W wielu domach Święta Bożego Narodzenia będą skromniejsze niż kiedyś. Wszystko to przez inflację, skromne zarobki i duży wzrost cen wielu produktów.
Karp jest jednym z najbardziej tradycyjnych dań na wigilijnym stole, choć jak to ogólnie z rybami bywa, do tanich nie należy. Warto zwrócić uwagę, że jeszcze w 2020 r. za kilogram karpia płaciło się ok. 14-15 zł. Teraz jest to dużo więcej, ale na szczęście w porównaniu z zeszłym rokiem, staniał o 20 proc.
Porozmawiałam o tym z Dariuszem Domańskim, właścicielem stawów hodowlanych w Ujeździe. - Spadły ceny zbóż, a karp właśnie zbożami się żywi. Dlatego można było też obniżyć jego cenę. U nas kosztuje 26 zł za kilogram, podobnie jak amur – mówi D. Domański. Zauważa, że w niektórych marketach robione są świąteczne chwyty marketingowe i karpie sprzedawane są taniej, jak np. ktoś kupi dużą ilość. Ale według niego karp musi mieć swoją cenę, bo cykl hodowli takiej ryby jest długi, około 3 lat. Potrzebuje dużo wody. - To nie są kurczaki. Ludzie chcą zachować tradycję i cieszyć się jego smakiem na święta – mówi właściciel stawów, podkreślając, iż poza tym wciąż rosną koszty energii, pensje pracowników etc. Drogie są inne ryby na stół. Np. u hodowcy zapłacimy ok. 30 zł za kilogram pstrąga, a za jesiotra 46 zł. Cykl hodowli trwa w przypadku tej ostatniej ryby aż 3,5-4 lata.
Tanie nie są też inne produkty na świąteczny stół. Droższa będzie np. zwykle tania, sałatka jarzynowa. W tym roku najdroższym składnikiem będzie majonez, za który zapłacimy nawet 17 zł za słoik o pojemności 500 ml. Za ziemniaki zapłacimy średnio 3 zł za kilogram. 4,49 do 4,99 zł zapłacimy zaś za kilogram marchwi. Nie oszczędzimy również na słodkich wypiekach. Za kilogram sera białego płaci się ok. 26 zł, natomiast masa makowa to średnio koszt ponad 20 zł za kilogram. Średnia cena za mandarynki wzrosła o 2 złote w skali roku (12 zł za kilogram). Święta to nie tylko jedzenie, ale też wystrój domów i mieszkań. Drogie są świąteczne stroiki i gadżety, jak również choinki. Ich ceny były wysokie już w zeszłym roku. Zapytaliśmy Daniela Kaczmarka, który ma plantację w Dąbrówce w gm. Czerniewice. - W tym roku choinki trochę podrożały, choć w naszym powiecie nie aż tak bardzo, jak w dużych miastach, gdzie za jodłę kaukaską zapłacimy nawet 200 zł. U nas takie drzewko kosztuje, w zależności od wielkości, od 100 do 150 zł, zaś świerk pospolity to cena od 60 do 100 zł – mówi Daniel Kaczmarek. Zauważa, że właśnie świerki cieszą się większym zainteresowaniem. - Ludzie mówią, że każda choinka, jak ją się ubierze, wygląda podobnie, więc chodzi o jej zapach. Świerki się sypią, ale właśnie wtedy wydziela się piękny zapach, który przypomina zapachy dzieciństwa, świąt w rodzinnym domu. Jodła kaukaska jest trwalsza, ale tak nie pachnie – dodaje.
Jonna Dębiec



Komentarze