To, że piątek przypadający w trzynastym dniu miesiąca jest dniem wyjątkowo feralnym, nawet najwięksi racjonaliści mają zakodowane w podświadomości.
Przesądni zaś już na samą myśl, że takowy dzień nadchodzi, dostają dreszczy. I nie ma na to rady. Jest to zjawisko paraskewidekatriafobii, czyli strachu przed piątkiem trzynastego. Badania wykazały, że około 8% (czyli blisko 28 milionów) ludności USA znajduje się w szponach tej choroby. Najpierw objawia się ona łagodnymi obawami wobec pechowego dnia, które z jego nastaniem przeradzają się w ataki paniki.
Lęk powoduje natychmiastowe przekładanie planów i opuszczanie dnia pracy. To spory problem np. dla lotnisk, ponieważ wiele osób rezygnuje z podróży tego dnia. Szacuje się, że straty w handlu wynoszą od 800 do 900 mln dolarów.
Na fobie te cierpieli między innymi Napoleon Bonaparte, Mark Twain i Franklin Roosevelt. Ten ostatni do tego stopnia obawiał się trzynastki, że zdarzało mu się zapraszać na obiad swoją sekretarkę, byle tylko liczba gości nie wynosiła 13. Nawet tak inteligentny, światowej sławy pisarz, jak Ernest Hemingway miał awersję do liczby "13". W okresie najlepszej swojej kondycji psychicznej i fizycznej - zasiadając przy barze - wypijał tylko dwanaście drinków, a na kolejny nigdy nie dał się namówić, twierdząc, że trzynasty może mu zaszkodzić.
Ale są tacy, dla których feralny "piątek 13" wypada znacznie częściej, niż wynikałoby to z kalendarza. Pech - jak przekonują - to wierny towarzysz ich życia. Co sprawia, że jednych dręczy złowieszcze fatum, a drugich omija szerokim łukiem? Czy są osoby, które w sposób szczególny przyciągają pecha? Okazuje się, że tak. Ale rzadko mamy do czynienia z ofiarą klasycznego pecha, czyli fatalnego zbiegu okoliczności, na które nie mamy wpływu. Owszem, wszyscy znamy takie przypadki, ale najczęściej nieszczęścia ściągamy na siebie sami. Jednak od lat ludzie uważają, że trzynastka przynosi pecha, a zestawienie z piątkiem, to w powszechnej opinii zupełna katastrofa. Granica między przesądem a zaburzeniem nerwowym w tym przypadku jest delikatna i zależy od stopnia uzależnienia oraz negatywnego wpływu tych wierzeń na normalny tryb życia. Innymi słowy: co za dużo, to niezdrowo.
Warto więc wymienić przynajmniej niektóre fatalne wydarzenia, które spowodowały powstanie przekonania o pechowości tego dnia.
Według tradycji, w pierwszy pechowy piątek, trzynastego, pramatka Ewa do spółki z wężem skusiła Adama, by skosztował zabronionego owocu. Potem historia miała dostarczyć wielu dowodów feralności tej daty.
Najwięcej do przypomnienia faktów historycznych wniósł Dan Brown w "Kodzie Leonarda da Vinci", gdzie dokładnie wytłumaczył "pechowość" tej daty. Wiąże się ona z tragedią templariuszy. Wydarzyło się to ponad 700 lat temu, 13 października 1307 r. Templariusze, którzy mieli coraz więcej władzy finansowej, byli solą w oku władców ówczesnej Europy. Szczególnie cięty był na nich Filip IV Piękny, który doprowadził do upadku zakonu templariuszy. Pod pretekstem gościny zaprosił do siebie Jakuba de Molay, wielkiego mistrza zakonu z jego świtą. W tym samym czasie do rozmów zaproszono templariuszy w innych krajach, na inne dwory. Wszystkich aresztowano, torturowano, a potem spalono na stosie. Był to początek upadku potężnego zakonu i przejęcie większości jego dóbr. Dla templariuszy piątek trzynastego okazał się fatalny i tragiczny.
W Polsce złą sławą cieszyła się sprawa otwarcia krypty Jagiellończyka. W 1973 r. zespół naukowców, za zgodą ówczesnego metropolity krakowskiego Karola Wojtyły, otworzył na Wawelu grobowiec króla Kazimierza Jagiellończyka. Grobowiec otwarto w piątek, 13 kwietnia. Po roku zmarł pierwszy z naukowców, którzy otworzyli kryptę. W ciągu kolejnych 10 lat spośród 32 osób, które badały szczątki Kazimierza Jagiellończyka, aż 16 zmarło nagłą śmiercią. Podobno jeden z ekspertów dostał zawału, gdy czyścił miecz wyjęty z królewskiego grobu. Nauka odarła jednak historię z aury tajemniczości, winą obarczając zarodniki grzyba kropidlaka złocistego (aspergillus flavus) - obecne w grobowcu m.in. na szatach i ciele króla. Jego rozwój w organizmach badaczy (którzy nie zabezpieczyli się w żaden sposób przed ewentualnymi mikroorganizmami obecnymi w grobowcu) powoduje ciężkie komplikacje - z wylewem i zawałem serca włącznie. Można więc śmiało powiedzieć, że to nie pech zabija - a beztroska.
W XIX w. towarzystwo ubezpieczeniowe Lloyda nie chciało ubezpieczać statków, które wypływały w rejs w piątek, trzynastego dnia miesiąca. Także współcześnie nie brak objawów chorobowych lęku przed trzynastką. Często w hotelach brak pokoi, a w szpitalach nie ma sal o numerze 13. W budynkach natomiast pomija się 13 piętro.
W polskim serialu "Alternatywy 4" mieszkanie nr 13 było pechowe, bo zostało przeklęte przez robotnika, który nie mógł nic w nim zrobić. Pierwszy lokator zmarł, zanim zdążył się wprowadzić. Następny zdołał tylko posprzątać.
Mamy XXI w., żyjemy w dobie komputerów i supernowoczesnych technologii, a nadal zawracamy, gdy czarny kot przebiegnie nam drogę, chwytamy się za guzik na widok kominiarza i - aby nie zapeszyć - pukamy w niemalowane drewno. Nadal złowieszczo działa na nas połączenie piątku i trzynastego dnia miesiąca, chociaż cały czas twierdzimy, że feralność piątku, 13 traktujemy z przymrużeniem oka. Może od razu przyznajmy, że po prostu każdy z nas potrzebuje czasami takiego "piątku, 13", nawet, jeśli przypada on we wtorek lub w sobotę? Jak to dobrze, albo raczej wygodnie, móc stwierdzić, kiedy coś nam się nie uda: "To dlatego, że dziś jest piątek, 13!".
Zgodnie z przesądem - tego dnia nie powinno się zaczynać żadnych nowych spraw, kupować domu, działki czy samochodu. Nie należy też kichać, zakładać nowej koszuli ani kąpać się! A może lepiej - zamiast dmuchać na zimne i nie wychodzić tego dnia z łóżka - wspomnieć Kasię Sobczyk i uwierzyć jej piosence, że "trzynastego piękniejszy jest świat", bo "trzynastego każda droga jest prosta"...
jerg



Komentarze