W zwyczajnym dniu wybrałam się do marketu, chociaż – czy obecnie można mówić o zwyczajnym dniu?
Miałam kupić tylko śmietanę, ale wiadomo: decydują oczy i uniwersalne: przyda się. Zanim weszłam do sklepu, przeżyłam małą przygodę: Podjechał samochód i w otwartym oknie ujrzałam dwie smagłe twarze, skierowane w moją stronę. – Pani! Gdzie jest policja? – zapytał pasażer.
Pokazałam ręką, dodałam informację słowną. – Pani, proszę, to za uprzejmość – próbował mi podać dwa pudełka, jak mówił – z perfumami. –Dziękuję, nie trzeba!
Próbuję odejść. – Pani, ale my wyjeżdżamy, nie mamy z tym co zrobić! – nalegał, a na twarzach obydwu mężczyzn rozkwitał sympatyczny, życzliwy uśmiech. Wzięłam "z automatu". Co ja z tym zrobię? Dobrze, że mam rękawiczki... - Pani, ma pani męża? – Nie! – To będzie dla jakiegoś innego mężczyzny. Mamy zegarek, a nie mamy pieniędzy.- Kierowca otworzył etui ze "złotym" zegarkiem z najbardziej koszmarnego snu. -Ja też nie mam pieniędzy! Oddałam pudełka i odeszłam. Wtedy przypomniała mi się historia sprzed lat, opowiedziana przez pielęgniarkę z sanatorium w Lądku - Zdroju:
Kuracjuszom ginęły wartościowe rzeczy. Jedni oskarżali współlokatorów, inni rzucali podejrzenie na obsługę. Pewnego razu, w czasie burzy, wiatr uszkodził rynnę. Ludzkim oczom ukazało się coś błyszczącego, a po rozcięciu rynny – wręcz niesamowitego: blaszki, uchwyty do szklanek, pierścionki, branzoletki, obrączki, zegarki – jednym słowem: skarb. Okazało się, że sroka wpada przez otwarte okno i chwyta wszystko, co się świeci.
Zawiodłam kuzynów "wnuczka". Od informacji o policji, co budzi zaufanie, poprzez prezent, życzliwy uśmiech, po wątpliwą transakcję. Jest to prawdopodobnie nowa metoda nabierania starych ludzi: na litość, prezenty, błyskotki. Jeśli ktoś jest sroką...
Emilia Tesz



Komentarze