O jesieni mówiono niegdyś - zbiory, czas zbiorów.
Żmudnej pracy towarzyszyła radość: oto można z pola zgarnąć wreszcie owoc wielomiesięcznego trudu. Należę do tego pokolenia, które pamięta motyki, kosy, sierpy w rękach ludzi, nie na muzealnych ekspozycjach. Wykopki, dym z ogniska, na którym paliły się łęciny i piekły ziemniaki... Sentymentalne wspomnienia w jesieni życia.
- Starość jest okropna - powiedziałam sentencjonalnie do Blanki, przyjaciółki z dzieciństwa, w czasie brydżowej kolacji. - Ależ nie - zaprzeczyła - starość jest piękna! Wreszcie nic nie muszę, robię, co chcę.
W trakcie wieczoru zadzwonił wnuczek z urodzinowymi życzeniami dla dziadka. Wnuki to plon naszej jesieni. Na Facebooku mnóstwo zdjęć wnuków, z wnukami. Radość i duma. Weszłam na chwilę do domu znajomej. Na ścianie wisi kalendarz ze zdjęciami wnuków, prawnuków. Gospodyni prezentuje kolejne strony z nieukrywaną satysfakcją - oprócz zdjęć są tam kwiatuszki, serduszka na oznaczenie ważnych wydarzeń rodzinnych. - Co roku przysyłają mi taki kalendarz - mówi Krystyna.
Nic nie musimy, za to wiele możemy, o czym świadczy liczne uczestnictwo w działalności naszego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zbieramy też plony. Moją radością, jako emerytowanej nauczycielki, jest kontakt z byłymi uczniami. Troszczą się o mnie, pamiętają. Z Kasią jeżdżę na grzyby, mam klucz od jej działki, Tońka z Bobrowca dostarcza mi warzywa, Andrzej czuwa nad sprawnością gniazdek elektrycznych. - Kochana! - mówi do mnie - Jak by ci było coś potrzeba, to dzwoń, nawet w nocy!
Sumując: Każdej Jesiennej Pani i Jesiennemu Panu życzę obfitych, satysfakcjonujących trudy życia plonów.
Emilia Tesz



Komentarze