Wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami, a kampania w Tomaszowie do najciekawszych nie należy. Wydaje się, że bardziej przeniosła się do internetu niż na ulice, choć i tam czasem coś się dzieje - zrywane są np. plakaty wyborcze.
Cały Tomaszów (i oczywiście nie tylko) tonie wręcz w plakatach, na których widnieją twarze osób kandydujących do Sejmu i Senatu. Niestety, w większości przypadków kampania wszystkich tych osób jest miałka - jakby wystarczyło wywiesić plakat, napisać trochę postów w mediach społecznościowych i to miałoby mieszkańcom wystarczyć do podjęcia decyzji.
Kto lokalnej polityki, lokalnej aktywności i lokalnej "ustawki" na ogół nie śledzi, będzie musiał albo wybierać po przynależności partyjnej, albo po plakatach. Kto na nich ładniejszy, kto bardziej przystojny, a kogo na ogrodzeniach, domach i bilbordach po prostu jest więcej. Znamienne dla chyba wszystkich, niezależnie od barw politycznych, jest to, że konferencje prasowe są organizowane właśnie niemal tylko dla dziennikarzy, a ci owszem, podają zdjęcia, informacje, relacje wideo potem dalej, do ludzi, ale czy nie lepiej byłoby zaprosić samych mieszkańców na takie konferencje lub też bardziej je rozpropagować? Na pustym placu Kościuszki "przemawiała" m.in. Lewica czy Zbigniew Ziobro. Do aparatów, kamer i kilku przypadkowych przechodniów o programie swojego ugrupowania mówił np. Robert Biedroń i Anita Sowińska. Podobnie zaprezentowała się Trzecia Droga na skwerze przy tomaszowskim Urzędzie Miasta. Do dziennikarzy i osób pracujących w mediach mówił poseł Dariusz Klimczak, lider PSL w naszym regionie. I nawet konkretów było sporo, ale nikt oprócz wspomnianych wyżej osób na żywo tego nie słyszał i nie widział. Widzą i słyszą za to ludzie kandydatów PiS-u, którzy wykorzystując swoją sytuację, zajmowane stanowiska na różnych szczeblach, w tym wojewódzkich, pojawiają się wszędzie - na piknikach, dożynkach, odpustach parafialnych, uroczystych mszach, koncertach dla wojska i innych, uroczystościach odsłonięcia tablic, obiektów, punktów, jednym słowem wszędzie tam, gdzie można być lub osobiście przecinać wstęgę, uśmiechać się do zdjęć, prezentować nowe garnitury, nowe sukienki etc. Odbywają się też różne wiece i akcje społeczne, które pod płaszczykiem walki o "lepszą Polskę" i nazywające same siebie apolitycznymi, w istocie na co drugim kroku lansują swoje i atakują opozycyjne partie. Spotkanie dla ludzi, a nie tylko dziennikarzy zorganizował np. Adrian Witczak, kandydat PO do Sejmu, który rozmawiał z mieszkańcami wraz z Rafałem Trzaskowskim. Można go także spotkać w różnych odsłonach z Bogusławem Wołoszańskim. Do ludzi wychodzą też oczywiście inni, np. Piotr Kucharski z Polski 2050. W mediach społecznościowych trwają "wojenki". Mało widoczne są startujące z Tomaszowa kobiety i to niestety przykre, bo na pewno kobiet w polityce jest wciąż za mało i wciąż one są w swojej kampanii za mało "pozytywnie" agresywne, za mało w nich woli walki o swoje miejsca w parlamencie. Dość ciekawy bilbord zawieszono na jednym z budynków w al. Piłsudskiego. Przedstawia on prezesa PiS- u i ma podpis: Ja jestem zagrożeniem. Za plakaty "biorą" się przeciwnicy bądź chuligani. W ostatnich dniach zerwano plakaty z Piotrem Kucharskim, wiszące na ogrodzeniu przy ul. Okopowej, od strony ul. Gminnej, w Białobrzegach. - W sobotę je zawieszaliśmy, a w niedzielę już ich nie było. Mieliśmy banery różnych kandydatów na przestrzeni lat i nigdy nikt plakatów nie zerwał – mówi mieszkanka Białobrzegów. - Sprawa została zgłoszona na policję – dodaje. Póki co tomaszowianie mają czas do 15 października by zastanowić się na kogo głosować. Jak nie mają mediów społecznościowych, mogą popatrzeć sobie na plakaty. Kandydaci robią wprawdzie lub współuczestniczą w różnych spotkaniach w różnych miasta w województwie, ale w Tomaszowie przeważnie cisza. Jeszcze nie przedwyborcza. A może - co niestety rzeczywistość potwierdza - większości wyborców jest wszystko jedno na kogo głosują byle by miał odpowiedni partyjny szyld.
Joanna Dębiec



Komentarze