Schroniskiem dla bezdomnych zwierząt administruje Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta. Jego dyrektor Szymon Michalak pozytywnie odnosi się do pomysłu budowy nowego schroniska. Komentując post radnego Witczaka, podkreśla jednak, że jego realizacja możliwa jest jedynie w projekcie międzygminnym. Czy wójtowie mogą pozwolić sobie na partycypowanie w kosztach? - Jestem zaskoczony informacją o takim pomyśle, musiałbym poznać koszty projektu i porozmawiać z Radą Gminy - twierdzi Jerzy Rebzda, wójt gminy Rokiciny.
- Nie znam kosztów, więc nie wiem, czy gminę na to stać - dodaje M. Holak.
Sam pomysł budowy schroniska wójtowie oceniają pozytywnie. Zgadzają się z dyrektorem ZDiUM-u, że powinien on być realizowany przez wszystkie gminy. - Idea jest ciekawa. W ramach związku międzygminnego jest znacznie więcej obszarów, którymi można by się wspólnie zająć - ocenia Artur Pawlak, wójt gminy Ujazd.
Włodarze gmin zwracają uwagę, że tego typu inwestycje powinny opierać się na jasnych zasadach finansowania. Według wójta gm. Budziszewice koszty powinny być podzielone proporcjonalnie do wielkości gminy. Natomiast Marek Kaźmierczyk, wójt gm. Rzeczyca, podkreśla, że schronisko powinno pobierać jednorazową opłatę za przyjęcie psa lub kota. Zwraca uwagę na zagrożenie przepełnienia przytuliska, jakim może być ustalenie stawki dobowej za pobyt zwierzęcia. Za przykład podaje schronisko w Wojtyszkach (powiat sieradzki), gdzie jednorazowo przebywało do 3000 psów. Nikt nie zajmował się adopcją, bo psy zarabiały przez to, że są. Były na comiesięcznych fakturach dla gmin, opiewających na ok. 5 zł od psa dziennie.
Mało sterylizacji i czipowania
Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli samorządy terytorialne powinny podejmować działania zmierzające do upowszechniania zabiegów kastracji lub sterylizacji zwierząt, zarówno wszystkich przebywających w schroniskach, jak i mających właścicieli. NIK zaleca również znakowanie i rejestrowanie wszystkich zwierząt.
Władze miasta podejmują działania zapobiegające niekontrolowanego rozmnażaniu się zwierząt. Mieszkańcy Tomaszowa od początku czerwca mogą składać wnioski o sfinansowanie zabiegu sterylizacji zwierząt. Niestety nie ma zbyt wielu zainteresowanych. Jak informuje Joanna Grześkowiak, p.o. rzeczniczki Urzędu Miasta, do 31 lipca do magistratu wpłynęło jedynie 56 wniosków. Wykonano tylko 14 zabiegów sterylizacji suk, 26 kotek.
Dużym problemem w walce z bezdomnością zwierząt jest brak możliwości identyfikacji właściciela porzuconych zwierząt. W większości krajów europejskich jest znacznie mniej bezdomnych czworonogów. Zdaniem wójtów gmin przyczyną jest brak ustawowego obowiązku czipowania zwierząt. Trzeba przyznać, że pod tym względem faktycznie jesteśmy w psim ogonie. W krajach, które najlepiej radzą sobie z problemem bezdomności zwierząt, obowiązek czipowania istnieje od wielu lat. Przykładowo w Niemczech od 2009 roku, a we Włoszech od 1991 roku. Tymczasem, jak wykazał w lutym ub.r. w trakcie kontroli Komisji Rewizyjnej radny miejski Piotr Kucharski, połowa zwierząt przebywających w tomaszowskim schronisku nie była zaczipowana.
Rozwiązaniem zwiększenie adopcji
- Budowa nowego schroniska ma sans, ale tylko z dobrze funkcjonującą fundacją bądź osobami z doświadczeniem w zakresie organizacji adopcji zwierząt. Im sprawniejsza sfera adopcyjna, tym więcej pieniędzy z gminy dla schroniska i tym więcej schronisko zarabia. W przeciwnym razie będzie się przepełniać, będzie trzeba tworzyć kolejne miejsca pracy, przez co wzrośnie jego utrzymanie - twierdzi M. Kaźmierczyk, wójt gminy Rzeczyca.
Trudno nie zgodzić się z jego słowami. Obecnie gminy płacą jednorazowo blisko 1500 zł za oddanie jednego psa do schroniska. Pobyt każdego zwierzęcia, co oczywiste, wiąże się z koniecznością jego utrzymania. Przy założeniu, że schronisko znajduje czworonogowi nowy dom w ciągu kilku dni, opłata otrzymana z budżetu gminy staje się czystym zyskiem.
Nie jest tajemnicą, że tomaszowskie schronisko swoimi "wymogami" nie zachęca potencjalnych właścicieli do adopcji zwierząt. Na tzw. wizytach przedadopcyjnych pracownicy wymagają, aby mieli oni zakupione miski na karmę. Nie mogą to być domowe naczynia. Niewystarczający jest też koc. Wśród wymogów pojawia się legowisko, które zainteresowani adopcją muszą mieć zakupione. Taka profesjonalna wyprawka w zależności od wielkości zwierzęcia to koszt rzędu 70-150 zł. O tego typu komplikacjach od dłuższego czasu informują nas czytelnicy, właściciele sklepów zoologicznych, a ostatnio samorządowcy. - Osobiście znam mieszkańców gminy zainteresowanych adopcją psa, którzy widząc tego typu wymogi, zrezygnowali i udali się w inne miejsce - mówi P. Majchrowski.
Trzeba przyznać, że takie wymogi przeczą zdrowemu rozsądkowi. Najważniejsza w posiadaniu zwierzęcia jest chęć poświęcenia mu czasu, zapewnienia jedzenia i odpowiednich warunków. Każdy, kto chce opiekować się psem czy kotem, jest w stanie to zrobić, nie mając profesjonalnego legowiska czy miski o odpowiedniej głębokości. Wystarczy ciepły kąt, stare naczynia kuchenne i odpowiednia troska właściciela.
Komentarze