20 lat... tyle czasu mieszkańcy uliczki Długiej w Tomaszowie Mazowieckim czekali na jej modernizację.
Droga, mimo odłamu ulicy Długiej, była piaszczysta, nierówna. Wystarczyły niewielkie opady deszczu bądź roztopy, żeby zamieniła się w dolinę stawów.
Zimą, kiedy kałuże zamarzały, droga zamieniała się w lodowisko, które niejednokrotnie powodowało upadki chodzących po nim mieszkańców. Nie pomagały pisma do urzędu, prośby, interwencje. Aż do czerwca tego roku. Dzięki pomocy i zaangażowaniu Pana Jarosława Batorskiego i Marka Kubiaka, udało się wyremontować ową uliczkę. Mieszkańcy w końcu zostali wysłuchani, doczekali się modernizacji w postaci płyt jomb, które idealnie spełniają swoje zadanie, ułatwiając znacznie życie i funkcjonowanie sąsiadów. Nieraz wystarczy odrobina zrozumienia i empatii, żeby z małych rzeczy zrobić coś wielkiego.
Z wyrazami wdzięczności - Mieszkańcy uliczki Długiej
x x x
Przyznam szczerze, że ilekroć czytam podziękowania dla radnych (broń Boże nie umniejszam ich zasług), którzy "załatwili drogę", ogarniają mnie wątpliwości, czy aby dobrze to świadczy o sposobie zarządzania miastem. Bo jeżeli coś da się "załatwić", to znaczy, że nie ma spójnej i przejrzystej polityki inwestycyjnej. Dawno, dawno temu, nieżyjący już były przewodniczący Rady Miasta Tadeusz Adamus zgłosił postulat, by inwestycje drogowe w mieście były realizowane według jasnych kryteriów. O kolejności, proporcjonalnie do posiadanych środków, decydować miała m.in. liczba mieszkańców korzystających z danej ulicy, wyjściowy stan nawierzchni i rola w ogólnym układzie komunikacyjnym. Jak wtedy tłumaczył, jasne kryteria zapobiegną przepychankom i załatwianiu partyjnych interesów poszczególnych grup radnych. Pomysł spodobał się, ale... nigdy nie wszedł w życie.
Andrzej Kucharczyk



Komentarze