W miniony poniedziałek kilkuset kibiców ubranych w biało-czerwone barwy, zgromadzonych w strefie kibica na orliku w Niewiadowie, przeżyło wielki zawód. - Wierzymy, że nasza reprezentacja się odrodzi i postara się o niespodziankę w meczu z Hiszpanią. Wtedy chętnych do oglądania Euro w naszej strefie będzie jeszcze więcej - mówi Bartosz Urbańczyk, dyrektor Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Ujeździe.
Strefy kibica w naszym kraju tworzone są przy okazji wielkich imprez piłkarskich, z udziałem polskiej reprezentacji. W 2002 r. mecze piłkarskich mistrzostw świata w Korei i Japonii można było oglądać na dużym ekranie w kinie "Włókniarz".
10 lat później podczas Euro 2012, rozgrywanych w Polsce i na Ukrainie, Tomaszów był jednym z nielicznych miast w całym kraju, w którym nie można było oglądać mistrzostw w zorganizowanych strefach kibica. Wtedy jeden z przedsiębiorców chciał postawić telebim na stadionie Lechii lub na błoniach przy ul. Strzeleckiej, ale władze miasta nie wyraziły na to zgody. Podczas Euro 2016 r. wiele miast zrezygnowało z organizowania stref kibica ze względów finansowych. Wtedy miasto chciało zorganizować taką strefę, ale za samą licencję na publiczne odtwarzanie musiałoby zapłacić ponad 150 tysięcy złotych, więc podobnie jak inne większe miasta zrezygnowało.
W Tomaszowie się nie dało, w Niewiadowie zrobili
W tym roku włodarze Tomaszowa też nie zdecydowali na zorganizowanie strefy kibica. - Podobnie jak większość miast w Polsce. Zmieniająca się sytuacja pandemiczna i związane z nią obostrzenia spowodowały, że odpowiednie, wcześniejsze planowanie takiego przedsięwzięcia nie było możliwe we właściwym zakresie. Poza tym braliśmy również pod uwagę koszty finansowe - wyjaśnia Joanna Grześkowiak, p.o. rzecznika prasowego prezydenta miasta.
To, co było niemożliwe w Tomaszowie, okazało się całkiem proste w gminie Ujazd. Na orliku w osiedlu Niewiadów postawiono telebim, na którym pokazywane są mecze mistrzostw Europy. - Zaczęliśmy od meczu otwarcia Turcja - Włochy. Oczywiście największe zainteresowanie było spotkaniem Polaków ze Słowakami. Zgodnie z obostrzeniami pandemicznymi mogliśmy wpuścić do strefy 200 kibiców plus tych zaszczepionych. Wszyscy chętni spokojnie się zmieścili - mówi B. Urbańczyk.
Kibicowali na leżakach, kocykach, ale też na stojąco. Emocje były jak na stadionie. - Szkoda, że nasi piłkarze zawiedli. Jednak prawdziwi kibice mają to do siebie, że zawsze są ze swoją drużyną. Może jesteśmy niepoprawnymi optymistami, ale wierzymy w dobry wynik w meczu z Hiszpanią. Wtedy zainteresowanie meczem ze Szwecją byłoby znacznie większe, a później jak Biało-Czerwonym uda się awansować z grupy, będziemy szykować strefę na mecze w fazie pucharowej - mówi dyrektor GOSiR w Ujeździe.
Nie ma Euroszaleństwa
Mecze (wybrane m.in. Polaków) na dużym ekranie można też oglądać w kinie "Helios". Na ulicach miasta nie widać atmosfery wielkiego piłkarskiego święta. Tylko gdzieniegdzie na balkonach czy w oknach wiszą flagi narodowe. Aut z biało-czerwonymi chorągiewkami na ulicach jest bardzo mało. Nie ma takiego zainteresowania jak cztery lata temu, kiedy polscy piłkarze spisywali się bardzo dobrze i dotarli do ćwierćfinału. - Wtedy wygraliśmy pierwszy mecz z Irlandią Północną i zapanowała narodowa euforia. Ludzie ubierali się w barwy narodowe i wychodzili na ulice. Nasi piłkarze grali zdecydowanie lepiej. Teraz też by tak było, gdybyśmy wygrali ze Słowacją. Jeszcze nie wszystko stracone. Kibicujmy Biało-Czerwonym - zachęca B. Urbańczyk.
ag



Komentarze