W poniemieckim bunkrze kolejowym kiedyś była centrala rybna, miało nawet powstać muzeum. Teraz obiekt porośnięty lasem przyciąga amatorów mocnych wrażeń. – Dochodzą stamtąd jakieś krzyki. Słyszałem kiedyś nawet o walkach psów – mówi jeden z okolicznych mieszkańców.
W sieci pojawiły się nagrania z wizyty "różdżkarzy" w Jeleniu, którzy dopatrują się obecności zjawisk paranormalnych w betonowej twierdzy.
Budowę kompleksu bunkrów w Jeleniu (i bliźniaczych w Konewce) rozpoczęto w 1940 r. Były prawdopodobnie przygotowywane jako zaplecze dowodzenia dla sztabu grupy Armii Środek przed atakiem hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki. Jednak po agresji 22 czerwca 1941 r. nie były wykorzystywane do działań wojennych. Dopiero w 1944 r. zaczęto je wykorzystywać do celów przemysłowych. Utworzono w nich filię tomaszowskich zakładów Daimler-Benz. Mieściły się tam magazyny i warsztaty, gdzie demontowano uszkodzone silniki przywożone z frontu. W październiku 1944 r. całe wyposażenie warsztatów zdemontowano i wywieziono w nieznanym kierunku.
Po wojnie schrony były wykorzystywane przez wojsko i firmy państwowe. W latach 60. ub.w. w Jeleniu rozpoczęła działalność centrala rybna. Teren był ogrodzony, z wbudowaną bramą wjazdową. Towary były dowożone m.in. torami ze stacji Jeleń. Po upadku centrali, na początku lat 90. ub.w., poniemiecki kompleks zaczął popadać w ruinę. Ogrodzenie zniszczono, a tory rozkradziono. Tereny, na których znajdują się bunkry (oba obiekty), przekazano Lasom Państwowym. Były pomysły (zainteresowanych najemców) stworzenia tam sortowni śmieci, magazynów z ziemniakami, a nawet hodowli boczniaków...
W 2005 r. Juliusz Szymański wydzierżawił od nadleśnictwa w Spale obiekty w Konewce i stworzył tam jedną z największych atrakcji turystycznych naszego regionu – Trasę Turystyczną "Bunkier w Konewce", wyróżnioną certyfikatem za Najlepszy Produkt Turystyczny Roku. Podobnie chciał zrobić w Jeleniu. W 2008 r. doszedł do porozumienia z nadleśnictwem w Smardzewicach i wydzierżawił teren z kompleksem obiektów schronu kolejowego. Jednak warunki dzierżawy nie pozwalały mu na prowadzenie tam większych inwestycji. – A to, co zrobiłem, zaraz zniszczyli wandale. W końcu moja rola ograniczyła się do sprzątania terenu. Nic więcej nie mogłem zrobić i musiałem zrezygnować – mówił w rozmowie z nami J. Szymański.
Wydzierżawieniem bunkra w Jeleniu było zainteresowane też Towarzystwo Fortyfikacyjne "Linia Pilicy", które chciało w nim stworzyć minimuzeum II wojny światowej. Przygotowali nawet projekty zagospodarowania terenu. Ostatecznie urzędnicze procedury okazały się dla pasjonatów historii nie do przejścia. W 2021 r. bunkry zostały wpisane do rejestru zabytków. To oznacza, że prowadzenie tam jakichkolwiek prac wymaga zgody konserwatora.
– Obecnie nie ma zainteresowania potencjalnych dzierżawców tym terenem. Staramy się dbać o obiekty, chociaż nie możemy ich zamknąć. Bunkry stanowią naturalne siedlisko dla nietoperzy – mówi Cezary Sęk z Nadleśnictwa Smardzewice. Według danych Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Nietoperzy ostatniej zimy w schronach w Jeleniu doliczono się rekordowej liczby 133 osobników kilku gatunków.
Do opuszczonych bunkrów zaglądają nie tylko nietoperze. Odbywają się tam balangi, dochodzi do pożarów, wokół rozrzucane są śmieci. Na ścianach schronów wypisywane są niecenzuralne bazgroły. – Zrobiło się cieplej, to i odwiedzających przybywa. Nie wiem, co oni tam wyprawiają po nocach, aż strach sprawdzić. Ciągle słychać jakieś odgłosy – mówi nam jeden z mieszkańców.
W Internecie pojawiły się nagrania różnych grup eksploratorów, dopatrujących się w ciemnych i zimnych korytarzach zjawisk paranormalnych. – Śmiechu warte! Te hałasy, odgłosy mogą się kumulować, bo przyjeżdża tutaj dużo ludzi. Jest pogłos, który niesie się po pustych wnętrzach. A "różdżkarze" niech sobie sprawdzają. Nie ma się czego bać – mówią nam młodzi mężczyźni, których spotkaliśmy, gdy wchodzili do schronów z latarkami w rękach.
Bunkry w Jeleniu to zabytek, który nie powinien mieć opinii miejsca, w którym straszy. Kiedyś był pomysł, żeby te obiekty przeszły na własność powiatu. Nic z tego nie wyszło. Może samorząd jako gospodarz miałby większe możliwości (chociażby w pozyskaniu dotacji), żeby zmienić oblicze tego obiektu.
ag



Komentarze