Wróżby to stary jak ludzkość sposób na oswojenie niepewnej przyszłości.
Pierwsze wzmianki o wróżbach w wigilię Świętego Andrzeja (powszechnie czczonego jako opiekuna panien na wydaniu, zwłaszcza tych "pobożnych i cnotliwych") pojawiły się w XVI wieku, gdy ożyły ponownie dawne pogańskie wierzenia, a walczący z zapałem o rządy dusz w Kościele reformatorzy i "papiści", czym tylko się dało, starali się zatrzymać jak największe rzesze wyznawców. Imię Andrzej pochodzi z greckiego Andreas i dosłownie znaczy "męski", co chyba najdosadniej oddaje oczekiwania, jakie z tym patronem wiązano.
Oto kilka ciekawostek na temat dawnych wróżb:
* W Polsce południowo-wschodniej rozpalano ogniska zwane ogniami św. Andrzeja. Wrzucano do nich stare palmy wielkanocne, wianki z Bożego Ciała i poświęcone zioła. Wierzono, że ognie te chronią domy przed złymi mocami i zapewniają dziewczętom spokojny sen. Snujący się z nich dym miał przynieść sen o ukochanym kawalerze. Wieczorem dziewczęta z zamkniętymi oczami wyciągały nadpalone palmy z ognia. Długa, żarząca się jaskrawo palma wróżyła długie pożycie małżeńskie w gorącej miłości. Krótka, gasnąca szybko - szybki koniec uczuć.
* Na Mazowszu bardzo popularna była wróżba ze skręconego lnu. Dziewczęta wyciągały lniane nici z kądzieli i skręcały je w dwa kłębuszki. Potem podpalały i rzucały w górę. Jeśli płonące, ulatując ku górze, zetknęły się ze sobą, znaczyło to, że dziewczyna wyjdzie za mąż w najbliższym czasie za tego, którego imię nadała kuleczce. Jeśli się nie zetknęły – należało odłożyć plany zamążpójścia.
* Na Pomorzu pod garnuszki wkładano klucz, monetę i kwiatek. Kwiatek wróżył zamążpójście, moneta - bogactwo, a klucz - zamknięcie się w pokoju i popłakiwanie w poduszkę.
* Na Mazowszu jedna panna wychodziła z izby, a pozostałe chowały pod trzy talerze trzy przedmioty: obrączkę, różaniec i małą laleczkę. Dziewczyna wracała i wskazywała jeden z talerzy. Jeśli wskazywała ten, pod którym była obrączka, oznaczało to, że w ciągu najbliższego roku znajdzie sobie męża. Wylosowanie różańca zapowiadało pójście do zakonu, lalki natomiast... nieślubne dziecko.
* Na Lubelszczyźnie panny dawały psom do zjedzenia kulki ulepione z tłuszczu. Której pierwszej zjadł kulkę, ta miała jako pierwsza z grupy wyjść za mąż. W okolicach Tarnowa panny układały w rządku nóżki cielęce i czekały, którą z nich jako pierwszą porwie pies.
* Na wschodzie Polski panny piekły tak zwane bałabuszki. Były to bułeczki przyrządzane z mąki ukradzionej kawalerowi. Gdy każda z panien położyła bałabuszkę na talerzu, do izby wprowadzano psa. Na wszelki wypadek piesek był głodny, dzięki czemu przynajmniej jedna z panien miała zapewnioną szczęśliwą przepowiednię.
* W innych regionach kraju do wróżby używano kota. Dziewczęta stojące w kręgu wpuszczały do środka zwierzaka. Ta, o której nogi się otarł, próbując wydostać się na zewnątrz, miała pierwsza zagwarantowane małżeństwo. Wróżył też gąsior z zawiązanymi oczami - do której panny podszedł, ta najszybciej miała wyjść za mąż. Nawet kogut mógł pokazać przyszłość. Panny wysypywały kupki ziarna na ziemię i obserwowały, której ziarno zacznie pierwszy dziobać.
jerg



Komentarze