Przed świętami Bożego Narodzenia władze państwa ogłosiły tzw. kwarantannę narodową, wprowadzając jednocześnie różne - także te mało mądre - ograniczenia. W jednym z rozporządzeń zawarto zapis, że nie można przyjąć więcej niż pięciu gości do świątecznego stołu. Przepis ten nie był na szczęście egzekwowany.
Bubel prawny - zdaniem konstytucjonalistów - ingerował w wolności obywatelskie, jakie gwarantuje Konstytucja RP. Oprócz tego, zapis dotyczący organizacji spotkań świątecznych był po prostu kuriozalny. Jak to działa? Halina mieszka z mężem i trójką dzieci. Ma więc w domu pięciu domowników. Jej brat Janusz również mieszka z żoną, ale mają piątkę dzieci. Domowników jest więc siedmiu. Janusz z Haliną chcieli wspólnie spędzić święta. Zrobili to w domu Janusza, przygotowując wigilijną wieczerzę, w której wzięło udział 12 osób. No, ale było tylko pięciu gości, więc zdaniem naszego rządu obywatele zachowali się wzorowo.
Gdyby święta zostały zorganizowane w domu Haliny, również byłoby 12 osób, ale niestety siedmiu gości. Wtedy byłoby to skrajnie niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Wystąpiłoby ryzyko transmisji koronawirusa. Na miejsce trzeba by było wysłać przynajmniej jeden patrol policji, sanepid, a najlepiej antyterrorystów.
W okresie świątecznym nie posypały się jednak mandaty. - W całym województwie łódzkim według moich informacji do 26 grudnia 2020 roku nie było interwencji związanych z nieprzestrzeganiem limitu osób podczas spotkań świątecznych - informuje podkom. Aneta Sobieraj z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Wynika z tego, że nie było ich również na terenie powiatu tomaszowskiego - uzupełnia.
Policjanci jednostek podległych KWP anonimowo informują, że do interwencji dochodziło na skutek "życzliwości" ludzi, którzy donosili na swoich sąsiadów. - Podkreślenia wymaga to, że po pierwsze nie ma podstawy prawnej umożliwiającej nałożenie mandatu za to, że ktoś obchodzi święta. Ponadto, nawet gdyby była i ktokolwiek z moich przełożonych kazałby mi nałożyć mandat na rodzinę przy wigilijnym stole, to odmówiłabym wykonania rozkazu. Przysięgałam służyć społeczeństwu, a nie realizować dziwne ambicje władz tego państwa - mówi anonimowo jedna z policjantek. - Pukaliśmy do drzwi, wchodziliśmy, życzyliśmy wesołych świąt, stwierdzając, że na miejscu przebywają sami domownicy. A tak nawiasem... w jaki sposób miałabym sprawdzić, kto jest domownikiem, a kto nie? Nie ma obowiązku meldunkowego, a poza tym każdy ma prawo mieszkać poza miejscem zameldowania - dodaje.
Krzysztof Krasnodębski



Komentarze