Mariusz Wróblewski to księgowy, miłośnik gór, kibic siatkarskiej Lechii... W jednym dniu te wszystkie aktywności, a nawet życie stanęły pod znakiem zapytania. Teraz walczy o powrót do sprawności, a pomagają mu tomaszowscy kibice.
Tamten lipcowy dzień rodzina 45-letniego Mariusza Wróblewskiego zapamięta na długo. Mężczyzna poszedł do pracy, wrócił z niej, wyszedł z domu na podwórze, a jak wrócił, przewrócił się i w jednej chwili jego życie zawisło na włosku.
Jak się okazało, doznał udaru krwotocznego mózgu, który skutkował niedowładem czterokończynowym oraz śpiączką mózgową. Najpierw była jednak walka o jego życie. Karetka, lotnicze pogotowie ratunkowe lądujące niedaleko domu, przelot z chorym do szpitala w Łodzi...
- Szczęście w tym nieszczęściu było takie, że pomoc przyszła szybko, że już po godzinie od udaru mąż znalazł się pod okiem specjalistów - mówi Ewa Wróblewska. Jej męża udało się uratować, ale dwa miesiące był w szpitalu, potem jeszcze długo na rehabilitacji. Obecnie jest w domu, ale rehabilitacja wciąż trwa i jest konieczna, by mężczyzna stanął na nogi. - Mąż sam nie chodzi, przy każdej czynności potrzebuje pomocy, mojej lub dzieci. Rehabilitacja, która trwa już pół roku, dużo daje, ale marzymy o tym, żeby mógł normalnie chodzić. Lewa ręka też jest niesprawna - opowiada kobieta. - To ciągła walka o jego zdrowie, a wiadomo, że pandemia dodatkowo wszystko utrudnia - dodaje. Jeździ z mężem do Prywatnego Ośrodka Rehabilitacji do Otwocka. Rehabilitanci przyjeżdżają także do domu. Wszystko dużo kosztuje, a tomaszowianin nie może przecież pracować.
Na szczęście oprócz kochającej rodzinny ma także oddanych przyjaciół i znajomych. Są to m.in. kibice tomaszowskiej siatkarskiej Lechii. Wspierają swojego kolegę. Ostatnio duża grupa tomaszowian z Klubu Kibica KS Lechii spotkała się przed Areną Lodową i wspólnie zaśpiewała dla Mariusza Wróblewskiego pieśń kibiców tego klubu i skandowała hasła: "Walczysz, Mariusz walczysz" i "Mariusz jesteśmy z Tobą". Ale wzruszający filmik wsparcia i życzenia powrotu do zdrowia i powrotu do wspólnych spotkań na meczach, który w imieniu kibiców wygłosił Kamil Borkowski, to nie wszystko. Tomaszowianie zbierali też dla niego pieniądze.
- Mariusza znałam od lat. To dusza człowiek. Podobnie jego żona. Razem należą do naszego Klubu Kibica i jeździli z nami na mecze - mówi Mirosława Chałupka. - Pamiętam, że jak trzeba było komuś pomóc albo wesprzeć WOŚP czy inne akcje, to Mariusz zawsze pomagał. Teraz on potrzebuje pomocy, stąd pomysł, by zebrać się pod Areną. To jest z potrzeby serca, cieszymy się, że choć trochę możemy mu pomóc i dodać otuchy. Nigdy nie wiemy, co przyniesie kolejny dzień i czy sami nie znajdziemy się w takiej sytuacji jak on - dodaje. Mniejsza grupka kibiców pojechała do Mariusza i podarowała mu zebrane datki. Wszędzie, gdzie mogą, udostępniają też linki do fundacji, na konto której można wpłacać pieniądze na jego leczenie. - Rehabilitacja jest bardzo kosztowna, a i życie jest drogie. Mariusz prowadził z mamą firmę, zachorował, a mama niedawno zmarła. Potrzebują wsparcia - mówi M. Chałupka.
Ale to nie wszystko. W Klubie Kibica Lechii już myślą, jak pomóc także w innej formie, myślą o licytacji, mają przecież mnóstwo gadżetów siatkarskich. A przede wszystkim chęć, by wesprzeć kogoś, kto wspierał też innych.
Każdy, kto chce pomóc Mariuszowi Wróblewskiemu może wesprzeć zbiórkę on-line za pomocą strony https://www.siepomaga.pl/mariusz-wroblewski albo przekazując swój 1% podatku (nr KRS 0000396361, cel szczegółowy 0120238 Mariusz).
J.D.



Komentarze