Szczepić się, czy nie szczepić? Tak czy nie? Oto jest pytanie, niczym dylemat z "Hamleta".
Jedni już się zaszczepili, z czego wynikła afera, inni się zapisali lub rozważają taką możliwość, są jednak tacy, którzy nadal uważają, że COVID to fikcja i nic ich nie przekona. Część potencjalnych szczepionkowców po prostu się boi: kobiety (nawet babcie), że nie zajdą w ciążę, mężczyźni - "czipów". Telefon komórkowy daje im pełnię wolności. - Kochanie! Muszę dłużej zostać w pracy.
Zaszczepią człowieka - koniec małych i dużych kłamstewek: piwko z kolegami, skoki w bok pod przykrywką pracy odejdą w sferę marzeń.
Uprzedzenia i szum wokół narodowej akcji szczepienia odsłonił w mojej pamięci wspomnienia z dziecięcych lat. Do "dziesiątki" (obecnie ZBEDiM) dość często przyjeżdżały ekipy sanitarne. Dzieci wojny szczepiono na co się dało, prawdopodobnie także przeciw tyfusowi, bo wszawica była zjawiskiem powszechnym. Uczniowie stali w długiej kolejce do pielęgniarki z demobilu, trzęsąc się ze strachu. Wielkie strzykawki, grube igły wielokrotnego użytku, osoby w białych fartuchach, niezbyt zadowolone, że muszą seryjnie wbijać igły wylęknionym pacjentom. Nikt się nad nami nie użalał, nie pytał o zgodę.
Żyjemy w innych czasach: namawiają, proszą, zapraszają. Wąwał jest blisko, więc szczepionka się nie rozmrozi. Może jako sąsiedzi dostaniemy coś po znajomości? Dzieciom po zabiegach daje się cukierki, zabawki na złagodzenie stresu. My, dorośli, możemy już teraz pomyśleć o nagrodzie, która nas czeka po spełnieniu narodowego obowiązku: uniknięcie większych cierpień i spełnienie marzeń. Ja pragnę jeszcze raz podziwiać urodę Madery, stanąć przy popiersiu Piłsudskiego, posłuchać legendy o Warneńczyku, który nie zginął, ale jako kupiec wiódł szczęśliwe życie w kraju wiosny. A więc: tak!
Emilia Tesz



Komentarze