Białe szaleństwo na górze Baśniowej trwa w najlepsze, ale dzieci muszą uważać na wyrwy, kamienie i korzenie wystające spod śniegu - To chyba jedyne takie miejsce w mieście, więc służby miejskie powinny zadbać o bezpieczeństwo najmłodszych - mówi jeden z rodziców.
Kilka lat temu z budżetu obywatelskiego zainwestowano tu 120 tys. zł. Usypano i wyprofilowano górkę do jazdy na sankach. Zwożono nawet ziemię ze starej trybuny stadionu Lechii. Miały powstać hopki i przeszkody dla snowboardzistów o różnym stopniu trudności. Do tego siatki ochronne, ławki, oznaczenia i inne elementy snowparku, ale tej infrastruktury do tej pory nie ma.
- To są ruchome elementy, które instaluje się przy odpowiednich warunkach pogodowych. Chodzi o odpowiednią pokrywę śnieżną, żeby można było z nich bezpiecznie korzystać - tłumaczyła nam niedawno Joanna Budny, rzeczniczka prezydenta miasta.
Przyszła zima, a elementy snowparku dalej nie zostały zamontowane. - Założą pewnie w przyszłym tygodniu, jak przyjdzie odwilż. Dzieci w końcu cieszą się z zimy, jest trochę śniegu i mrozu. To powinny się tam bawić w najlepsze. A strach tam zjeżdżać. Sanki skaczą po wyrwach. Spod śniegu wystają jakieś korzenie i patyki - mówi tata kilkuletniej dziewczynki, który sam postanowił oczyścić stok z gałęzi i korzeni.
Zebrał całkiem sporą stertę. A to zadanie dla Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta. Pracownicy ZDiUM mieli wyrównać ubytki i zamontować siatki bezpieczeństwa. Śniegu póki co nie brakuje, więc można nawieźć i ubić. Byłby piękny i bezpieczny stok dla małych miłośników białego szaleństwa.
ag



Komentarze