26-letnia tomaszowianka, która od lat wraz z oddaną rodziną walczyła z ciężką chorobą i która była bohaterką jednego z naszych artykułów, zmarła 3 listopada.
O Monice napisałam w kwietniu tego roku (15 numer naszej gazety). Nosił tytuł "Obiecałem siostrze, że nie zostanie sama", bo chciałam podkreślić rolę jej brata, Łukasza, w ratowaniu i wspieraniu chorej siostry.
Zarówno on, jak i tata Moniki, który do mnie zadzwonił po ukazaniu się tekstu, wydali mi się naprawdę empatycznymi, dobrymi ludźmi. Tak po prostu. Niestety teraz oni i pozostała rodzina oraz przyjaciele tomaszowianki, muszą mierzyć się z traumą, bo dziewczyna odeszła. Przez lata dzielnie zmagała się z ciężką chorobą, która zaczęła się już w dzieciństwie. Zapadła na nerwiakowłókniaki powstające na początku na ciele, a później też w głowie. Monika w wieku 13 lat przeszła pierwszą poważną operację usunięcia guza. Zabieg zakończył się szczęśliwie, choć delikatnie została sparaliżowana część nerwów twarzowych. Mimo to dziewczyna mogła rozwijać się jak "zdrowa" nastolatka. W 2022 r. stwierdzono jednak u niej szybki przyrost guza przy rdzeniu kręgowym. Po operacji młoda kobieta wybudziła się, nie czując nóg. Po kolejnych operacjach obudziła się, mając kontrolę jedynie nad oczami. Miała czterokończynowe porażenie. Zaczęła się walka rodziny o przywrócenie jej do lepszego stanu. Brat obiecał jej, że nie zostanie sama. Założył zbiórki dla siostry, by m.in. kupić jej cyberoko, czyli komputer sterowany wyłącznie gałką oczną, do kontaktu ze światem, oraz by zebrać fundusze na rehabilitację ruchową. W akcję pomocy włączyły się różne osoby, a także m.in. koledzy i koleżanki taty Moniki z Fabryki Przyczep w Niewiadowie. Niestety pomimo wszystkich wysiłków Monika Rokita zmarła 3 listopada br. Została pochowana na cmentarzu w Lubochni. Jej bliscy napisali w mediach społecznościowych "Twoja ulga zostanie naszym bólem". Najbliższym Moniki składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Joanna Dębiec



Komentarze