Inaczej albo będziemy marznąć, albo się dusić.
Grom z brudnego nieba
Niejeden tomaszowianin z pewnością od dawna czuł (w przenośni i dosłownie), że coś jest z miejskim powietrzem nie tak. Oficjalnie jednak smog u nas nie istniał.
Zrobiło się (a przynajmniej powinno było się zrobić) o nim głośno na początku 2016 r. po publikacji raportu Polskiego Alarmu Smogowego. Dowiedzieliśmy się, że wystarczą średnio tylko dwie godziny dziennie na dworze, by do naszych płuc trafiło tyle szkodliwych substancji, jak po wypaleniu prawie dziewięciu papierosów. Było tym samym zdecydowanie gorzej niż w owianym pod tym względem złą sławą Krakowie i tylko niewiele lepiej niż w najbardziej "zasmogowanym" w Łódzkiem Opocznie.
To był grom z brudnego nieba, w reakcji na który władze obu miast... sięgnęły po scenariusz ćwiczony wielokrotnie wobec zanieczyszczenia Zalewu Sulejowskiego i zwołały konferencję naukową. Później dowiedzieliśmy się, że stan powietrza w Tomaszowie znacząco poprawi wprowadzenie autobusów z napędem hybrydowym - oficjalnie bowiem za zły stan powietrza przez pewien czas winiono przede wszystkim samochody (nieoficjalnie zaś niektóre zakłady produkcyjne). Smog, nie zrażony, dalej zionął w najlepsze nie niepokojony u głównego źródła, którym były, są i, niestety póki co nadal będą, kominy domów jednorodzinnych i kamienic - tzw. niska emisja. To ona raczy nas silnie rakotwórczym benzo(a)pirenem (BaP), pyłami zawieszonymi PM10 i PM2,5 oraz innymi truciznami, które najwyższe stężenie osiągają w sezonie grzewczym.
W sieci czujników
Przez jakiś czas nie wiedzieliśmy zbyt wiele o jakości powietrza w Tomaszowie - poza tym, że jest zła. Stacja pomiarowa Głównego Inspektoratu Środowiska działa co prawda od 1 stycznia 2010 r., ale pomiary dokonywane są w trybie manualnym z 24-godzinnym uśrednieniem, a wyniki dostępne po kilku tygodniach. Aktualnie w serwisie GIOŚ można sprawdzić dane najdalej z 1 października w przypadku pyłu PM10 i... z 31 lipca w przypadku BaP. Do tego lokalizacja stacji (ul. św. Antoniego 43/45), choć do najczystszych nie należy, dla naszego miasta i smogu nie jest zbyt reprezentatywna. W ub.r. maksymalna zarejestrowana wartość PM10 wyniosła tam 106, zaś w bieżącym - 103 μg/m sześc., tj. ok. 230-235% normy. Tymczasem już teraz są miejsca, gdzie stężenia pyłu bywają co najmniej dwukrotnie większe, a "w szczycie" sezonu grzewczego sięgają 1300-1400 i więcej procent normy.
Na bieżąco stan powietrza w mieście monitorować możemy od jesieni 2017 r. dzięki czujnikom systemu Airly, które zbierają, przetwarzają i interpretują dane, w tym poziom stężenia pyłów zawieszonych PM10, PM2,5 i PM1 w czasie rzeczywistym (wyświetlane parametry aktualizowane są co pięć minut). Docelowo miały być 44, nigdy jednak się tylu nie doliczyliśmy, w dodatku nawet kilka było jednocześnie nieaktywnych. Aktualnie, według mapy dostępnej pod adresem: airly.org/map/pl, są w 30 lokalizacjach, z czego jeden nie działa. Nie zmienia to faktu, że obejmują zasięgiem całe miasto i okolice jego granic administracyjnych, a dzięki tzw. pomiarowi interpolowanemu dane można sprawdzić dla dowolnego adresu pomiędzy sensorami.
Witaj smogu!
Sprawdzamy zatem. To, co można było zaobserwować, gdy tylko pojawiły się chłodniejsze wieczory i noce, nie napawa optymizmem. Już w pierwszej połowie września jakość powietrza zaczęła "siadać" i pojawiły się komunikaty o średnim poziomie zanieczyszczeń. Po 20.09 częściej, zaczęły się też punktowe wyższe wskazania w typowych dla nasilenia smogu lokalizacjach, takich jak ulice: Warszawska (na odcinku od Zawadzkiej do Starzyc), Szeroka, Cegielniana, ks. J. Popiełuszki, Legionów (w okolicach Szkoły Podstawowej nr 3), Białobrzeska, Gminna, a także: Dywanowa, Niemcewicza, Majowa, Wodna, czasem Parkowa oraz Ludwikowska.
Od drugiej połowy października wieczorami i przez część nocy miewaliśmy już do czynienia z "wysypem" miejsc z wysokim, bardzo wysokim i ekstremalnym poziomem zanieczyszczenia powietrza - z kilkakrotnymi przekroczeniami norm dla PM10 (po ponad 700%) i kilkunastokrotnymi dla PM2,5 (do powyżej 1500%). Gdzie potrzeba było co najmniej kilku godzin na jego oczyszczenie do względnie przyzwoitego stanu: zgodnie z opisami towarzyszącym indeksowi Airly AQI - WHO, z poziomu poważnie zagrażającemu zdrowiu i życiu do takiego, który może mieć wpływ na zdrowie osób wrażliwych. To jeszcze nie "airmagedony" znane z poprzednich sezonów grzewczych, ale też to jeszcze nie mroźna zima, a co najwyżej przymrozki. Smogowe prognozy wydają się mało optymistyczne, biorąc pod uwagę, że w perspektywie mamy najtrudniejsze temperaturowo miesiące i powszechnie znane problemy z opałem. Strach pomyśleć, co może w tym sezonie grzewczym lądować w piecach i w jak wielu znajdzie się to, co zdecydowanie nie powinno. Już nawet nie przez cwaniactwo, bardzo źle pojmowaną "oszczędność" czy też nieprzemyślane (?) słowa jednego człowieka. Ze zwykłej desperacji.
Pozostaje nam wyrażone już w tytule życzenie: niech nam zima lekką będzie. W stosunkowo ciepłej, wietrznej, dżdżystej nadzieja, że przynajmniej przez część dnia będzie czym oddychać. Nie przepadamy za taką pogodą, ale i smog jej nie lubi.
wk
Dane ze stacji pomiarowej GIOŚ:
Rok 2021
pył zawieszony PM10
- minimum/maksimum roczne: 7.9/106.0
- liczba dni powyżej granicy ze średnich dobowych: 32.0
BaP w PM10 - minimum/maksimum roczne: 0.0/8.5
Rok 2022
pył zawieszony PM10
- minimum/maksimum roczne: 7.9/103.0
- liczba dni powyżej granicy ze średnich dobowych: 22.0
BaP w PM10 - minimum/maksimum roczne: 0.1/12.3



Komentarze