Obrzucane wyzwiskami żony i matki, poniewierane przez wnuków babcie, upokarzane i bite dzieci - to niestety obraz wielu domów w powiecie, a jego głównym winowajcą nie jest koronawirus, ale alkohol. A przemoc i cierpienie często pozostają w czterech ścianach...
Przemoc - temat tabu
Karolina* wychowała się w rodzinie alkoholowej i już od dziecka wie, co to bieda i przemoc. Kiedy wyszła za mąż za człowieka z - wydawałoby się - lepszego domu, myślała, że złapała Pana Boga za nogi.
Dom ma ładny i mąż, w odróżnieniu od jej ojca pijaka, zarabia i nie leży pijany pod sklepem. Pije z kulturą, ale po wódce już nie jest taki kulturalny. Wyzywa ją, poniża, blokuje dostęp do pieniędzy, śmieje się z niej, także przy dzieciach. Kilka razy ją uderzył. Ona już nawet myślała, że musi odejść, wezwać policję, komuś powiedzieć. Ale potem stwierdziła, że przecież nie ma najgorzej. Że jej matka miała ciężej, a od ojca nie odeszła. Że przecież rodzina to rzecz święta. Teraz, w pandemii, mąż jeszcze bardziej ją gnębi, bo obroty w firmie spadają, bo on ma problemy, bo dzieci są wciąż w domu i go irytują, bo nie ma spokoju, bo za głośno, bo ona jest wiecznie zmęczona...
Taki lub podobny obraz panuje w wielu tomaszowskich domach. Ale wciąż, jak potwierdza asp. szt. Piotr Pawłowski, kierownik Rewiru Dzielnicowych w Komendzie Powiatowej Policji w Tomaszowie, wiele z takich spraw pozostaje w czterech ścianach. - Pomimo różnych kampanii społecznych i ogólnego wzrostu świadomości na temat przemocy domowej, to jest wciąż tabu. Ludzie boją się o tym mówić, nadal wiele spraw wychodzi na jaw dopiero w trakcie działań i w wyniku ustaleń policji czy innych służb - mówi P. Pawłowski. Dodaje również, że problemem są także postawy sąsiadów czy krewnych. Ludzie udają, że nie słyszą aktów przemocy, udają, że nie widzą czyichś siniaków i nie reagują, bo wciąż panuje mit, żeby nie wtrącać się w cudze sprawy. - Nie chcą też zeznawać, chodzić po sądach ani nawet zadzwonić anonimowo, choć oczywiście takie telefony się również zdarzają - informuje policjant.
Pandemia nam nie sprzyja
Jednakże przemoc jest i część z jej aktów zapisana jest na tzw. Niebieskich Kartach zakładanych w związku z uzasadnionym podejrzeniem zaistnienia przemocy w rodzinie. Od 25 maja do 31 grudnia 2020 roku tomaszowscy funkcjonariusze założyli ich 100 w samym mieście. Na terenie całego powiatu przeprowadzili 1206 interwencji domowych. Dla porównania, jak informuje Aleksandra Jakubiak, p.o. oficera prasowego KPP w Tomaszowie, od 25 maja 2019 roku do 31 grudnia 2019 roku założono 75 Niebieskich Kart w mieście i przeprowadzono 1350 interwencji domowych na terenie całego powiatu tomaszowskiego. Choć w pandemii, jak widać, Niebieskich Kart założono więcej, to - jak tłumaczy asp. szt. Piotr Pawłowski - ogółem w skali ubiegłych lat są to podobne liczby. - Nie było takiego konkretnego przypadku, kiedy np. Niebieska Karta była zakładana bezpośrednio w czasie izolacji czy kwarantanny i gdzie byłoby wiadomo, że sytuacja związana z pandemią i obostrzeniami bezpośrednio wpłynęła na zachowanie potencjalnego sprawcy przemocy - tłumaczy policjant. - Wiadomo jednak, że obecna sytuacja nie sprzyja ludziom, że źle wpływa na psychikę i sam fakt częstszego przebywania ze sobą w domu eskaluje często konflikty, zwłaszcza gdy np. rodzina jest zamknięta ze sobą w mieszkaniu w bloku - dodaje. Ludzie często nie wytrzymują napięcia związanego ze stresem i strachem. Boimy się nie tylko zachorowania i śmierci, ale także utraty pracy, konieczności zamknięcia firmy i wciąż nowych obostrzeń.
Zawsze jest wyjście i zawsze można żyć inaczej
Taka sytuacja zdarzyła się u pani Haliny* z Tomaszowa, która mieszka z córką, zięciem i dwójką wnuków w mieszkaniu na niecałych 50 metrach kw. Jej zięć zawsze był nerwowy i jej dokuczał, ale w pandemii zaczął się nad nią i rodziną znęcać. Ale głównie jego humory spadły na nią i dzieciaki. To ona, jak córka jest w pracy, zajmuje się wnukami i pomaga im w nauce zdalnej. Zięć nie przez pandemię (choć tak mówi), ale przez picie, stracił pracę i teraz ma tylko roboty dorywcze. Czasem do południa jest w domu i zaczyna się piekło. Dzieciom przeszkadza w nauce, popycha je, czepia się teściowej, ubliża jej, traktuje jak służącą, wyzywa. Mówi, żeby spier......, bo to jego dom. A ona się boi, nie chce rozbić córce rodziny.
Tymczasem z każdej sytuacji jest wyjście, nawet gdy wydaje się, że nie ma gdzie uciec. - Najważniejsze to pokazanie ofierze, że można żyć inaczej, że można coś zmienić. Trzeba jej pomóc, poznać schematy i procesy związane z przemocą i możliwości odwrócenia tej złej sytuacji. Niestety często ludzie nie chcą współpracować. Występuje u nich tzw. syndrom sztokholmski, czyli przywiązanie do sprawcy przemocy. Występuje on tam, gdzie np. jest zależność finansowa czy mieszkaniowa od sprawcy. Ludzie boją się, że ci sprawcy pójdą np. do więzienia, a oni zostaną sami - wyjaśnia kierownik Rewiru Dzielnicowych.
Wciąż też pokutuje wstyd przed sąsiadami, opinią publiczną. Tymczasem od 30 listopada ub. roku funkcjonują przepisy, na podstawie których policja może wydać wobec osoby stosującej przemoc w rodzinie nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania. Nie jest to jednak zakaz zbliżania do osoby. Jak mówi Piotr Pawłowski, od momentu wejścia w życie tego przepisu KPP w Tomaszowie skorzystała z tej możliwości jeden raz. Zaznacza jednak, że choć w wielu przypadkach działania procedury Niebieskiej Karty (której notabene formularz nie jest już w kolorze niebieskim, ale nazwa została) udało się skutecznie wyeliminować przemoc w rodzinie, to jednak mylne jest przekonanie, że to policja, MOPS czy inne służby mają za zadanie naprawić wszystko, co złe. - Dajemy ludziom wędkę, nie rybę, muszą też sami podejmować świadome decyzje - zauważa P. Pawłowski.
Wielkie pieniądze, wielka przemoc
- Do przemocy dochodzi także w domach ludzi majętnych, często tam, gdzie są naprawdę duże pieniądze. U ludzi z pozycją zawodową i społeczną, gdzie nikt by nawet nie pomyślał, że może dziać się coś złego - mówi kierownik dzielnicowych. Przemoc w powiecie tomaszowskim dotyka głównie kobiet, zarówno w małżeństwach, jak i związkach partnerskich. Samo jednak założenie Niebieskiej Karty nie jest jednoznaczne, z tym, że faktycznie jest przemoc w rodzinie. To właśnie cała procedura i działania policji i pracowników socjalnych mają prowadzić do ustalenia, potwierdzenia lub nie tego, czy faktycznie w rodzinie występuje ofiara i sprawca. Bo bywa i tak, że Niebieska Karta jest wykorzystywana w procesach rozwodowych. Jaką jeszcze ma twarz przemoc w tomaszowskich domach? - Nie zawsze jest to relacja mąż - żona, ale też syn - matka czy ojciec, babcia - wnuczek, ojciec - dziecko itd. - zauważa policjant. - Główną przyczyną przemocy jest problem alkoholowy - uzupełnia.
Ofiary to prawie zawsze kobiety
W tomaszowskim MOPS działa Zespół Interdyscyplinarny ds. Przeciwdziałania Przemocy. Jego pracownicy napatrzyli się na wiele sytuacji. Na biedę, niemoc, matki z siniakami, które miały powstać przez "upadek podczas wieszania firanek", dzieci "potraktowane" przez ojca nożem, kobiety, którym się ciągle pomaga, a one ciągle wracają do swoich katów, mężczyzn, którzy wcale nie biją, tylko "baba tak zmyśla i go wrabia", babcie, którym wnuk znów ukradł pieniądze, ale także kobiety, którym się udało pomóc, które same walczą jak mogą, przeciw swojemu oprawcy i żyją już z dziećmi bez strachu. Zdaniem Moniki Kubackiej z MOPS, stojącej na czele tego zespołu, ofiary to prawie zawsze kobiety. - W 2018 r. dotkniętych przemocą w rodzinie było według naszych danych 116 kobiet, 17 mężczyzn i trzy osoby nieletnie. W 2019 r. było 115 kobiet dotkniętych przemocą, 10 mężczyzn i czworo dzieci - wylicza. W 2020 r. podział ze względu na płeć wyglądał w ten sposób: kobiety - 113; mężczyźni - 14; nieletni - 8. W 2021 r. kobiety - 31; mężczyźni - 2, a nieletni - 3.
- Nie ma sygnałów, że w związku z pandemią wzrasta liczba zachowań przemocowych w tomaszowskich domach, choć w Polsce taka tendencja występuje - tłumaczy M. Kubacka. - Wychodzimy też w teren, jeśli jest taka potrzeba. Działają grupy robocze pracujące nad poszczególnymi sprawami Niebieskich Kart - tłumaczy M. Kubacka. Wszystkiego bowiem nie da się zobaczyć ani przez kamerkę w komputerze, ani wyczuć przez telefon. Wiele osób, w tym dzieci, cierpi w czterech ścianach. I mogą to być zarówno ściany biednego mieszkania w starej kamienicy, jaki i ściany willi z basenem.
Nie bój się skorzystać z pomocy
Jeśli ktoś jest ofiarą lub świadkiem przemocy w rodzinie, może zgłosić się do Zespołu Interdyscyplinarnego ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie w MOPS przy ul. Cekanowskiej 5 (pok. 23) lub zadzwonić pod numer tel. 44 723 34 89 (od pn. do pt. w godz. 7.30-15.30) bądź pod numery: 502 041 127 oraz 666 537 961.
Można też zadzwonić na ogólnopolski telefon "Niebieska Linia" dla ofiar przemocy w rodzinie - 800 120 002 (bezpłatny, czynny całą dobę), bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży - 116 111 (czynny codziennie w godz. 12.00-2.00), dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka 800 121 212 i oczywiście zawsze na policję. Działa też regionalny interwencyjny telefon zaufania, dający możliwość skorzystania z linii pomocy i kontaktu telefonicznego oraz przez Internet ze specjalistami, terapeutami, psychologami i pedagogami. Numer to 726 611 611 (od godz. 12 do 20). Na Snapchacie i Messengerze można pisać tam wiadomości w godz. 20.00-24.00).
Na stronie internetowej tomaszowskiego MOPS-u jest darmowa aplikacja "Twój Parasol", która pozwala na połączenie telefoniczne lub skontaktowanie się drogą e-mailową z instytucją, która podejmie działania pomocowe i ochronne. Skrzynka mailowa jest tak skonstruowana, aby wysyłający wiadomość e-mail mógł ją przesłać bezpośrednio na adres pracownika Sekcji Przeciwprzemocowej MOPS http://www.mopstomaszow.naszops.pl/n,twoj-parasol-aplikacja-ktora-moze-uratowac-zycie.
*imiona zostały zmienione
Joanna Dębiec



Komentarze