W niedzielę, 9 października odbył się Ogólnopolski Hubertus Jeździecki. - Emocje, adrenalina. To było coś niesamowitego. Jak na dobrej sztuce w teatrze albo zawodach sportowych najwyższego szczebla - powiedział jeden z ponad 10 tysięcy widzów, którzy przyjechali na to wydarzenie.
Spalski hubertus ma już ponad 20 lat. Zaczęło się w 2000 r. Wtedy impreza miała charakter regionalny. Dwa lata później do rangi krajowej podniósł ją Roman Jagieliński, były wicepremier i minister rolnictwa. - Hubertusy organizowałem już od lat 80. ub.w. W końcu pojawił się pomysł, żeby zorganizować ogólnopolskie święto myśliwych i jeźdźców w Spale. W miejscu, które miało tradycje łowieckie sięgające czasów przedwojennych, prezydenta Ignacego Mościckiego - mówi R. Jagieliński.
- Początkowo hubertusy były organizowane jednego dnia. Później impreza miała charakter dwudniowy. W tym roku, jak wiadomo, nie było hubertusa myśliwskiego (tylko w Malborku - przyp. red.), ale w przyszłym roku na 100-lecie Polskiego Związku Łowieckiego ma wrócić do Spały - dodaje.
R. Jagieliński organizował spalskiego hubertusa przez kilkanaście lat. Świetnie jeździł konno. Przed laty brał nawet udział w pogoni za lisem. Podczas jednej z imprez nawet zwyciężył w tej rywalizacji, zrywając kitę. - Fajnie się wspomina tamte czasy, uwielbiałem jeździć konno. Cieszę się, że ta impreza jest dalej organizowana i cieszy się tak dużym zainteresowaniem. Aż miło popatrzeć - powiedział nam były wicepremier.
W tym roku rywalizacja najlepszych jeźdźców w całej Polsce też cieszyła się dużym zainteresowaniem i wzbudziła wiele emocji. Uciekającym, czyli lisem, był Marek Maciągowski (ubiegłoroczny zwycięzca). Lisią kitę zerwał Norbert Jarosz ze Śląska na koniu Majka. - To młody jeździec. Pierwszy raz przyjechał do Spały. W przyszłym roku też będzie, to on zgodnie z tradycją będzie lisem. Zorganizowaliśmy też namiastkę gonitwy dla dzieci - mówi Bogdan Kącki, wójt gminy Inowłódz, która wspólnie ze Stowarzyszeniem Spalski Hubertus Jeździecki zorganizowała całą imprezę.
Było kolorowo i radośnie, tylko droga się korkowała
Trzeba przyznać, że wszystko było zrobione z dużym rozmachem. Na pięciogodzinny spektakl jeździecki poza bardzo widowiskową pogonią za lisem złożyły się też: pokazy kaskaderskie grupy Apolinarski, konnej Straży Miejskiej z Łodzi, łucznictwa konnego oraz wyścigi bryczek i zaprzęgów. Można było też podziwiać sokolników, pobawić się na loterii z nagrodami czy spróbować sił w konkursie rodeo (na sztucznym byku). Odbył się też tradycyjny jarmark hubertowski.
Na imprezie nie było nudnych "gadających głów". Oficjalna część z krótkimi przemówieniami trwała zaledwie kilkanaście minut. Nie było agitacji politycznej ani "kiełbasy wyborczej". - Chcielibyśmy, żeby impreza zawsze miała taki charakter. Bez podziałów politycznych i obrażania się na siebie. Szkoda, że nie przyjechał przedstawiciel władz powiatu - mówi wójt.
Było kolorowo, radośnie i ciekawie. - Mankamentem, do którego przyznajemy się bez bicia, były problemy komunikacyjne. Po prostu wyjeżdżając z parkingu, kierowcy musieli odstać swoje, bo droga wyjazdowa się korkowała. Na przyszłość wytyczymy jeszcze jedną drogę i ruch będzie odbywał się płynniej. Tereny, na których odbywa się hubertus, dzierżawimy od prywatnych właścicieli i parafii. Poszerzymy zakres dzierżawy i wszystko będzie w porządku - mówi B. Kącki.
- Przyjechali jeźdźcy i powożący z całej Polski, m.in. ze Szczecina, Dolnego Śląska czy Kieleckiego. Już zaczynamy przygotowania do przyszłorocznego hubertusa - powiedział Sebastian Pietrzak, prezes Stowarzyszenia Spalski Hubertus Jeździecki.
Dożynki też wrócą
Dzięki hubertusowi w całej Polsce znowu usłyszano o Spale. - Mam nadzieję, że Dożynki Prezydenckie też wrócą do tej miejscowości, ale już pewnie nie za obecnej władzy. Przecież to była zawsze impreza, która łączyła, a nie dzieliła. Zawsze wszyscy świetnie się bawili, niezależnie od sympatii politycznych. Można było zjeść na gościńcu, porozmawiać z prezydentem. W ostatnim czasie atmosfera dożynek nieco siadła. Wszystko przez te wymogi bezpieczeństwa, ochronę, co utrudniało nawet dojazd na samą imprezę. Całe dożynki sprowadzały się tylko do tego formalnego ceremoniału, a przecież to nie tak miało być - mówi R. Jagieliński, który w 2000 r. reaktywował tradycję przedwojennych Dożynek Prezydenckich w Spale.
Od 2020 r. ta impreza odbywa w Belwederze w Warszawie.
ag



Komentarze