Trawione przez robaki łby dzików powieszone na drutach znajdują się w lesie między Komorowem a Cekanowem. Czy zostawili je myśliwi, czy grasują tam kłusownicy?
Podczas jednego ze spacerów po lesie natknęłam się na przykry widok - powieszone na drutach, nisko przy pniu drzewa, dwa łby dzików, które obsiadły już robaki i z których unosiła się przykra woń. Znajdowały się one na polanie leśnej, między Cekanowem a Komorowem, po przeciwnej stronie od torów kolejowych. W miejscu tym stoi myśliwska ambona. Można spotkać tam spacerowiczów, gdyż niedaleko biegnie droga asfaltowa w kierunku Cekanowa, chodzą tamtędy m.in. mieszkańcy tej wsi, Komorowa, a także pobliskich ulic: Krańcowej i Ujezdzkiej. Blisko powieszonych łbów odnalazłam miejsce po ognisku. W środku lasu. Zrobiłam zdjęcia i skontaktowałam się w tej sprawie z Nadleśnictwem Spała, pod które podlega ten teren. Zastępca nadleśniczego w Spale, Piotr Szałas, bardzo zainteresował się sprawą i był zbulwersowany, bo jak stwierdził, taka sytuacja, pozostawione szczątki dzików, nie powinna mieć miejsca.
- Myśliwi nie wieszają w ten sposób zwierząt, resztki po polowaniu powinny być zabezpieczone i poddane utylizacji - mówi. - Czasem jako trofeum są szable (kły) z dolnej szczęki (żuchwy) oraz fajki, kły z górnej szczęki, ale tu nie o to chodzi - dodaje. Odpadów zwierzęcych zostawiać w lesie nie wolno. Zapytałam nadleśniczego, czy to mogła być "robota" kłusownika. Przyznał, że tak mogło być. - Mógł to być nawet swoisty happening, prowokacja, takie zostawienie szczątków po dzikach w miejscu, gdzie stoi ambona myśliwska - zauważył P. Szałas, choć wówczas jeszcze tego miejsca nie widział.
Dowiedziałam się także, że w ostatnich latach na terenie lasów Nadleśnictwa Spała nie było ujawnionych przypadków kłusownictwa. - Kilka lat temu kłusownik zabił jelenia na terenie Nadleśnictwa Smardzewice - przypomina sobie zastępca nadleśniczego Piotr Szałas. Faktycznie, znamy tę bulwersującą sprawę i pisaliśmy o niej. Do zdarzenia doszło 7 października 2020 r. 40-letni mężczyzna zabił pięcioletniego, zdrowego, dorodnego, bezbronnego byka, który wyszedł na leśną polanę w czasie rykowiska. Na terenie Nadleśnictwa Spała do czegoś takiego w ostatnich latach nie dochodzi, ale zastępca nadleśniczego przyznaje, że odbywają się czasem patrole wspólne (Nadleśnictwo, Straż Leśna, Straż Łowiecka) w celu sprawdzenia, czy są wnyki i sidła i takowe są czasem odkrywane. Piotr Szałas obiecał, że w sprawie wiszących łbów zostanie zlecona kontrola, że będzie sprawdzone, na czyim jest to terenie, czy koła łowieckiego czy poza jego rejonem. Faktycznie, 9 maja br., po mojej interwencji, doszło do takich oględzin na miejscu zdarzenia. Na miejscu był leśniczy z Cekanowa (leśnictwo Kruszewiec, pod który podlega ten teren). -Nie wiadomo, kto zostawił te łby, sprawa będzie wyjaśniana, bo na terenie koła łowieckiego są procedury, musi być ład i porządek - powiedział P. Szałas.
Są przypuszczenia, że może ktoś zostawił to złośliwie, a może zostawiał to jakiś myśliwy, np. na lisa, choć w miejscu tak blisko ludzi nie powinno tak być. Nadleśniczy ze Spały podziękował za sygnał i dodał, że bardzo martwi go miejsce po ognisku w tym miejscu. - Zbliża się lato i rozpalanie ognisk w lesie jest bardzo niebezpieczne - ostrzega zastępca nadleśniczego. Rozważane będzie zainstalowanie tam fotopułapki.
Joanna Dębiec



Komentarze