Jerzy Banacki był z nami od zawsze. Gdy piszę o nim w czasie przeszłym wydaje mi się, że popełniam straszny błąd, że to niemożliwe, iż jego miejsce w redakcji będzie odtąd puste.
Pracował z nami od pierwszego numeru TIT. Wcześniej pisał do wistomowskich Włókien Sztucznych, był dziennikarzem Panoramy Robotniczej. Przez ponad 30 lat niezmiennie, według tego samego diagramu, przygotowywał naszą krzyżówkę.
Osobiście nie lubię rozwiązywać krzyżówek, dlatego nie zwracałem uwagi na hasła, które Jurek zamieszczał – do czasu. Pewnego dnia, odbierając z naszej skrytki pocztowej pliki kart z rozwiązaniami zauważyłem powtarzające się słowo "osiołek". O co chodzi – zaintrygowany sprawdziłem hasło. Brzmiało: Mercedes Jezusa. W kolejnej krzyżówce wychwyciłem: Bernardynów jak psów – czyli klasztor. W tym czasie na zlecenie Urzędu Miasta Łowicza wydawaliśmy tam tygodnik miejski. W Wigilię zadzwonił roztrzęsiony burmistrz. – Niestety – musimy natychmiast wypowiedzieć umowę – oznajmił. Okazało się, że jedno z haseł w krzyżówce rozsierdziło miejscowego biskupa.
Jurek nie lubił zbyt dużo mówić. A szkoda, bo wiedzy mógłby mu pozazdrościć niemal każdy. Był znakomitym esperantystą. Opanował język opracowany przez Zamenhofa tak biegle, że tłumaczył na niego polską poezję.
Mawiał o sobie, że jest człowiekiem "głęboko niewierzącym", ale znajomości Biblii mógłby mu pozazdrościć niejeden gorliwy chrześcijanin. Ledwo hamowaliśmy śmiech, gdy poprawiał cytującą Pismo Święte naszą graficzkę, będącą Świadkiem Jehowy.
Pozostanie w naszej pamięci – pochylony nad wydrukami korektorskimi, obłożony opasłymi tomami słowników języka polskiego (nie uznawał tych internetowych), skupiony i oddany temu co robił – do końca. Zmarł w wieku 75 lat.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze