Starsi ludzie pamiętają powiedzenie: "Po to kowal ma obcęgi, żeby nie wyciągał żelaza z ognia rękami". Znaczyło to, że dzieci mają pomagać, a nawet wyręczać rodziców w ich codziennym trudzie. Teraz wszystkie dzieci są nasze.
Szkoda, że jest ich coraz mniej, bo albo biologia nie sprzyja, albo w grę wchodzi ekonomia. Państwo otacza dzieci szczególną ochroną, a rodzice i dziadkowie, w swej większości, starają się zaspokoić nie tylko ich potrzeby, pragnienia, ale nawet najbardziej wymyślne kaprysy. Jaka więc jest przyczyna, że co jakiś czas słyszymy o skatowanym niemowlaku, pobitym kilkuletnim dziecku? Dlaczego maluch utonął w przydomowym basenie, na niestrzeżonym kąpielisku piętnastolatka, w obecności matki, której udało się uratować jedną z córek? Dlaczego kilkuletni chłopiec wyszedł z domu dziecka, wsiadł do pociągu i w Oświęcimiu szukał babci? Trudno odpowiedzieć na te pytania, podobnie jak na to: Czy dzieci, które otrzymują wszystko, często ponad miarę, będą umiały dawać?
Czy zaopiekują się matką, ojcem w chorobie, czy oddadzą ich do domu starców? Dziś starym ludziom nie grozi los Jagustynki z "Chłopów", wygnanej z domu na żebry, los babek, dziadków z "Przedwiośnia", wyrzucanych do komórek, "żeby szybciej doszli". Mamy emerytury, opiekę społeczną i – na szczęście – kochające dzieci, bo te "wyrodne" należą do wyjątków. Jadąc "czwórką" z podziwem obserwowałam, z jaką czułością kobieta w średnim wieku opiekowała się matką, prawdopodobnie cierpiącą na demencję. Na ulicy można spotkać zarówno córki, jak i synów, zięciów, towarzyszących w spacerze starszej osobie. Świat nie jest zły i – powtórzę za Niemenem – ludzi dobrej woli jest więcej. Przy okazji, skoro o dobrej woli mowa, przypomniałam sobie młodość. Andrzej Kucharczyk mianował się zastępowym. Słusznie, wszak byłam niegdyś drużynową harcerzy, zuchów. Ciekawe czasy! Wspominam z sentymentem różne akcje, m.in. zabawy w "niewidzialną rękę". Pomagaliśmy anonimowo różnym ludziom w potrzebie – ku ich zaskoczeniu, naszej i ich radości. Może warto pociechy (przyszłość narodu!) uczyć, że dobrze jest brać, a jeszcze większym dobrem – dawać. Dzieci na wsi, szczególnie te z małych i średniorolnych gospodarstw, nadal są "obcęgami kowala" – z własnej woli. Pomagają w polu, czasem można je spotkać na miejskim targowisku, gdy w czasie wakacji zarabiają na spełnienie marzeń. Niech się więc spełnią. Wracajcie cali i zdrowi, opaleni i szczęśliwi. Jesteście naszą nadzieją...
Emilia Tesz



Komentarze