Hucznie zakończył się stary i rozpoczął nowy rok w Tomaszowie. Mieszkańcy bawili się na domówkach, balach i na Miejskim Sylwestrze na placu Kościuszki. Gwiazda disco polo przyciągnęła tłumy.
Impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem, choć i w latach, kiedy nic w centrum miasta oficjalnie nie było organizowane tej nocy, na plac także przychodzili mieszkańcy chcący wspólnie wypić szampana i odliczyć czas do Nowego Roku. Teraz jednak ludzi było mnóstwo, zarówno młodzieży, rodzin z dziećmi, jak również singli, par i grup znajomych, którzy wyszli z imprez z domu i razem bawili się wśród świetlnych dekoracji.
Wydarzenie rozpoczęło się już o 21.30. Ustawiona była scena, można było potańczyć, posłuchać muzyki i spotkać znajomych. Wiele osób robiło sobie zdjęcia na tle reniferów, na niedźwiedziu i przy innych iluminacjach. Gwiazdą wieczoru był Miły Pan (pod takim pseudonimem ukrywa się Piotr Kołaczyński), czyli popularny wykonawca muzyki disco polo i dance. O gustach się nie dyskutuje, faktem jest jednak, że artysta potrafił porwać tomaszowską publiczność do tańca i ludzie naprawdę się bawili, zarówno pod sceną, jak i w innych miejscach placu Kościuszki. Pod scenę ciężko było przejść wśród roztańczonego tłumu, a wielu było też ludzi (jak to w sylwestra) w stanie mocno wskazującym na spożycie alkoholu. O północy na scenę wyszli prezydent Marcin Witko i Hanna Cierpicka-Trzonek, dyrektorka MCK. Popłynęły życzenia noworoczne dla mieszkańców. Zaczęły się toasty, uściski, pocałunki zakochanych par i radość dzieciaków. Były też fajerwerki, które wielu osobom się podobały. Wiele też je krytykowało, wskazując, że boją się ich zwierzęta i że takowych atrakcji nie powinno być. W sieci "dostało się" też za to prezydentowi Marcinowi Witko. Nie był to jednak żaden miejski pokaz fajerwerków.
- Miejskie Centrum Kultury, organizator Miejskiego Sylwestra, z uwagi na dobrostan zwierząt oraz osób chorych i dzieci, nie zorganizowało pokazu fajerwerków - zapewnia Joanna Budny, rzeczniczka prasowa UM. Ogólnie impreza była udana i zakończyła się dyskoteką pod gwiazdami. Pod pobliskim otwartym sklepem z alkoholem ustawiały się długie kolejki, a w Nowy Rok na ulicach były pustki, niczym w pandemii. Mało samochodów, mało ludzi, bo do spacerów nie zachęcało ani nocne zmęczenie, ani noworoczny deszcz i szaruga.
Joanna Dębiec



Komentarze