Mnóstwo osób, zarówno w Tomaszowie, jak i Kielcach oraz poza granicami Polski, zaangażowało się w walkę o życie i zdrowie dwuletniej obecnie Hani Terleckiej, której mama jest tomaszowianką. Wielu z nich z niepokojem i nadzieją czeka też na wiadomości o walecznej, chorej na raka, dziewczynce. Niestety ostatnie nie należą do dobrych...
Osiem miesięcy temu dzięki hojności tysięcy osób Hania poleciała z rodzicami na kosztowne leczenie do USA, by tam pod okiem najlepszych specjalistów walczyć z nowotworem splotu naczyniowego w najgorszej postaci. Na ten cel w krótkim czasie zebrano ponad 5 milionów złotych. Dziewczynka podjęła trudne i wyczerpujące leczenie w Nationwide Childrens` Hospital w Ohio.
W USA przeżyła wiele ciężkich chwil. Przeszła wiele różnorodnych badań, cztery wysoko dawkowe cykle chemioterapii i kolejne trzy z autoprzeszczepami. Miała też operację zastawki, bo w jej głowie zbierał się płyn. Jej życie bywało zagrożone, trafiała na OIOM. Pomimo tych ciężkich chwil nie zabrakło optymistycznych akcentów. Duże wsparcie okazała rodzinie amerykańska Polonia.
Niedawno, jak poinformowali rodzice za pomocą mediów społecznościowych, Hania zakończyła swój ostatni cykl autoprzeszczepu i miała zrobione badania, które miały pokazać, czy leczenie się powiodło. Rezonans nie pokazał żadnych nowych ognisk nowotworowych i żadnych nowych nacieków, ale wynik badania płynu rdzeniowo-mózgowego wskazał, że w jej organizmie wciąż krążą komórki rakowe i to niestety raczej żywe. Teraz jej ostatnią deską ratunku jest chemia molekularna. Do tej pory miała być ona tylko uzupełnieniem leczenia Hani, a teraz staje ona ostatnią nadzieją.
Ani dziewczynka, ani jej rodzice jednak się nie poddają. Chemia ma rozpocząć się w USA, a potem ma być dokończona w Polsce, gdzie wkrótce rodzina ma wrócić. W Kielcach czeka na nich starsza siostra dziewczynki. Walka nie skończyła się na zbiórce dla Hani - wiele osób zaangażowanych w pomoc i zbiórkę dla niej zbiera teraz pieniądze na leczenie także innych, bardzo chorych dzieci.
J.D.



Komentarze