W nocy z soboty na niedzielę, z 30 na 31 marca zmieniamy czas zimowy (astronomiczny) na letni. Wskazówki i wyświetlacze zegarków przestawiamy z godz. 2.00 na 3.00.
Wiele osób trudno znosi zmianę oznaczającą zwykle krótszy sen i potrzebuje kilku dni na "dostrojenie" zegara biologicznego. Ostrożność zachować powinni "sercowcy" - są badania dowodzące, że przestawienie zegarów o godzinę do przodu o 10% zwiększa ryzyko zawału.
Powód do zadowolenia mają pracujący w weekend nocą.
Będą wykonywać obowiązki o godzinę krócej, co jednak - zgodnie z kodeksem pracy - nie spowoduje obniżenia ich wynagrodzenia. Z utrudnieniami mogą spotkać się miłośnicy nocnych zakupów internetowych lub chcący pobrać gotówkę z bankomatu - zwykle banki blokują na kilka godzin dostęp do kont. Natomiast kursujące w czasie zmiany pociągi po prostu "legalnie" się opóźnią.
Potrzebę rozróżnienia czasu na letni i zimowy postulować miał już jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Benjamin Franklin (1706-1790), ale jego argumenty nie zostały potraktowane poważnie. Podział istnieje od 108 lat - jako pierwsi czas letni, zwany wówczas "wojennym", wprowadzili 30 kwietnia 1916 roku Niemcy. W Polsce takie przejścia zaczęto stosować w okresie międzywojennym. Utrzymały się podczas okupacji hitlerowskiej, później w latach 1946-1949 i 1957-1964. Obecnie obowiązują - z jednorazową przerwą w okresie stanu wojennego - od 1977 roku. Nie tylko na podstawie prawa krajowego, ale od 2001 roku również unijnej dyrektywy. I choć jako kraj i Wspólnota jesteśmy pod tym względem w mniejszości, do 2026 roku nic się w tej kwestii nie zmieni.
wk



Komentarze