Prognozy demograficzne nie kłamią. Tomaszów się kurczy, będzie coraz mniej dzieci, a co za tym idzie uczniów.
Szkół, które budowano dla potrzeb niemal 70-tysięcznego miasta, jest obecnie za dużo. Pieniądze na oświatę, przekazywane przez rząd samorządom, w coraz mniejszym stopniu zabezpieczają realne wydatki. Przed władzami Tomaszowa (podobnie jak i wielu innych miast) trudne decyzje, w których ściera się bezwzględna ekonomia i tzw. czynnik ludzki.
Tylko czy mamy jakikolwiek wybór? Jeżeli nie zrobimy niczego, skażemy tomaszowskie dzieci i młodzież na postępującą bylejakość. Będzie trzeba oszczędzać na wszystkim - na etatach, na remontach, na inwestycjach. Trzeba będzie jeszcze bardziej niż obecnie zagęszczać klasy, ciąć koszty. W efekcie pozbawimy uczniów motywacji do nauki, a nauczycieli do nauczania.
Żaden miejski polityk nie powie wprost - trzeba zlikwidować niektóre szkoły. Nie powie, bo byłoby to polityczne samobójstwo. Już widzę burzę w Internecie, oburzenie rodziców, twarde oświadczenia związków zawodowych i miażdżącą krytykę ze strony większości partii. Problem w tym, że nie trzeba być wybitnym specjalistą, by dociec, że taki ruch jest nieuchronny. Prezydent Witko próbował swego czasu, piórem powiatowego radnego, wysondować reakcje na taki pomysł. Po jednej próbie zrezygnował i podjął jedną z bardziej irracjonalnych decyzji - otworzył nową szkołę.
Być może znajdą się w naszym mieście ludzie, którzy powiedzą wprost: musimy to zrobić, i albo zrobimy to małymi krokami, aby zminimalizować szkody, albo pewnego dnia zostaniemy do tego zmuszeni - bez względu na koszty społeczne.
and



Komentarze