Jakim trzeba być człowiekiem, by szczuć na siebie swych rodaków?
Jakim trzeba być politykiem, aby zamiast troski o dobro wspólne kierować się wyłącznie swoją wizją "jedynie słusznych" poglądów? Jak trzeba być cynicznym i butnym, aby niszczyć w ludziach to, co w nich najlepsze - poczucie wolności, szacunek dla drugiego człowieka i jego odmienności, piękno wiary? Jakim sadystycznym myśleniem (a raczej bezmyślnością) trzeba się kierować, by w czasie, gdy życie i zdrowie całej populacji jest zagrożone, niszczyć je "w imię życia"? Ten sam człowiek nawołuje, aby "za wszelką cenę" bronić kościołów. Chyba nigdy nie czytał Biblii ani, ponoć tak ważnych dla Polaków, nauk św. Jana Pawła II. Piszę te słowa jako mąż, ojciec i dziadek.
W najczarniejszych snach nie przewidywałem, że znów zacznę żyć w kraju, w którym obowiązuje jedna ideologia, a każdy, kto się z nią nie zgadza, jest wrogiem państwa, w którym sądy, policja (a wszystko wskazuje na to, że niedługo także wojsko) nie stoją na straży bezpieczeństwa obywateli, tylko służą tejże ideologii. Wydawało mi się niemożliwe, że za prawdziwych patriotów uznawani będą przede wszystkim kibole i religijni fanatycy - a reszta to "lewacy". Swoją drogą ciekawe, czy trolle tak chętnie się tym określeniem posługujący znają jego znaczenie? Że w miejsce ZOMO-wców nafaszerowanych prymitywnym marksizmem zobaczę równie głupich i zaciekłych "rycerzy wiary". Nie chcę, aby moje dzieci, moje wnuki żyły w takim kraju.
To, co się obecnie dzieje, to wielka porażka polskiego Kościoła katolickiego. Jeżeli nauczyciel w szkole nie potrafi przekazać swoim uczniom wiedzy, nie potrafi ich do zdobywania tej wiedzy przekonać, to jest po prostu złym nauczycielem. Jeżeli księża nie potrafią przekonać wiernych, by żyli w zgodzie z nakazami wiary, to są takimi właśnie złymi nauczycielami. Niestety, zawsze istnieje pokusa by iść na skróty, by zamiast nauczać - wymuszać, by zamiast przekonywać - straszyć, by zamiast iść po zbłąkaną owieczkę - stwierdzić, że jest odszczepieńcem.
A może jest zupełnie inaczej? Może Kościół w swej skromności nie chwali się mnogością dobrych uczynków? Może matki nieuleczalnie chorych dzieci otrzymują wymierną pomoc od księży ze swoich parafii? Może niepełnosprawne dzieci, dzieci z dysfunkcjami umysłowymi mają w przykościelnych salach swoje rajskie miejsca, gdzie otacza się je troskliwą opieką, by dać choć chwilę wytchnienia pracującym ponad siły rodzicom? Może jest wiele innych takich przykładów? Zwracam się z apelem do tomaszowskich księży - podajcie nam udokumentowane przykłady Waszych działań. Nawet jeśli powstanie z tego opasły tom - opublikujemy wszystkie.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze