Marek Hendzelewski chlubi się tym, że od pierwszego numeru czyta TIT. Jacek jest stałym czytelnikiem, bo jak mówi, chce wiedzieć nie tylko to, co słychać "na górze", ale przede wszystkim, co się dzieje na "naszym podwórku".
Rozmawiamy o ostatnich wydarzeniach, związanych z cmentarzem. Jackowi nie podoba się zablokowanie przejścia, spór urągający powadze miejsca. Przy okazji porusza inną kwestię: Ludzie nie respektują regulaminu, przyprowadzają na cmentarz psy. Byłem świadkiem, jak pies załatwił swoją potrzebę na grób. Zwróciłem właścicielom uwagę, a w odpowiedzi usłyszałem takie j...y! Przecież idę na cmentarz, aby w skupieniu pomyśleć o bliskich zmarłych, a nie słuchać ujadania psów... Zgadzamy się, że cmentarz to nie teren spacerowy, nie podoba się nam również, że niektórzy jeżdżą po alejkach na rowerach, zamiast je prowadzić, a wyrazem stałej pamięci są sztuczne kwiaty i znicze na baterie.
Dodam do tego praktyczną refleksję: dziwię się, że cmentarne śmieci nie są segregowane – należałoby wystawić pojemnik na szkło, tworzywa sztuczne i bio. Czy to takie trudne? Jacek, podobnie jak wielu moich rozmówców, podkreśla, że czyta felietony, bo piszę o zwyczajnym życiu. Zatem coś z powszedniego dnia: ostatnio dwie młode panie (blondynki) śmignęły mi przed nosem, gdy chciałam przejść po pasach. Jednej z nich pogroziłam, a ona podniosła rękę, nie wiem – w geście przeproszenia, czy pokazała mi środkowy palec. Obserwuję przechodniów – nie tylko ja z lękiem korzystam z "zebry". Pasy są po to, by zapewnić bezpieczeństwo, a przecież najwięcej pieszych ginie właśnie na przejściach. Lasy się tnie, a dziki uciekają do miasta. Jedyny plus w tym, że powstają polany, na których można rozstawiać kosze piknikowe, ewentualnie lądować jakimś niewielkim samolotem. Chyba już jesienią kupię sobie taki średniej wielkości, bo kończy mi się lokata oprocentowana 0,5% i liczę na owocne grzybobranie. Skoro mowa o grzybach: po obfitych deszczach pokazały się kurki, prawdziwki też się znajduje, ale, niestety, robaczywe. O nich można powiedzieć jak o śliwkach: "Pierwsze śliwki – robaczywki". Jan działkowicz ubolewa, że śliwki na potęgę spadają z drzewa. Miejmy nadzieję, że część z nich ocaleje na pyszne knedle. A teraz można smakować truskawki w każdej postaci, także w knedlach ze śmietaną i cukrem. Życzę smacznego i już myślę o ich kuzynkach – pachnących poziomkach. Czekają nas zwyczajne dni, a w nich rozkoszne chwile z prawdziwkami, jagodami, poziomkami...
Emilia Tesz



Komentarze