Wspominamy z moją byłą uczennicą, obecnie koleżanką, emerytką, czasy "na Kaczce", zwyczajne dni i święta, takie jak te, które czekają za progiem.
- Za nic nie zamieniłabym tamtego czasu na to, co jest teraz. Wielu rzeczy brakowało, ale była radość, życzliwość - mówi w zadumie. Przypominamy świąteczny nastrój, wędzenie na podwórku kiełbas, szynki i baleronu. Zapach, który się chłonęło w oczekiwaniu na dzień, w którym te wyjątkowe potrawy znajdą się na stole. I ciasto drożdżowe. Z rodzynkami! Spotkania rodzinne i sąsiedzkie.
Jak się wzajemnie wspieraliśmy, jak dzieliliśmy troski i radości sąsiadów, znajomych. W jej domu na co dzień żyło się skromnie, chleb smarowany był margaryną, ale do wiadomości obcych - masłem. Mimo niedostatku nikt nie chciał uchodzić za "biednego". Biedni byli żebracy. Od zawsze życzyliśmy sobie wesołych świąt. Przed laty rzeczywiście były wesołe, bo - pomijając względy religijne - cieszyliśmy się ich odmiennością od powszednich dni, a przede wszystkim - obfitością i bogactwem potraw, dorocznym rytuałem zdobienia pisanek, święcenia jajek w domach wyróżnionych tym zaszczytem.
Dziś mamy wszystko lub prawie wszystko, chcemy więcej i więcej, więc rzadko bywamy weseli. Jednak bieda, niedostatek ma swoje uroki, wtedy cieszy każdy upragniony drobiazg, każde spełnione pragnienie. Tam, na Kaczce, ludziom chciało się śmiać, przebierać na ostatki, opowiadać dowcipy, robić psikusy. Wiadomo było, że w Wilanowie-Wistomie stare fabryczne wygi przed Wielkanocą wysyłają nowicjuszy do farbiarni na malowanie jajek, a potem opowiadają, jak im się udał kawał. Ale nie trzeba było dowcipów, kawałów, by czuć radość. Kiedy ojciec zabierał się do malowania wapnem pni owocowych drzew, wiadomo było, że zbliżają się święta i... wiosna. Pierwsze fiołki w pobliskim lesie, pierwsze stokrotki... Naprawdę mało potrzeba do radości, gdy ma się poczucie bezpieczeństwa, miłość, bliskich, życzliwość otoczenia. Gdy chce się być, a nie tylko mieć. Kiełbasy, szynki, balerony mamy na co dzień. A wesołość, radość? Po spotkaniu w Związku Nauczycielstwa Polskiego koleżanka powiedziała: "Dawno już tak się nie uśmiałam", druga, po dużej dawce śmiechu, lekko weszła na czwarte piętro, chociaż chodzenie sprawia jej trudność. Więc, proszę Państwa, życzę wszystkim wesołych świąt i wesołych zwyczajnych dni. Nie trzeba być biednym, aby cieszyć się tym, co daje życie. Każdą jego dobrą chwilą. I - niech trwa!
Emilia Tesz



Komentarze