III miejsce
Po drugiej stronie lustra
Aleksandra Gołdy (godło: Carmen) III Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Katowicach
Spojrzałam w lustro i pierwszy raz od wielu dni stwierdziłam, że wyglądam naprawdę dobrze! Spoglądała na mnie dziewczyna o błękitnych oczach pełnych blasku oprawionych długimi rzęsami, jej zarumieniona twarz okolona była złocistymi kosmykami włosów do ramion.
Smukłe ciało opinała czarna sukienka, która podkreślała talię, krągłe piersi i biodra, skóra lśniła drobinkami brokatu. Uśmiechnęłam się do siebie, wzięłam małą czarną torebkę, strąciłam ze stołu opakowania po lekach, odłożyłam jakąś pustą butelkę na bok, ubrałam płaszcz i wyszłam z domu.
Styczniowe powietrze było mroźne, z moich ust wydobywały się obłoczki pary. Słońce już zaszło, ale chodnik oświetlały latarnie. Nawet ta zwykła ulica na przedmieściach wydawała się taka piękna. Było coś przyciągającego w tej mrocznej aurze, w tych chwilach, kiedy wychodziłam ze snopu światła latarni, by za chwilę wejść w mrok. W oddali pędziły auta
na autostradzie, sprawiając, że droga wyglądała niczym srebrna nić.
Usłyszałam ciężkie basy muzyki wydobywającej się z budynku. Założyłam swój najładniejszy uśmiech i przekroczyłam próg. Otoczyła mnie kakofonia dźwięków, śpiewu, muzyki, rozmów, brzęku szklanek. Powietrze było zadymione, czuć było zapach papierosów
i czegoś jeszcze. Odłożyłam płaszcz, poprawiłam się przed lustrem i poczułam czyjeś ramiona obejmujące mnie od tyłu.
- Kobieto! Gdzieś ty się podziewała? Impreza trwa w najlepsze, wszyscy o ciebie pytają, a ty jak gdyby nigdy nic przychodzisz sobie spacerkiem! Pomyślałaś, z kim ja mam tu gadać? Sorry, kochana, zapominasz, że nie jestem tak popularna jak ty! – wyrzuciła z siebie jednym tchem moja najlepsza przyjaciółka Magda. Znałyśmy się od dziesięciu lat i chociaż miałyśmy za sobą wiele wzlotów i upadków, to i tak nie mogłyśmy bez siebie żyć. Magda była niską, drobną brunetką, która zdecydowanie nie doceniała siebie i swojej urody. Codziennie widziałam nieśmiałe spojrzenia chłopców w jej stronę. Na co dzień była dość spokojną osobą, ale jeden drink wystarczał, żeby przeobraziła się w duszę towarzystwa.
- Przepraszaaam... - westchnęłam i odwzajemniłam uścisk. – Musiałam jeszcze coś załatwić, ale już jestem i nie zamierzam cię opuścić aż do rana, honey! – zażartowałam. Zlustrowałam Magdę wzrokiem i muszę przyznać, że wyglądała cudownie. Brązowe loki opadały jej na plecy, a drobną sylwetkę i śliczną rumianą twarz podkreślała różowa sukienka i delikatny makijaż. – Madzia, wyglądasz cudown...
- Dobra, dobra! – zbyła mnie i wzięła za rękę. – Ty już nie gadaj i chodź się przywitać z resztą, napij się, kobieto, i rozkręć tę imprezę!
Zaśmiałam się i posłusznie podążyłam za moją przyjaciółką. Zalały mnie światła. Blask. Kolory. Muzyka. Śmiechy. Weszłyśmy w tłum ludzi, zaczęłam wszystkich przytulać i się witać. Impreza liczyła około siedemdziesięciu osób, więc powitania trochę zajęły, ale uwielbiałam tych ludzi. Większość z nich była tylko moimi kolegami lub znajomymi, ale miałam też tu kilku dobrych przyjaciół. Wszyscy byli sobie bardzo życzliwi i nie było żadnych kłótni czy nieporozumień. Dostrzegłam w tłumie błysk cekinów, brokatu, neonowych barw, uśmiechów. Przedzierając się przez zbiorowisko ludzi ku stolikowi z napojami, słyszałam szepty "ale ona jest piękna", "widziałaś tę figurę? ciało bogini", "mogłaby mieć każdego". Uśmiechnęłam się pod nosem i zadowolona podeszłam do barku. Stał tam gospodarz, Krzysiu.
- Oho! Kogo my tu mamy! Przyszła nasza gwiazda! – wykrzyknął serdecznie i puścił oczko.
- Daj spokój, Krzysiu, i przestań gadać głupoty! Zrobiłbyś mi jakiegoś drinka, mistrzu?
Nasz barman ochoczo zabrał się do mieszania różnych napojów, rozmawiając ze mną o wszystkim i niczym. Krzysiu był bardzo serdeczny i pełen energii, dlatego też miał tak liczne grono znajomych. Gdziekolwiek się pojawiał, ludzie się śmiali z jego dowcipów i lgnęli do jego ciepłej i życzliwej natury. Kiedy skończył przygotowywać drinka, wzięłam od niego szklankę i z miną konesera wykrzyknęłam "Magnifique!". Zawartość szklanki smakowała cytryną i miętą, ale też jakąś ziołową mieszanką. Sącząc napój, ruszyłam do ludzi. Wszyscy się doskonale bawili, każdy miał z kim rozmawiać i dobrze się bawił, czułam się tak świetnie w tej atmosferze jedności i zabawy. Skończyłam drinka i ruszyłam na parkiet. Stałam się jednością z muzyką, zaczęłam wirować, śmiać się, krzyczeć i tańczyć. Leciała akurat piosenka "I want to break free" i czułam się wolna. Czułam się szczęśliwa i spełniona wśród ludzi, których znam i lubię. Alkohol lekko szumiał mi w głowie, ale czułam się doskonale. W tej euforii rozmawiałam ze znajomymi, żartowałam, chichotałam i piszczałam. Kolorowe światła padały na ludzi barwnymi plamami. Wszystko płynęło, wszystko było idealne. Ciała zgromadzone w jednym pomieszczeniu poruszały się we wspólnym rytmie, niczym jeden organizm. Wszyscy wystrojeni i oryginalni. Zarumienione policzki, szyje lśniące od potu, ramiona obejmujące talię, kołyszące się biodra. Spocona i zmęczona poszłam do baru, żeby jeszcze się napić i wtedy go zobaczyłam. Poprawiłam sukienkę, otarłam pot z czoła i uśmiechnęłam się. Przy stoliku z napojami stał Michał, który podobał mi się od dłuższego czasu. Chodziliśmy razem do szkoły, całkiem sporo rozmawialiśmy, ale wciąż był dla mnie zagadką. Sprawiał wrażenie otwartej osoby, ale w jego oczach barwy czarnej kawy kryło się coś więcej niż tylko imprezujący chłopiec. Był inny i dlatego go lubiłam. Miał ciemne, lekko kręcone włosy, wydatną szczękę, szczupłą i wysoką sylwetkę i szerokie barki. Był ubrany w czarną koszulę i spodnie. Podobał się wielu dziewczynom. Podeszłam do niego i przekrzykując muzykę zapytałam:
- Jak tam, panie mroczny? Dobrze panu mija impreza?
Zaśmiał się lekko, a na jego policzkach pojawiły się dołeczki.
- Bardzo dobrze! – odparł. Uniosłam brwi niezbyt przekonana jego słowami, ale nie kontynuowałam tematu. – Chcesz się czegoś napić? – zaproponował.
Poprosiłam, żeby przygotował coś dobrego i przypatrywałam się, jak zręcznie kroił cytrynę, a jego długie palce odkręcały butelki. Pokręciłam głową i wyrwałam się z transu natarczywego przypatrywania się Michałowi. Podał mi szklankę, sam też wziął jedną i wznieśliśmy toast. Spojrzałam na niego pytająco, a on powiedział:
- Za marzenia! Bo chociaż zazwyczaj się nie spełniają, to jednak nadają chyba jakiś sens naszemu życiu...?
Stuknęliśmy się szklankami i zaczęliśmy sączyć drinki. Wiedziałam, że jego wypowiedź była nawiązaniem do jakiejś powieści Paula Coelho, ale nie miałam pojęcia, skąd brało się w nim czasem tyle goryczy i nostalgii. Ruszyliśmy na parkiet. Kolorowe światła oświetlały nasze twarze. Pomimo iż nie sądziłam, że Michał coś do mnie czuje, to lubiłam z nim przebywać. Czułam nić porozumienia między nami. Ktoś zaczął puszczać hity naszego dzieciństwa. Lady Gagę, Katy Perry, Rihannę. Śmiejąc się i śpiewając "want you to make me feel like I`m the only girl in te world...", zbliżyłam się do Michała i zachęciłam go, żeby też tańczył, żeby wkroczył w ten zgodny tłum, oddychający jednym powietrzem. Świat był cudowny, doskonale się czułam wśród tylu ludzi, jednakże mój euforyczny stan mu się nie udzielił i odszedł. Czasem naprawdę nie wiedziałam, czemu jest aż tak pochmurny. Westchnęłam ciężko i wybiegałam za nim na zewnątrz. Lekko zakręciło mi się w głowie, ale poszłam za nim. Stał oparty o ścianę budynku i beznamiętnie patrzył przed siebie.
- Heeej, co się stało? – spytałam zachrypniętym od śpiewu głosem. – Chcesz o czymś pogadać?
- O czym marzysz? (...)
Cały tekst do przeczytania na stronie II LO: 2liceum.pl



Komentarze