Niezmierzone pokłady pozytywnej energii, gorące karaibskie rytmy, mnóstwo tańczących i roześmianych ludzi – taka atmosfera panowała w minioną niedzielę na ulicy Rzeźniczej. Przyjechali do nas goście z całej Polski, z Kolumbii, Wenezueli, Dominikany i Kuby. Było gorąco, radośnie i... karaibsko.
Spodziewaliście się takiego sukcesu? Pytam Witolda Pągowskiego, szefa szkoły tańca DFC Latino, pomysłodawcę i jednego z głównych organizatorów imprezy. A może liczyliście na więcej?
WP - Byłbym nieskromny, gdybym powiedział, że wszystko było super i niczego nie da się poprawić. Oczywiście, że się da. Jednak biorąc pod uwagę, że Festival Republika Dominikana to pierwsza taka impreza w Polsce myślę, że było bardzo dobrze. Oczywiście, było sporo nerwów, komplikacji – jak choćby perypetie z wizą dla Juniora Complicado, dominikańskiego artysty, ale to chyba normalne. Drżeliśmy z Agnieszką z Arkad o pogodę. Cały czas zapowiadano jakieś burze, gradobicia, a tymczasem mieliśmy karaibska aurę.
AK – Zebraliście mnóstwo pochwał, ale i doświadczeń. Jakie wnioski na przyszłość, bo jak zapowiadacie, będą kolejne festiwale?
WP – Na pewno nie zmienimy lokalizacji. Rzeźnicza to niesamowite miejsce, gdzie czujemy klimat śródziemnomorski, karaibski. I nie jest to tylko nasze wrażenie. Na organizowane przez nas fiesty latino pod chmurką przyjeżdżali ludzie, czasem zupełnie przypadkowo, z Hiszpanii, Anglii. Zamieszczali zdjęcia i nikt nie chciał wierzyć, że to Polska. Nawet jeśli festiwal się rozwinie, będzie trzeba więcej miejsca, to zawsze tu będziemy organizować jakieś imprezy. Chcemy za rok sprowadzić muzyków z Dominikany. Dobrze się stało, że Jose Torres, który dał u nas wspaniały koncert, do swojego zespołu Havana Dreams dokooptował dominikańczyka, wystąpił z nimi też nasz Junior, grając na guirze – to taka tarka, charakterystyczna dla muzyki dominikańskiej, tak więc mieliśmy przedsmak tych brzmień. Chcielibyśmy by wystąpił Jose Miguel - brat Margaret (mowa o Margaret de La Cruz Ziajka – instruktorce tańca od lat pracującej w Tomaszowie), świetny muzyk mieszkający w USA. Chcemy też rozszerzyć imprezę o prezentację samej Dominikany – jej smaków (w tym roku planowaliśmy, ale się nie udało), kultury, zwyczajów.
Chcemy też zorganizować dominikański karnawał. Barwny pochód z muzyką, tancerzami, prezentacją szkół tańca z całej Polski. Skala będzie dużo większa, ale nie chcielibyśmy zgubić tej wspaniałej, kameralnej atmosfery.
AK – Skąd wzięła się u ciebie ta fascynacja Dominikaną?
WP – Całkiem przypadkowo. Dawno temu w Świnoujściu na promenadzie zobaczyłem ludzi kręcących "nudos cubanos" – węzły kubańskie, figury charakterystyczne dla tamtejszego tańca. Pozazdrościłem im i bodajże od 2007 roku zacząłem tą swoja przygodę z tańcem. Już w Tomaszowie w trakcie jednej z warsztatowych imprez latino, którą zorganizowałem, przy stoliku siedziała Margaret i Marcin – jej mąż. Zatańczyliśmy – i tak się poznaliśmy, a ponieważ Margaret jest dominikanką, to dzięki niej złapałem dodatkowo fascynację tym krajem.
AK – Dla mnie najbardziej niesamowite było to, że nagle w trakcie koncertu grupy Jose Torresa, do świetnie tańczących uczestników waszych warsztatów tanecznych (odbywały się w miniony piątek i sobotę) dołączyli ludzie, którzy po prostu chcieli tańczyć. Przełamali wstyd, obawy...
WP – Rzeczywiście, to było świetne. Tańczący dawali energię muzykom, ci oddawali tańczącym i w pewnym momencie nie sposób było usiedzieć przy stolikach. I zupełnie nie było istotne czy umieją, czy nie – nogi same niosły. Sam Jose Torres, który przecież koncertował na wielu podobnych imprezach stwierdził, że to co działo się w Tomaszowie na Rzeźniczej było wprost fantastyczne, że aż kipiało od tej fajnej energii. Żałowali wręcz, że nie mogą grać dłużej.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Andrzej Kucharczyk
and




Komentarze