Kilka stopni na minusie, ziąb i śnieg - to wszystko przeszkadza mało, gdy ma się swój własny, ogrzany kąt. Niestety nie każdy ma. Tylko w listopadzie w Tomaszowie pojawiło się kilku nowych bezdomnych. Schronienie znaleźli w Schronisku dla Bezdomnych Mężczyzn przy ul. Luboszewskiej. Inni nadal koczują "na mieście".
Schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn przy ul. Luboszewskiej prowadzi tomaszowskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta z Beatą Wojciechowską na czele. Jest tam 28 miejsc, obecnie tylko jedno jest wolne.
- W listopadzie pojawiło się w Tomaszowie pięciu nowych bezdomnych. Jest większe zapotrzebowanie na schronisko niż wcześniej - mówi B. Wojciechowska. Są to mężczyźni od 40. do 60. roku życia. Są to nowe twarze, nie pojawiające się wcześniej w tym miejscu.
Przeważnie z problemem alkoholowym, przez który stracili dach nad głową. Są przypadki eksmisji, braku dochodu, dzięki którym mogli wynająć mieszkanie. - Bywają panowie, którzy kiedyś wynajmowali mieszkania, ale teraz one tak zdrożały, że już ich na to nie stać - zauważa prezeska tomaszowskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Są też mężczyźni, którzy się rozchorowali i przestali sobie radzić. Czasem są też osoby, które dostały udaru i po wyjściu ze szpitala nie mają dokąd pójść. Podobnie bywa po leczeniu psychiatrycznym i odwykowym. Kiedy alkohol dominuje, rodzina się odwraca. Za picie są wymeldowywani, potem jak nie piją, matki znów pomagają.
Bycie w schronisku jest dla bezdomnych ratunkiem od życia na ulicy, na melinach, na górach śmieci, na mrozie i w poniewierce. Obok schroniska znajduje się nieduża ogrzewalnia, do której może przyjść każdy, także kobiety (bo schronisko jest tylko dla mężczyzn). Ruszyła 24 listopada i do 19 grudnia działa w godzinach od 19.00 do 9.00. Od 20 grudnia będzie działać całodobowo. Codziennie przychodzi tam kilku mężczyzn. Już pierwszego dnia przyszły cztery osoby. - Bezdomne kobiety z Tomaszowa zostały zabezpieczone, są umieszczone w domach pomocy społecznej lub innych ośrodkach dla kobiet - informuje B. Wojciechowska. - Może być tak, że jednak jakaś kobieta do ogrzewalni trafi, bo będzie np. przez alkohol wyrzucona z domu. Trafiały do nas właśnie alkoholiczki, które leżały na ulicy i były przywożone przez Straż Miejską - dodaje. W schronisku panowie będą mieć teraz nowe szafki i inne rzeczy polepszające ich warunki życia. Szafki będą stanowić też prezent gwiazdkowy.
Od 1 sierpnia do końca br. tomaszowskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta realizuje program wojewody łódzkiego pn. "Pomoc w wychodzeniu z bezdomności. Kwota dofinansowania to: 20.503 zł. Suma wszystkich kosztów realizacji zadania to: 23.783 zł. Z tych środków planowana jest wymiana drzwi w łazience, która będzie robiona w najbliższych dniach, zakupywana jest też odzież, obuwie, środki czystości, sprzęt AGD, talerze, garnki, maszynka do mięsa, mikrofalówka itd. Towarzystwo przystąpiło także do konkursu Fundacji Biedronka.
- Czterdziestu podopiecznych naszego ośrodka dostanie świąteczne paczki od Fundacji Biedronki - mówi B. Wojciechowska.
Co roku panowie ze schroniska mają wigilię. Odbywa się, tak jak normalnie w domach, 24 grudnia o godz. 17.00, żeby nie musieli się tego dnia czuć samotni. Będą wspólnie gotować potrawy, stroić schronisko, przygotowywać stoły. W organizacji świąt pomagają też darczyńcy. - Każdego roku na święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc dostajemy od pana Tomasza Mazurka dużo ciasta. Panowie są bardzo zadowoleni - mówi Beata Wojciechowska.
W zwykły dzień mieszkańcy schroniska siedzą przy stolikach lub na swoich piętrowych łóżkach - czytają, rozmawiają, rozwiązują krzyżówki, wychodzą na papierosa, realizują swoje obowiązki. Mają trzy posiłki dziennie, mogą się wykąpać, mają ubrania i godne warunki. Zdarzają się wśród nich także choroby. Schronisko jest pod nadzorem Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, bo niestety było pięć przypadków gruźlicy. - Jesteśmy wszyscy przebadani i osoby z gruźlicą są po leczeniu - dodaje B. Wojciechowska.
Niestety niektórzy bezdomni koczują nadal "na mieście" - w melinach, w altanach na działkach, pustostanach, budynkach do rozbiórki, które mogą być niebezpieczne. Często śpią tam w śmieciach i na śmieciach, w warunkach dużo gorszych niż mają zwierzęta w schronisku. Policja i Straż Miejska sprawdzają "dziuple", w których bezdomni mogą szukać schronienia przed zimnem, żeby nikt w taką pogodę, jaka jest obecnie, nie zamarzł, ale wiele zależy też od mieszkańców. Jeśli widzimy kogoś, kto jest w miejscu, gdzie może mu zagrażać mróz, reagujmy. Chodzi nie tylko o bezdomnych czy pijanych, ale o wszystkich. Ostatnia tragedia, która miała miejsce w Andrychowie w woj. małopolskim, powinna dać do myślenia, żeby czasem spojrzeć jednak na innych, a nie tylko w ekran telefonu. Tam w biały dzień, 28 listopada, pod marketem zamarzła 14-letnia dziewczynka, która dostała udaru i nikt na czas jej nie pomógł.
Joanna Dębiec



Komentarze