O Karolinie Karalus, matce, która niemal straciła życie, ratując swoją córkę przed zjeżdżającym samochodem, a teraz walczy o sprawność, pisaliśmy w 2 numerze naszej tegorocznej gazety z 9 stycznia. Historia kobiety wzruszyła tysiące osób w całej Polsce i jest ona już po pierwszej innowacyjnej w Polsce operacji.
Karolina Karalus pracowała w naszym mieście przez 20 lat. Kiedy wyszła za mąż, przeniosła się do niego w okolice Skierniewic. Tam w miejscowości Płyćwia latem 2018 r. doszło do dramatu - zaparkowane auto pani Karoliny zaczęło się staczać wprost na wózek, w którym siedziała jej roczna córeczka Ala.
Obie z teściową pobiegły na ratunek. Samochód wjechał w Karolinę i przygniótł do ściany budynku. Doznała urazu głowy, lewej ręki i miała wieloodłamowe zmiażdżenie prawej kości piszczelowej oraz kości strzałkowej. Córce nic się nie stało. Po kobietę przyleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jej stan był na tyle poważny, że medycy długo ratowali ją na posesji. W szpitalu przez kilka dni była w śpiączce. Kiedy się wybudziła, dowiedziała się, że nogę prawdopodobnie trzeba będzie amputować. To był dla niej szok. Dopiero co niedawno została żoną i matką. Wszystko legło w gruzach. Zaczęło się szukanie możliwości i czekanie niemal na cud.
Szansa na zrekonstruowanie kończyny pojawiła się w klinice Paley European Institute w Warszawie. Pracują tam specjaliści, którzy uczyli się u światowej sławy dra Drora Paleya. Znany jest on z przeprowadzenia ponad 1000 operacji rekonstruowania i wydłużania kończyn. W przypadku pani Karoliny konieczne będzie zastosowanie dwuetapowego procesu - rekonstruowania nogi, przeszczepu kości i mnóstwa skomplikowanych zabiegów. Wszystko może potrwać kilka lat i jest bardzo kosztowne. Trzeba było zebrać około 280 tysięcy złotych, nie licząc kosztów rehabilitacji. Zaczęła pomagać jej rodzina, w tym m.in. mąż i jej siostra Wioletta Kosylak. To ona wszystko załatwiała, docierała do lekarzy, specjalistów. Wsparcie dostała także od znajomych i przyjaciół oraz od ludzi, których nawet nie zna. Dla niej powstały licytacje prowadzone na Facebooku pn. "Pomagamy Karolinie w walce o sprawność - licytacje" oraz zbiórka poprzez stronę siępomaga.pl. Nasza redakcja poprzez artykuł, rozpowszechnienie informacji o tej dramatycznej historii i na temat możliwości udzielenia wsparcia, także dołożyła swoją cegiełkę do powodzenia zbiórek na rzecz pani Karoliny. W pomoc włączyły się ogólnopolskie media. Jej losy można było zobaczyć m.in. w "Pytaniu na śniadanie". Dzięki determinacji kobiety i pomocy wielu osób udało się zebrać na jej operacje ponad 290 tys. zł. W Karolinę wstąpiły nowe, wielkie siły do walki o sprawność. - Jestem już po pierwszej, ważnej operacji. Jestem pierwszą osobą w Polsce, u której zastosowano metodę osteotomii poprzecznej do połowy kości strzałkowej i nawiercenie wzdłuż kości strzałowej oraz po osteotomii kości strzałkowej na odcinku ubytku kości piszczelowej. W tej drugiej był aż 10-centymetrowy ubytek. Zastosowanie tej metody ma pozwolić mi na skrócenie czasu powrotu do sprawności z 5, 6 lat do 2, 3 lat - opowiada nasza rozmówczyni.
Potem miała jeszcze jeden istotny zabieg, a lada dzień, prawdopodobnie jeszcze w lipcu, czeka ją kolejna kluczowa operacja związana z przeszczepem z kości biodrowej do kolana. Ale to nie wszystko. Trzecia operacja będzie dotyczyła rekonstrukcji stopy. Wszystko jest wykonywane przez świetny zespół w klinice Paley European Institute i Medicover w Warszawie. Jeździ tam często. W międzyczasie ma rehabilitację, także w domu. Dzięki powodzeniu zbiórki udało jej się kupić do tego odpowiedni sprzęt. Ale rehabilitacja jest bardzo droga. - 10 godzin kosztuje 4 tys. zł. Cały czas prowadzona jest więc zbiórka na jej rzecz. Pieniądze można wpłacać na https://www.siepomaga.pl/karolina-karalus.
Ona sama próbuje żyć normalnie i cieszyć się tym, co ma. Opiekuje się kochaną córką Alą, która w lipcu kończy 4 lata. Karolina może już na specjalnym urządzeniu podnosić chorą nogę. - Jeszcze nie tak dawno nie było mowy o podnoszeniu, bo mimo prób nawet nie chciała drgnąć. A teraz podnoszę bez większego trudu - cieszy się. Wierzy, że jeszcze będzie mogła chodzić jak dawniej. - To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie wasza pomoc, zaangażowanie, wsparcie i energia, którą każdego dnia od was otrzymywałam i otrzymuję. Moje marzenie o spacerze na własnych nogach już niebawem dzięki wam może się zrealizować - mówi kobieta i dziękuje wszystkim darczyńcom i ludziom, którzy jej pomogli.
J.D.



Komentarze