jeszcze przed weekendem nadawała się do kąpieli. W piątek, 6 sierpnia sanepid zezwolił ratownikom na wywieszenie białej flagi w miejscu okazjonalnie wykorzystywanym do kąpieli na przystani przy ul. PCK w Tomaszowie. Jednak w kolejnych dniach jakość wody znacznie się pogorszyła. - Biała flaga wisiała przez cały weekend, a woda była zielona. Przyjechałem w niedzielę z dziećmi, żeby się wykąpać. Zrezygnowaliśmy i ograniczyliśmy się do zabawy na plaży - mówi jeden z mieszkańców naszego miasta.
O oczyszczeniu zalewu z sinic mówi się od dawna. Na różne projekty badawcze wydano mnóstwo pieniędzy. To też ulubiony temat polityków w czasie kampanii wyborczych. Obiecują, twierdzą, że wiedzą, jak to zrobić, ale póki co nic z tego nie wynika.
Wody Polskie i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej miał już w tym roku rozpocząć wdrażanie programu oczyszczania wód zbiornika (o wartości 74 milionów złotych). W ciągu 10 lat zakwit sinic ma się zmniejszyć o 25 procent. Miały zostać również wprowadzone działania związane z gospodarką ściekową i rolnictwem ekologicznym. Jednak tu też nic się nie dzieje.
- Wszystko już wiemy na temat zbiornika. Znamy przyczynę powstawania sinic. Wiemy, jak ograniczyć ich rozwój, więc pora zacząć działać - mówił w rozmowie z nami Łukasz Nowacki, ekohydrolog i biotechnolog. Młody naukowiec przekonywał, że zalew można oczyścić przy pomocy tzw. sztucznej nerki. To urządzenie schładza i napowietrza wodę, zmieniając strukturę żyjących mikroorganizmów z beztlenowych na tlenowe. Te potrzebują pożywki i konsumują szkodliwe osady. Zdaniem Ł. Nowackiego, takie urządzenia powinny zostać zainstalowane w zbiorniku w Sulejowie, Treście, Bronisławowie, Swolszewicach Małych i Smardzewicach. Koszt to około 350 tys. zł plus wykonanie przyłącza energetycznego.
Lepiej najpierw skorzystać z jego pomysłów niż wydawać grube miliony na projekt, który może nie przynieść pożądanego efektu.
ag



Komentarze