Tysiące osób skorzystało już w Polsce z dodatkowego zasiłku opiekuńczego na dziecko w związku z zamknięciem żłobka, przedszkola czy szkoły przez epidemię koronawirusa. Część rodziców musiała sobie jednak radzić sama, bez żadnego rządowego wsparcia albo odwoływać się od odmownych decyzji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Specjalny dodatek opiekuńczy został wprowadzony na mocy ustawy z 2 marca 2020 r. Na początku ludzie nie za bardzo wiedzieli, jak z niego skorzystać i czy na pewno im się on należy, a sytuację dodatkowo komplikował fakt, że był przedłużany na kolejne dwa tygodnie bądź kolejny tydzień i czasem do końca nie było wiadomo, czy będzie obowiązywał dalej.
Tymczasem termin poprzedniego okresu, na który przysługiwał, już mijał. - Nie wiedziałam, czy będzie on trwał krótko czy dłużej, nie wiedziałam, co dalej mówić pracodawcy. Nie dość, że bałam się koronawirusa, to jeszcze dochodził stres o pracę i o to, czy będę mogła zostać z dzieckiem, bo przecież przedszkola tak długo były zamknięte. Długo czekałam też na pierwszą wypłatę zasiłku, jak dzwoniłam do ZUS-u, to panie powiedziały mi, że wniosków mają bardzo dużo i że dokumenty przechodzą jeszcze kwarantannę - mówi jedna z tomaszowskich matek. Inna twierdzi, że pomimo trudności i pewnych niedomówień dobrze ocenia wprowadzenie i działanie takiej pomocy dla rodziców. - Ja nie mam na miejscu dziadków i nikogo innego, kto mógłby mi pomóc, więc nie wyobrażam sobie, że miałabym w czasie epidemii pracować. No bo jak? Dostawałam pieniądze z ZUS w miarę szybko i mogłam się zająć dzieckiem - ocenia.
Czasem jednak ktoś został bez pieniędzy na długo, bo decyzję z ZUS, pomimo że nad dzieckiem faktycznie sam sprawował opiekę, dostał odmowną. - Jestem samotną, pracującą matką kilkuletniego syna. Kiedy przyszła epidemia koronawirusa, zostaliśmy kompletnie sami, bez żadnej pomocy. Nawet zakupy w sytuacji takich obostrzeń były kłopotem i nie lada wyzwaniem. Ale udało mi się wszystko zorganizować, zresztą jesteśmy przyzwyczajeni, że musimy sobie radzić. Tylko inna samotna i mieszkająca bez pozostałej rodziny matka wie, o czym mówię - opowiada nam czytelniczka. Kobieta nie mogła pracować, opiekowała się dzieckiem i zaczęła starać się o dodatkowy zasiłek opiekuńczy. - Nagle, minął już niemal cały miesiąc, a ja nie dostałam pieniędzy. Dzwoniłam do ZUS, nie powiem, zawsze byłam tam dobrze obsłużona, ale mój wniosek czekał na decyzję. W końcu dostałam odmowną. Byłam w szoku i zostałam niemal bez środków do życia - dodaje. Choć wydawało się, że kobieta spełnia wszystkie warunki do dostania tegoż zasiłku, pojawiło się jedno "ale". Ojciec jej syna był zarejestrowany jako bezrobotny, a zasiłek opiekuńczy nie przysługuje, jeżeli poza ubezpieczonym są inni członkowie rodziny pozostający we wspólnym gospodarstwie domowym, mogący zapewnić opiekę dziecku lub choremu członkowi rodziny. - Nie sposób opisać żalu, jaki poczułam czytając to pismo. Ojciec mojego syna nie mieszka z nami i nie prowadzi ze mną gospodarstwa domowego. Przez cały czas sama wychowuję nasze dziecko, sama borykam się ze wszystkim, a tu jeszcze, na dokładkę, coś takiego - mówi kobieta. Nie poddała się jednak, złożyła do sądu poprzez ZUS odwołanie i zostało ono rozpatrzone pozytywnie. - ZUS nie znał mojej sytuacji, przyjęto, że ojciec mieszka z nami, na szczęście wszystko się wyjaśniło, ale ostatecznie pieniądze dostałam dopiero po ponad 1,5 miesiąca. Ten stres, że nie otrzymam pieniędzy, które mi się należą, był okropny.
Takich sytuacji było oczywiście więcej. Wiele z nich zostało wyjaśnionych pozytywnie, inne zgodnie z prawem - nie. Z zasiłku w naszym powiecie skorzystało jednak wiele osób. Sprawdziliśmy u źródła. - Do tomaszowskiego oddziału, w okresie od 13 marca do 10 lipca br. wpłynęło 21 457 wniosków o zasiłek opiekuńczy. Rozpatrzonych zostało już 19 757 wniosków. Decyzji odmownych było 1482 - informuje Iwona Kowalska-Matis, regionalna rzeczniczka prasowa ZUS. - Przyczyny tych odmów to niepodleganie ubezpieczeniu chorobowemu, to, że był inny domownik, który mógł zapewnić opiekę dziecku, bądź dziecko nie uczęszczało do żłobka czy przedszkola. Odmowne decyzje były też wówczas, gdy wnioski dotyczyły dziecka powyżej 8 lat, które nie było niepełnosprawne - tłumaczy.
Koronawirus (albo może raczej brak odpowiednich uregulowań prawnych) spowodował często dramatyczną sytuację samotnych pracujących rodziców dzieci mających więcej niż 12 lat. Szkoły były zamknięte, dziećmi trzeba było się zająć, a samotna matka czy ojciec musieli iść do pracy. Czy mieli zostawiać np. dziewięcio- czy dziesięcioletnie dziecko w domu bez opieki? Przecież to nie tylko bardzo ryzykowne i niebezpieczne, ale też niezgodne z prawem. Samotne matki, nie mogące liczyć na pomoc np. własnych rodziców czy innych krewnych, zostały postawione pod ścianą. Zresztą nie pierwszy raz. Długo pracujące matki z jednym dzieckiem nie dostawały też 500+. - Ciężko być w tym kraju samotnym rodzicem. Zwłaszcza, jak się człowiek stara, pracuje. Najpierw nie dostawałam na dziecko 500+, bo było kryterium dochodowe, które przekraczałam, pracując, potem nie dostałam zasiłku rodzinnego, bo też dochód mi przekracza ten niski, ustalony próg, potem przyszedł koronawirus i nie należał mi się dodatkowy zasiłek opiekuńczy, bo dziecko jest ciut starsze - mówi jedna z tomaszowskich samotnych matek. Ci, którzy dzieci mają mniejsze lub niepełnosprawne, mogą dalej liczyć na dodatkowy zasiłek opiekuńczy. Przysługuje on do 26 lipca 2020 r. A ile na to wydaje ZUS, a właściwie ubezpieczeni? - Tylko w tym miesiącu, do 10 lipca, wypłaciliśmy zasiłki opiekuńcze na kwotę 1 955 945 zł - informuje Iwona Kowalska-Matis z ZUS.
J.D.



Komentarze