Ludzie widzą dużo różnych rzeczy. Są przerażeni swoimi sensacyjnymi odkryciami. Tomaszowianie bardzo często domagają się interwencji dziennikarskich w wielu trudnych i bulwersujących sprawach. I słusznie. Interweniujemy. Są jednak sytuacje, w których naprawdę ciężko jest pomóc mieszkańcom naszego miasta i jesteśmy bezradni.
Wiosną ub.r. do naszej redakcji zadzwonił mężczyzna. Przejeżdżając tamą nad Zalewem Sulejowskim, zaobserwował ludzi w kombinezonach. Stwierdził, że koniecznie muszę udać się tam, ponieważ w tamie prowadzone są badania nad SARS-CoV-2. Tomaszowianin widział potencjalne zagrożenie.
Obawiał się, że badania mogą dotyczyć próby stworzenia nowej, bardziej zaraźliwej odmiany COVID-19. Wytłumaczyłem panu, że ci ludzie w kombinezonach to pracownicy Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, którzy cyklicznie wykonują prace konserwacyjne. Mężczyzna nazwał mnie ignorantem. Stwierdził, że lokalna prasa nie zajmuje się realnymi problemami.
W lipcu ub.r. mieszkaniec Luboszew natrafił na kilkuset żołnierzy chińskiej armii przemieszczających się lasem w kierunku jednostki wojskowej w Nowym Glinniku. Przerażony chciał zachować swoje dane jako informatora w tajemnicy. Zweryfikowałem te doniesienia, udając się na zaplanowane wcześniej spotkanie w Lubochni. Pojechałem przez Luboszewy. Tuż przed osiedlem Nowy Glinnik zauważyłem "armię Chińczyków". Czołgów nie było. Kilku nastolatków w odzieży typu moro bawiło się w lesie. Na wojnę się nie zanosiło. Nasza jednostka na Glinniku była bezpieczna. Mogłem jechać dalej.
W ubiegłym miesiącu mieszkanka Tomaszowa poinformowała nas, że w okolicy marketu Dekorator dochodzi do przemytu rzeczy niewiadomego pochodzenia. W procederze miała uczestniczyć jedna z firm kurierskich, która przyjeżdżała samochodami na zgierskich rejestracjach, przepakowując przemycane towary do dużego samochodu. Działali często pod osłoną nocy. Pani powiedziała, że nie poinformowała o tym policji, bo "wszyscy są w zmowie". Cóż, nie mogłem tego tak zostawić. Udałem się na miejsce. A tam... firma kurierska wykonuje przeładunek paczek do samochodów franczyzobiorców, którzy potem rozwożą je na terenie Tomaszowa. Przy okazji, rozmawiając z jednym ze strażników miejskich, dowiedziałem się, że o tym strasznym procederze pani informuje nie tylko Straż Miejską, ale również inne służby.
Na początku lutego przy ul. św Antoniego zaczepił mnie mężczyzna. Powiedział, że wie, kim jestem, i jako dziennikarz powinienem zająć się pewną sprawą. Pan stwierdził, że w jednej z aptek sprzedaje się "na lewo, bez recepty, nawet hurtowo" szczepionki przeciwko COVID-19. Działanie wyjątkowo szkodliwe społecznie. Szczepionek brakuje, kolejki na szczepienie olbrzymie. No, a tu takie rzeczy. Trzeba zweryfikować Tak się złożyło, że właśnie wybierałem się do tej apteki. Często tam bywam, znam farmaceutki. Jedna z nich potwierdziła, że mężczyzna dokładnie obserwuje jej codzienne obowiązki zawodowe. Faktycznie sprzedaż jest hurtowa. Tego dnia mężczyzna przyglądał się transakcji aż 20 ampułek!... soli fizjologicznej. Klientka apteki w trakcie zakupów rozmawiała z farmaceutką na temat szczepionki przeciwko COVID-19. Wyobraźnia obserwującego aptekarkę mężczyzny sprawiła, że ampułki z roztworem soli fizjologicznej w magiczny sposób zmieniły się w szczepionkę. Brakuje szczepionek? Wystarczy, że Ministerstwo Zdrowia skontaktuje się z tym panem. Znajdą się od razu. Mam numer telefonu. Z chęcią pomogę.
Krzysztof Krasnodębski



Komentarze