Tragiczna sytuacja uczniów w pandemii
Minął rok od wprowadzenia edukacji zdalnej w szkołach. Mimo że młodsze roczniki powróciły już do szkolnych ławek, to większość uczniów nadal kształci się przed ekranem komputera. Wielu z nich czuje się samotnych, wielu całkiem uciekło w wirtualny świat, nauczyciele pracują po nocach jak zombie, a wielu rodziców przestaje sobie radzić z sytuacją.
Nigdy nie nadrobią zaległości
Kiedy w gazecie z 28 lutego 2020 r. (numer 9) napisałam artykuł o tym, że koronawirus groźny jest także dla Polski i Tomaszowa, część naszych czytelników nie dowierzała, a byli i tacy, którzy w Internecie pisali, że TIT "straszy".
Tymczasem już niedługo później przyszły pierwsze zachorowania (w Tomaszowie 9 marca 2020 r.), światowa pandemia i izolacja. Wszystko to było rewolucją, a skutki jej będą ciągnąć się latami. Tak jak latami będą się ciągnąć skutki zamknięcia szkół, o czym rząd zadecydował 11 marca ub. roku. Nauka zdalna z małymi wyjątkami trwa do dziś. Z dnia na dzień musieli się przestawić nauczyciele, którzy ze swoich domów uczynili stanowiska pracy, głównie przy własnym sprzęcie, który naprędce kupowali. Podobnie było z uczniami, wielu nie miało komputerów, dostępu do Internetu. Nie umieli się posługiwać wprowadzanymi programami do nauki zdalnej (podobnie jak wielu nauczycieli), nie mieli w domach miejsc, gdzie mogą się spokojnie uczyć - wśród pracujących zdalnie rodziców, uczącego się rodzeństwa, chorych dziadków, czasem wśród biedy, krzyków i pijaństwa, od którego do szkół choć na parę godzin mogli uciec.
Dyrektorzy szkół nie spali po nocach, by poradzić sobie z nową sytuacją organizacyjną, strachem przed zachorowaniami i wymaganiami sanepidu, a wreszcie z zakażeniami wśród personelu i uczniów, które na początku posyłały na kwarantannę całe klasy, placówki, setki osób z Tomaszowa łącznie z rodzinami. Część problemów, zwłaszcza technicznych, zostało już rozwiązanych (ale nie wszystkie). Szkoły i samorząd starały się zapewniać komputery, płyny dezynfekcyjne i inne potrzeby. Po roku widać, jak wielkie jest zmęczenie nauką zdalną u wszystkich. - Patrzę na mojego syna i to, co się dzieje, i jestem coraz bardziej przerażona, a nie mam z kim o tym porozmawiać - mówi Agnieszka*, jedna z matek chłopaka, który uczęszcza do tomaszowskiego ogólniaka. - Oni nigdy nie nadrobią zaległości, które mają przez naukę zdalną. Gdyby jeszcze nauczyciele łączyli się z uczniami online według planu, ale niestety nie, godziny lekcyjne są skracane, co się mocno odbija na wiedzy. Odnoszę wrażenie, że oni teraz produkują debili, a nie wykształconą młodzież, jak to było kiedyś po liceum - mówi pani Agnieszka. Zwraca też uwagę na to, że coraz ciężej z emocjami i kontaktami rówieśniczymi u dzieci i młodzieży. - Klasa mojego syna już nie istnieje w sensie towarzyskim. Rozmowy prowadzą tylko o grach. Wydaje mi się, że nikt nie ma dla tej młodzieży czasu, a młodzież czasu ma dużo, zwłaszcza na granie - uważa tomaszowianka, a przygląda się temu z bliska, bo pracuje zdalnie w domu. Powiedziała nam, że często zajęcia w tej szkole są w ogóle odwoływane z różnych, niezrozumiałych dla uczniów powodów. - Nie kupiłam nawet nowych książek dla syna, bo cały czas jest realizowany program z klasy poprzedniej. Czasem nauczycieli nie słychać, bo coś trzeszczy w mikrofonie. Co lepsi uczniowie sprzedają sprawdziany tym gorszym, nie zadawane są prace domowe. Notatki uczniowie kopiują z Internetu - dodaje rozgoryczona pani Agnieszka. Według niej młodzież realizuje tylko 50 proc. materiału i boi się o maturę, o późniejsze dostanie się na studia, życie. Jedynym plusem zdalnego nauczania jest dla niej to, że może bardziej zadbać o zdrowe żywienie dzieci. - Ale bolą ich plecy od siedzenia, nie mają gdzie wyjść, gdzie się ruszyć, bo wszystko pozamykane. Wiem, że chodzą po lasach i śmiecą przy okazji.
Inna matka (ucznia z podstawówki) mówi, że jej dziecko od lekcji zdalnych już czasem narzeka na bóle kręgosłupa i głowy, a poza tym przytyło z braku intensywnego ruchu, jaki kiedyś miało. Pracuje normalnie, więc nie może wszystkiego dopilnować. - I tak mam w miarę dobrze, bo mieszka z nami babcia i pomaga w tej zdalnej nauce i w ogóle. Nie wiem, jak sobie radzą np. samotne pracujące matki. Nauka zdalna to jest koszmar - mówi. Pani Agnieszka twierdzi zaś, że lekcje wf. w ogólniaku syna wyglądają tak, że trzeba troszkę się przejść, a potem wysłać screen z aplikacji na zaliczenie. - Ale to też może zrobić za nich ktoś inny. Są to czasy, które uczą oszukiwania, kombinowania, beznadziei - uważa matka.
Młodzieży ciężko wstać, bo grają do późna w gry, noc myli im się z dniem, na lekcjach bywają niekompletnie ubrani, w piżamach. Nie chce im się o siebie dbać. - Z jednej strony mamy spory luz, ale z drugiej jesteśmy traktowani jak studenci, mamy uczyć się dużo sami. Gorszym uczniom jest bardzo ciężko. Rynek korepetycji kwitnie - zauważa zaś licealista z tomaszowskiej szkoły.
Wystarczy im już popisać sobie...
Licealistka, z którą porozmawialiśmy, mówi, że bardzo chciałaby wrócić do szkoły. - Jedyny kontakt z klasą mam na grupie klasowej na messengerze, ale tam piszemy raczej o lekcjach, pracach domowych. Nie spotykamy się, bo nawet nie zdążyliśmy się poznać. Poszłam do liceum i raptem 1,5 miesiąca chodziliśmy do szkoły normalnie. Potem już cały czas zdalne nauczanie. Nie mam przyjaciółek w liceum, czasem się spotkam z koleżankami z podstawówki - wyjaśnia Julia*.
Jej mama dodaje, że córka tylko kilka razy w tym czasie spotkała się w gronie trzech, czterech osób z klasy z racji przygotowywania jakiegoś projektu, prezentacji. - Córka zdążyła się polubić z niektórymi osobami, ale nie ma z żadnej strony inicjatywy, żeby się spotkać i to jest tragedia. Mam wrażenie, że młodym ludziom wystarczy już popisać sobie w Internecie. Myślę, że byłoby łatwiej, gdyby mogli iść np. do pizzerii. Może wiosną, jak będzie ciepło, to szybciej gdzieś się umówią, np. do parku, chyba że zablokuje ich zakaz zgromadzeń - dodaje rozżalona matka. Według niej nauka zdalna to jest porażka, stracony rok szkolny, braki w wiedzy. - Lekcje w większości odbywają się, nauczyciele starają się, ale zdarzają się sytuacje, że nauczyciel wysyła temat do opracowania, nie łączy się z klasą . W pełni to rozumiem, bo gadać do ekranu, gdzie widać tylko ikonki z literkami, to nie jest motywujące - mówi kobieta. Zauważa, że częste są problemy z Internetem - zacina się bądź "wyrzuca" to nauczyciela, to ucznia. - Jest to irytujące, a czasem też wykorzystywane przez uczniów. Uważam, że nauka zdalna odbije się bardzo negatywnie na zdrowiu dzieci, kilka czy nawet kilkanaście godzin przed komputerem to jest dramat. Bardzo martwi też zdrowie psychiczne naszych dzieci. Skutki tej izolacji zobaczymy za jakiś czas. Obawiam się, że będzie to kolejny dramat, bo psychiatria dziecięca w naszym kraju mocno kuleje - dodaje matka Julii.
I jest to racja. Zewsząd słychać głosy specjalistów, że grożą nam nie tylko depresje i zaburzenia lękowe u dzieci, ale też m.in. zjawisko "autyzmu cyfrowego". Chodzi o to, że mózg dostaje masę informacji, dowiadujemy się bardzo dużo na temat świata, ale nie przeżywamy tego wszystkiego. To świat nierealizujący się. Taki, o którym się słyszy, o którym coś wiemy, ale którego nie przeżywamy. A przeżywanie jest bardzo ważne w rozwoju dzieci, młodzieży.
Kompetencje rosną, a słabną relacje
A co sądzą o nauczaniu zdalnym tomaszowscy nauczyciele? Zapytaliśmy. - Moim zdaniem edukacja zdalna mocno wpłynęła na urozmaicenie zajęć szkolnych. E-learning wykorzystuje wiele różnorodnych form prezentacji i przez to można zaciekawić ucznia. Poza tym łatwy dostęp do źródeł wiedzy wpływa na szybkość w zdobywaniu informacji - mówi Justyna Przyborek z SP nr 9 w Tomaszowie. Według niej, edukacja zdalna pozwoliła też nauczycielom na szybki rozwój osobisty, zdobywanie dodatkowych umiejętności, wiedzy na różnych płaszczyznach. Dała szansę na szukanie inspiracji i dzielenie się doświadczeniem. Ale są też i wady. Mówi nam, że bolączką jest brak motywacji oraz niemożność rzetelnego sprawdzenia wiedzy u ucznia. - Widać po dzieciach, jak osłabły ich relacje, jak bardzo chcą wrócić do normalności. Efekty tej izolacji będą widoczne jeszcze niestety po latach - uważa Justyna Przyborek. - Staram się jako wychowawca dbać o ich emocje, integrować, rozwiązywać ich problemy, ale na odległość jest to trudniejsze niż w rzeczywistym kontakcie - dodaje.
A w klasie cisza...
Krzysztof Kleszcz, nauczyciel w SP nr 1 i II LO mówi, że martwi go to, iż mało osób włącza kamery na zajęciach i przez to zupełnie nie wiadomo, jak uczniowie pracują na lekcji. Często odzywają się ci sami, a spora grupa uczniów rezygnuje z udzielania się. - Prace uczniowie często wyszukują w Internecie, robią je niesamodzielnie, a sprawdziany w dużej mierze są fikcją, szczególnie w starszych klasach czy w przedmiotach ścisłych. Uczniowie po prostu łatwo wyszukują odpowiedzi w Googlach - mówi Krzysztof Kleszcz. Przez naukę zdalną ma dużo więcej pracy, by przygotować do zajęć materiały multimedialne, sprawdziany itd. - Brakuje żywego kontaktu z uczniem, rozmowy z nim. Nie widać ich emocji. Możliwe, że w tym momencie są sfrustrowani, niewyspani, pogrążeni w jakichś problemach, a nie da się tego odczytać z kółeczka z literką, czyli z wyłączonej kamerki na Cassroomie. Uczniom brakuje integracji. Dla rozwoju ich kompetencji społecznych jest to tragiczna sytuacja - dodaje nauczyciel.
Jak wygląda często życie nauczyciela? Przykładowo do godz. 14.30 prowadzą lekcje w szkole przed komputerem, potem od 18 do 24 przed komputerem pracują jeszcze w domu. - To jest życie zombie - mówi K. Kleszcz. Zaletą zdalnego nauczania dla nauczycieli jest według niego możliwość zaprezentowania wielu materiałów, spokojnego omówienia materiału na lekcji, no i brak hałasu, jaki był kiedyś w klasach. Nie trzeba uciszać uczniów. Oni często milkną sami, znikają, czasem bezpowrotnie.
Joanna Dębiec



Komentarze